Tom Hardy to jeden z tych aktorów, którzy nie stronią od "zdobienia" swojego ciała tatuażami. Brytyjczyk ma już całkiem pokaźną kolekcję, w tym dwa dedykowane konkretnym osobom. Jeden z nich "Lindy King", czyli to imię i nazwisko agentki Toma. Skąd taki pomysł? Kilka lat temu Hardy postanowił, że jeśli Lindy uda się wypromować swojego podopiecznego i pomóc mu w karierze w Hollywood, ten odwdzięczy się jej właśnie w taki, a nie inny sposób. Jak to się skończyło, każdy wie.

ZOBACZ TAKŻE: Tom Hardy na planie filmu „Venom”. Zobaczcie zdjęcia! >>> 

Tom ma na swoim koncie m.in. rolę w głośnej Incepcji Christophera Nolana, na planie której pracował z wieloma znanymi nazwiskami, na przykład z Leonardo DiCaprio. Panowie od razu złapali wspólny język nie tylko zawodowo. Kilka lat później ponownie znaleźli się obok siebie w obsadzie, tym razem z Zjawie Alejandro González Iñárritu. I to właśnie udział w tej produkcji przyczynił się do kolejnego "dedykowanego" tatuażu Toma. Jak pamiętamy obaj panowie zgarnęli za role Zjawie nominacje do Oscarów - DiCaprio dla najlepszego aktora pierwszoplanowego, a Hardy dla drugoplanowego. Tom ucieszył się z sukcesu kolegi, nad którym jak wiadomo ciążyła oscarowa klątwa i mimo czterech wcześniejszych nominacji nie udało mu się zdobyć statuetki. Był więc przekonany, że w końcu Leo otrzyma statuetkę (jak się ostatecznie stało), ale sam też liczył na powodzenie. DiCaprio był chyba bardziej przekonany, że to Hardy dostanie nagrodę, a nie on, więc postanowił założyć się z kolegą z planu, że jeśli Tom nie wygra w swojej kategorii, będzie musiał wytatuować sobie napis "Leo knows all", czyli Leo wie wszystko. 

ZOBACZ TAKŻE: Oscary 2018 – Nominacje: aktorzy i filmy nominowani do Oscara w tym roku >>> 

Niestety, najlepszym aktorem drugoplanowym został wówczas Marka Rylance za postać Rudolfa Abla w filmie Most szpiegów. A to oznaczało tylko jedno - Hardy musi odwiedzić salon tatuażu. I tak też się stało, o czym wyznał w jednym z wywiadów. Przyznał też, że nie jest zachwycony tym, jak prezentuje się jego kolejna "dziara" określając ją po prostu jako „gównianą”. Ale, że ma kilka innych niekoniecznie udanych na swoim ciele, nie było to dla niego problemem. Co innego, gdyby miał mieć wielki napis "Leo" na udzie czy na twarzy. 

Nie każdy mógłby uwierzyć w tę historię, ale po publikacji zdjęcia na Instagramie znajomego Toma Andrew Calisterio sprzed kilku dni, nikt już nie ma wątpliwości, że jest prawdziwa. Na selfie wyraźnie widać, że na przedramieniu Hardy'ego widnieje wspomniany wyżej napis o wszechwiedzącym DiCaprio. Ciekawe, ile takich wytatuowanych hołdów Tom ma jeszcze w planach. 

ZOBACZ  TAKŻE: 31 małych tatuaży - zainspiruj się! >>>