Doskonale pamiętam swoją maturę, a jeszcze lepiej przygotowania do poszczególnych egzaminów, które (tak na serio) trwały około trzy miesiące. Przyznaję, że wcześniej chodziłam na korepetycje z matematyki (dwie godziny tygodniowo), indywidualne zajęcia z angielskiego (trzy godziny w tygodniu) i regularne konsultacje z nauczycielami w szkole. Jednak dopiero po studniówce, czyli na początku lutego zaczęłam samodzielnie powtarzać materiał. Pewnego dnia wzięłam kalendarz i dokładnie zaplanowałam swój czas – dzień po dniu, przedmiot po przedmiocie, dział po dziale. Warto wspomnieć, że nigdy nie byłam prymuską. Miałam całkiem niezłe oceny, ale bez fajerwerków. Uważałam (i nadal tak uważam), że cyferki w dzienniku elektronicznym nie mogą w pełni definiować mnie oraz wiedzy, którą zdobyłam przez całe swoje życie, zresztą nie tylko w szkole. Lubiłam lekcje polskiego, geografii, angielskiego, akceptowałam matematykę, ale dopiero matura oraz wizja zbliżających się studiów zmobilizowały mnie do solidnej nauki. Gdybym uczyła się tak przez wszystkie lata spędzone w szkole, to przysięgam, że zgarnęłabym każde stypendium i zostałabym laureatką niejednej olimpiady (żart!). Czułam ogromną presję otoczenia, ale rodzice nie dali mi zwariować – pilnowali między innymi tego, abym się wysypiała. Czy mogłam nauczyć się czegoś więcej? Zrobić coś jeszcze? Przygotować się lepiej? Ciężko powiedzieć, prawdopodobnie tak. Wiem jednak, że dałam z siebie wszystko. A oto kilka rzeczy, których nauczyła mnie matura i którymi (jako starsza i bardziej doświadczona koleżanka) chciałabym się z wami podzielić.
 

#1 Matura „bywa” przydatna

Są takie zawody, których nie jesteście w stanie wykonywać bez ukończenia studiów oraz uprzedniego zdania matury. Do tego grona należą takie profesje jak lekarz, prawnik, inżynier, nauczyciel czy architekt. Prestiżowo? Owszem! Nie każdy jednak chce rozwijać się w tych (lub innych uzależnionych od studiów) branżach, a w życiu przecież chodzi o to, żeby być szczęśliwym i spełnionym. Czasem nie liczy się przysłowiowy „papierek”, ale talent, albo po prostu „to coś”. Udowodniło to wiele gwiazd (między innymi Madonna, Quentin Tarantino, a nawet Anna Wintour – ikona mody i redaktor naczelna amerykańskiego Vogue’a), które mimo braku matury, osiągnęły sukces na skale światową. Co więcej, to na jakie studia dzięki zdanej maturze dostaniecie się, nie zawsze ma przełożenie na to, jaką pracę w przyszłości będziecie wykonywać. Być może dziś nawet nie istnieje zawód, w którym będziecie pracować za kilka lat.

Wiedzieliście, że te gwiazdy nie mają matury? >>>
 

#2 Gap year, czyli rok oddechu

Osiągnięcie kiepskich wyników z poszczególnych egzaminów, a nawet całkowite niezdanie matury również ma swoje zalety. Wiem, że może to brzmieć, jak najgorsze pocieszenie, ale serio – tak jest. Dwa lata temu, kiedy przystępowałam do egzaminów maturalnych, bardzo chciałam iść na studia. Jednak psychologię, o której studiowaniu marzyłam od początku gimnazjum (niespodziewanie) wymieniłam na dziennikarstwo. Po drodze było również prawo, socjologia, a nawet aktorstwo. Nie żałuję, że wybrałam właśnie taki kierunek studiów, wszystko jest po coś. Żałuję jedynie tego, że nie miałam więcej czasu na podjęcie decyzji, która (powiedzmy sobie szczerze!) wpłynęła w znaczącym stopniu na moją przyszłość i całe dorosłe życie. Rok przerwy – tak zwany gap year pozwala ochłonąć i „na zimno” przeanalizować wszystkie fakty. Dzięki niemu zyskujemy czas na spokojne zastanowienie się nad tym, czego tak naprawdę chcemy od życia. Może gdybym zrobiła sobie rok przerwy, podjęłabym zupełnie inną decyzję związaną z moją przyszłością (i na przykład pracowałabym w jakiejś hipsterskiej kawiarni w Nowym Jorku), a może wręcz przeciwnie – utwierdziłabym się w przekonaniu, że studiowanie dziennikarstwa na jednej z warszawskich uczelni jest tym, czego najbardziej pragnę. Kto wie?

Gap Year – czy warto? Oto 10 rzeczy, których nauczyłam się podczas roku przerwy >>>
 

#3 Matura czy bzdura?

Ubolewam nad tym, ale niestety egzamin maturalny nie odzwierciedla wiedzy, którą maturzysta faktycznie posiada. Wynik często zależy od... szczęścia. Zakres materiału jest bowiem tak szeroki, a pytania na tyle szczegółowe, że uczniowie nie są w stanie wszystkiego ogarnąć. Pamiętam naprawdę inteligentnych, oczytanych uczniów, którzy potrafili onieśmielić swoją wiedzą, ale nie zdali matury tak dobrze, jak przewidywali. I to właśnie dlatego, że pytania zwyczajnie im nie podpasowały, albo nie trafili w klucz „poprawnych” odpowiedzi. Znam również takich, którzy totalnie zlekceważyli egzamin dojrzałości i (wielokrotnie) zdali lepiej, niż ci z grupy „przejmujących się” maturą.
 

#4 Matura, czyli kolejna kartkówka, sprawdzian lub odpowiedź ustna

Najbardziej stresowałam się przed maturą ustną z polskiego (przedostatnim odcinkiem tego niezapomnianego maratonu). Byłam świetnie przygotowana – wszyscy to wiedzieli i wciąż powtarzali mi, że zdobędę maksymalną liczbę punktów. I właśnie to mnie najbardziej przeraziło. Emocje wzięły górę na chwilę przed wejściem do klasy, w której miałam odpowiadać na wylosowany przez siebie temat. Wpadłam w histerię, płakałam jak bóbr – myślałam, co stanie się, jeżeli powinie mi się noga, a finalnie nie zdam matury? Zawiodę wszystkich? Z perspektywy czasu wiem, że nawet, gdybym oblała ten egzamin, to nikt nie miałby do mnie pretensji. Temat, który wylosowałam dotyczył teksów kultury poświęconych II Wojnie Światowej, czyli jednemu z najbardziej interesujących mnie okresów. Miałam szczęście (wracamy do punktu nr 3), bo pytanie wiązało się z zagadnieniami, które dobrze znałam. Dzięki temu uspokoiłam się, swobodnie opowiedziałam o twórczości Baczyńskiego i filmie Jana Komasy, a w rezultacie otrzymałam sto procent. Okazuje się, że mój stres był zupełnie niepotrzebny. Niedawno przeczytałam gdzieś, że maturę warto potraktować jak zwykłą kartkówkę, sprawdzian, czy odpowiedź ustną – nic więcej. Szczególnie, że długo się do niej przygotowujemy, a w takim wypadku raczej nie ma powodów do obaw. Szkoda, że nie myślałam w ten sposób przed własnym egzaminem, bo zaoszczędziłabym sporo nerwów.

I żeby było jasne – nie uważam, że matura nie jest nam do niczego potrzebna. Sądzę, że egzamin dojrzałości, to jeden z najważniejszych sprawdzianów w życiu młodego człowieka (ale uwierzcie, czekają was trudniejsze i poważniejsze). Wiem jednak, że nie każdemu matura zdana na jak największą ilość punktów jest potrzebna do szczęścia. Matura nie zawsze decyduje o tym, czy osiągniecie sukces i na jaką skalę. Nie wpływa, a przynajmniej nie powinna wpływać na to, jakimi jesteśmy ludźmi, a jej wynik nie świadczy w żaden sposób o naszej wartości.

Adam Zdrójkowski nie zdaje matury w tym roku? >>>