Nie zastąpią partnera czy partnerki, bo też nie po to są. Używane solo czy w seksie partnerskim dostarczają inne odczucia niż ludzkie genitalia, usta, język. Niemniej rozwój technologiczny wspaniale działa na rynek gadżetów erotycznych i możemy mieć coraz bardziej inteligentne i ładne (seks)zabawki, które przede wszystkim zapewniają masę przyjemności.
 

Magic Wand – kultowa rewolucjonistka

Zacznijmy od kultowej różdżki. Poświęcono jej odcinek Seksu w wielkim mieście, a także cykl memów, które polegają na tym, że dodawana jest w Photoshopie do dzieł sztuki (wybrane znajdziecie w galerii). Na samym początku była sobie po prostu elektrycznym masażerem stworzonym do samodzielnego masowania i rozluźniania obolałego karku oraz pleców, jednak kobiety szybko odkryły, że przyjemne, głębokie wibracje Magic Wand mogą dobrze podziałać także na ich cipki. Ze względu na duże rozmiary oryginalna różdżka, na którą boom rozpoczął się w czasach rewolucji seksualnej w XX wieku, nadawała się głównie do zewnętrznego masażu. Guru masturbacji Betty Dodson zalecała nawet masaż przez bieliznę lub ręcznik, aby złagodzić mocne wibracje i spowolnić czas dochodzenia do orgazmu. Różdżka szczególnie sprawdzała się do zewnętrznej stymulacji łechtaczki, jednak dziś są modele inspirowane Magic Wand do użytku wewnętrznego, które na przykład pobudzają punkt G. I choć oryginalnie różdżka była od Hitachi, to w ofercie sklepów erotycznych największą popularnością cieszy się obecnie model marki Doxy, która specjalizuje się w masażerach typu wand. To całkiem rozsądny wybór, bo oprócz masażu genitaliów możemy też wymasować inne partie ciała, zwłaszcza właśnie plecy cierpiące z powodu naszego siedzącego trybu życia. I tak historia zatacza koło.


 

Lelo Sona – frajda dla łechtaczki

Od kiedy pojawiła się na rynku gadżetów erotycznych, stała się bestsellerem i zdeklasowała inne stymulatory łechtaczkowe. Oparta jest na technologii fal sonicznych, których efekt można porównać do głośnej muzyki płynącej z głośnika podczas koncertu, co rozwibrowuje nasze ciało. Fale sony kierowane na żołądź łechtaczki rozchodzą się do jej wewnętrznych części, wprawiając w przyjemne drżenie nasze genitalia. Sona ma kilka trybów mocy, więc można sobie dzięki niej zapewnić zdecydowanie zmienne wrażenia – nie mam mowy o monotonii. Z Soną można iść do wanny, można się nią bawić też oczywiście na sucho. Gadżet od Lelo pomaga szybko osiągnąć orgazm, zwłaszcza kiedy nastawiony jest na najwyższe obroty, lecz także można jego moc zwiększać stopniowo, dołączając do sesji samomiłości np. erotyczne fantazje i powoli dostarczać sobie rozkoszy. Choć według mnie Sona jest dość mocnym gadżetem, to spotkałam się z głosami, że mogłaby być jeszcze silniejsza. Być może odpowiedzią na to będzie Sona 2 – czyli nowa wersja, która od niedawna jest dostępna.


 

Lelo Soraya – króliczek z klasą i mocą

Masażery nazywane królikami czy króliczkami charakteryzują się tym, że stymulują od zewnątrz i wewnątrz. Krótsza część stworzona została z myślą o żołędzi łechtaczki. Różdżka służąca do penetracji w przypadku modelu Soraya jest charakterystycznie wygięta, by stymulować także punkt G, czyli czuły wzgórek na wewnętrznej ściance pochwy. Soraya jest też tak zaprojektowana, by jak najlepiej leżała w dłoni. Jest to po prostu wibrator wygodny i elegancki. Do tego miękki, gładki, elastyczny. A także wodoodporny. Jego najnowsza wersja – Soraya 2 – ma 12 trybów wibracji, które mogą być długie i jednolite czy być krótkimi, pulsującymi i mocnymi falami.
 

Lovense Lush – seksgadżet dla par

Super sprawa dla tych, którzy lubią zabawy na bliższą i dalszą odległość. Może pomóc parom, które dzielą setki czy tysiące kilometrów. Wibrujące różowe jajeczko sterowane jest za pomocą apki na smartfona – można więc bawić się z partnerką lub partnerem, pozwalając na sterowanie jajeczkiem i naszymi odczuciami. Można też wziąć stery w swoje ręce, czyli telefon w dłoń i wprowadzić jajeczko w tryb wibracji takich jak erupcja wulkanu, różnego rodzaju fale. W aplikacji można ustawić ulubione sekwencje wibracji, można też pozwolić, by jajeczko wibrowało w takt naszej ulubionej muzyki czy odgłosów z najbliższego otoczenia. Bez wątpienia Lovense Lush dostarcza dużo frajdy i potrafi zaskoczyć.
 

Iroha Kushi – przyjemność w słodkiej oprawie

Kremowy, w pełni wodoodporny masażer w kształcie muszelki do stymulacji łechtaczki podobnie jak inne słodkie gadżety łechtaczkowe z rodziny Iroha (choćby rybka czy ptaszek) powstał z bardzo przyjemnego w dotyku, miękkiego i niemal aksamitnego tworzywa. Gadżety japońskiej marki Iroha zdecydowanie wyróżniają się swoim designem za co są nagradzane. Bez wątpienia to dobry pomysł na prezent, na pierwszy masażer, z którym można zaczynać swoje seksualne i samomiłosne przygody. Ale nie jest takim niewiniątkiem – ma 7 trybów wibracji o różnym stopniu intensywności. Poza tym świetnie będzie prezentował się na półce (wykonano go z silikonu o właściwościach zapobiegających przywieraniu kurzu) – jest zbyt ładny, by spoczął na dnie szuflady!

Paulina Klepacz – feministka, dziennikarka, redaktorka naczelna feministyczno-erotycznego magazynu „G’rls ROOM”, współautorka książki „#girlstalk. Dziewczyny, rozmowy, życie” i CIPKOnotesu.