Jakiś czas temu na swoim instagramowym koncie przeprowadziłam małe badanie – zapytałam obserwujące mnie osoby o ich ulubione gadżety erotyczne. Odpowiadały głównie dziewczyny, które w większości stawiają na zabawki stymulujące łechtaczkę. Kilka modeli wciąż się powtarzało i tak powstało „top 5”, o którym za chwilę. Okazało się, że odpowiednio dobrany wibrator łechtaczkowy potrafi odmienić życie! Przynajmniej to seksualne. Dostarczyć wreszcie upragnionych orgazmów czy po prostu nieznanej dotąd rozkoszy, nowego rodzaju doznań. Dziewczyny entuzjastycznie opisywały, co ich ulubione gadżety erotyczne potrafią, podkreślały, że takie zabawki powinny być wręcz refundowane i głośno polecane. Dlatego postanowiłam niezwłocznie podzielić się tą wiedzą z wami. 

Stymulacja łechtaczki – dlaczego jest ważna?

O co właściwie chodzi z tą łechtaczką? Otóż jest to fantastyczny organ stworzony tylko i wyłącznie do dostarczania rozkoszy i to tej z najwyższej półki. Łechtaczka jest niesamowicie unerwiona, więc jej stymulacja może szybko doprowadzić na szczyt. Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych uwarunkowań, jednak w wielu niezależnych badaniach wyszło, że ponad 70% kobiet potrzebuje stymulacji łechtaczki, by przeżyć orgazm. Co ważne – niewielki trzon łechtaczki zakończony żołędzią, czyli jej zewnętrzna część, to dopiero wierzchołek góry lodowej. Bo w sumie, wraz z wewnętrznymi częściami – opuszkami, które wewnątrz okalają waginę – łechtaczka ma jakieś kilkanaście centymetrów! Jednak faktycznie ta jej zewnętrzna część jest szczególnie reaktywna, bo na małej powierzchni jest prawdopodobnie około 8 tysięcy zakończeń nerwowych. W wyniku stymulacji tej części czy w ogóle podniecenia, jak i penetracji pochwy także wewnętrzna część jest aktywowana. Dla wielu z nas łechtaczka jest więc centralnym punktem życia seksualnego. Tymczasem przez wieki była deprecjonowana, co i rusz pojawiały się pomysły jej amputowania, aby kobiety nie sprawiały sobie same przyjemności ze szkodą dla mężczyzn. Współcześnie bywa ona traktowana jako miejsce, które warto stymulować podczas gry wstępnej. A wypadałoby jej poświęcić o wiele więcej atencji. Na co na szczęście wpadły osoby tworzące gadżety erotyczne. 

Sekspozytywny alfabet by G'rls ROOM - Ł jak łechtaczka. Czyli wszystko, co powinnyście wiedzieć o clitoris >>>

Masażery łechtaczki – co warto o nich wiedzieć

Jeśli chodzi o gadżety dedykowane łechtaczce, to są one zwykle niewielkie, mieszczące się w dłoni, różnokształtne – serduszka, tzw. bullety, jajeczka, które wibrują. Są również tzw. bezdotykowe akcesoria z charakterystycznymi ustnikami opierające się np. na technologii fal sonicznych (np. Sona czy Sila od Lelo) czy charakterystycznego ssania (Satisfyer, Womanizer). Popularne są też tzw. króliki, czyli wibratory do stymulacji wewnętrznej z wypustką, która pozwala na jednoczesne aktywowanie łechtaczki (np. We Vibe Nova 2). Oczywiście praktycznie każdy wibrator można wykorzystać do pobudzenia clitoris – czy to klasyczny falliczny, czy masażer typu różdżka (zwykle różdżki zasilane są prądem i mają dużą moc, więc warto stosować je przez majtki lub ręcznik). Jednak te dedykowane łechtaczce są wygodniejsze w użyciu, bardziej anatomicznie dostosowane, ich działanie jest oparte na znajomości specyfiki i reaktywności tego narządu. Co ważne, a o czym często się zapomina, przy używaniu każdej zabawki, a więc także tej do łechtaczki, dobrze jest użyć lubrykantu (najlepiej na bazie wody, który jest bezpieczny dla większości gadżetów), aby uniknąć dyskomfortu, otarć. A kiedy stymulacja jest za mocna – przechodzimy na niższy tryb lub unikamy bezpośredniego kontaktu wibratora i ciała. Zatem dobrze dobrany i prawidłowo użytkowany gadżet to świetny przyjaciel, który będzie pod ręką wtedy, kiedy mamy ochotę dostarczyć sobie przyjemności. Naturalnie nie ma też żadnych przeciwwskazań, aby włączyć go do seksu partnerskiego.

Wibrator na prezent – czy to dobry pomysł?

Bez wątpienia potrzeba nam więcej szczerych rozmów o seksie, dzielenia się poradami na to, jak osiągnąć przyjemność, w jakie zabawki zainwestować. Wibrator to świetny prezent dla samej siebie, niezależnie od tego, czy żyjemy w pojedynkę, czy w związku. Przecież masturbacja to nieco inna aktywność niż seks partnerski – można mieć ochotę właśnie na nią i tyle, niezależnie od statusu związku. Nie dość, że ma ona wiele zalet, jest formą dbania o siebie, to pomaga lepiej poznawać siebie, swoje ciało, seksualne potrzeby. Jednak jesteśmy różnymi osobami, mamy odmienne podejście do seksualności, w tym samomiłości. Jeśli więc chciałabyś podarować bliskiej ci osobie – przyjaciółce, mamie wibrator – zastanów się, jakie ma ona podejście, może delikatnie podpytaj. Z jednej strony taki podarunek może wprawić w zakłopotanie, z drugiej – może być doskonałym wstępem do rozwoju na seksualnym polu, do przełamania się. Ale oczywiście nic na siłę. 

Top 5 masażerów łechtaczkowych 

Satisfyer Pro Penguin, czyli pingwinek – przyjemność w przystępnej cenie

Zdecydowany hit! Wymieniony przez naprawdę wiele osób! Po pierwsze – przypomina pingwinka, więc będzie idealny dla wszystkich tych, które nie traktują seksu super serio. Jest po prostu słodki. Świetny jako pierwszy wibrator – np. prezent dla młodszej siostry. Pingwinek wykonany jest z przyjaznego ciału silikonu i należy do stymulatorów bezdotykowych ssących, ma 11 trybów wibracji i na tym najwyższym, 11, może błyskawicznie pomóc przeżyć orgazm. Oczywiście przyjemność można sobie dawkować i powoli zmieniać tryby. Warto pamiętać, że jest dość mocnym urządzeniem. Co jeszcze? Jest wodoodporny, można więc zabrać go ze sobą do wanny. W dodatku jest niewielki (około 10 cm) i poręczny. Kosztuje poniżej 200 zł. Podobno warto spróbować zastosować go także w okolicach sutków na przykład. 

Satisfyer Pro 2 Next Generation – bezdotykowy masażer łechtaczki

Od pingwinka różni się przede wszystkim bardziej eleganckim designem. Też jest wodoodporny, hipoalergiczny, ma 11 trybów intensywności, oparty jest również na technologii delikatnego ssania („wciągania i zasysania” – ktoś mi napisał, ale spokojnie, jest bezpieczny). Wystarczy ustnik masażera nakierować na łechtaczkę, przyłożyć do niej, wybrać odpowiedni tryb i skupić się wyłącznie na przyjemności. Plusem jest też to, że łatwo go czyścić i nie zajmuje dużo miejsca. Przede wszystkim jednak użytkowniczki przyznają, że ssanie, które zapewnia działa na nie lepiej niż tradycyjne wibracje. To także bardzo intuicyjna, prosta w obsłudze zabawka. 

Lelo Sona – elegantka stymulująca dogłębnie

To akurat moja ulubienica, podobnie jak wielu moich koleżanek – fale soniczne potrafią cuda. Ich działanie podobne jest do tego, co czujemy wtedy, kiedy podczas koncertu stoimy obok głośnika i muzyka przechodzi przez całe nasze ciało – wprawia je w przyjemne drżenie. Sona robi to z naszą łechtaczką – przykładamy jej ustnik do żołędzi a fale rozchodzą się w głąb naszego ciała. Czujemy przyjemne pulsowanie, możemy je podkręcać (zabawka ma 8 poziomów mocy, 8 rytmów, jest wodoodporna, dobrze leży w dłoni). Dla niektórych osób podstawowy model Sony jest bardzo mocny, dla innych słaby – cóż, mamy różne preferencje. Dla mnie zabawka jest wystarczająca, często już na 4-5 poziomie się zatrzymuję. Osobom, którym zależy na naprawdę silnych doznaniach, marka Lelo dedykuje model Sona Cruise. Generalnie wielu posiadaczkom łechtaczek łatwo z Soną odlecieć, no chyba że głośność urządzenia nas rozprasza – takie komentarze też do mnie dotarły.

Je Joue Rabbit Bullet – wibrujący króliczek na dobry początek

Kolejny przyjazny gadżet, świetny będzie dla kogoś, kto dopiero zaczyna swoją przygodę z sekszabawkami. Minimalistyczny wibrator-pocisk ze słodkimi uszkami, leciutki, przyjemny w dotyku – miękki, miły silikon o matowym wykończeniu. Zabawka ma jakieś 13 cm i 7 trybów wibracji, które mogą dogłębnie pobudzić łechtaczkę. I co? Odpalamy i bawimy się giętkimi uszkami, stymulujemy łechtaczkę z każdej możliwej strony. Jego kształt pozwala na stosowanie go także do innych części ciała. Może być świetny zwłaszcza podczas randki solo, kiedy chcemy sobie zapewnić przyjemne doznania wokół sutków, za uszami, w zgięciach kolan. Także jeśli mamy partnera, to możemy powibrować jego czułe miejsca. 

Womanizer – gadżet polecany przez Lily Allen

Na rynku od 2013 roku. Jego pojawienie stanowiło swego rodzaju rewolucję w stymulacji łechtaczki. Był to pierwszy masażer bezdotykowy. Technologia Pleasure Air – czyli balans pomiędzy pulsowaniem (przypominającym ssanie) i masowaniem, stworzony z myślą o wysokiej reaktywności łechtaczki – okazała się naprawdę satysfakcjonująca. Zabawka jest stosunkowo droga, podobna półka cenowa jak Lelo, jednak podobno warto zainwestować (ja jeszcze nie testowałam nic tej marki). W ofercie znajdziemy kilka modeli – są zdecydowanie przyjazne dla oka, podobno także bardzo miłe dla skóry, stworzone z wysokiej jakości materiałów, mają opływowe kształty. Standardowo, jak większość współczesnych zabawek, ładuje się je przez USB. Niedawno współpracę z Womanizerem podjęła piosenkarka Lily Allen i tak powstała limitowana wersja modelu Liberty. Gwiazda chętnie włączyła się w działania marki, ponieważ chce szerzyć wiedzę na temat zalet masturbacji. Podkreśla, że każda z nas ma prawo do przyjemności i seksualnego spełnienia – czas, aby głośno o tym mówić. 

5 gadżetów erotycznych, w które warto zainwestować. Oto bestsellery gwarantujące seksualną satysfakcję >>>