Gwiazdy mają poglądy

Choć to przebudzenie nieoczywiste, z dwóch powodów. Bezpieczną przestrzenią dla swobodnej ekspresji politycznej zawsze była muzyka alternatywna. Od niszowych wykonawców wręcz wymagało się społecznie zaangażowanych tekstów, transparentnego światopoglądu, protestu. A nawet jeśli nikt nie wymagał, to też nikt nie dziwił się i nikt się nie obrażał, gdy alternatywny muzyk okazywał się feministą. W muzyce pop, tej ze szczytów list przebojów, najbardziej zasięgowej, dopiero od niedawna pojawia się miejsce na politykę. Wcześniej ten sojusz uważano za mezalians, bo pop spełniał zawsze jasno określone funkcje. To muzyka czysto rozrywkowa, wręcz bezrefleksyjnie rozrywkowa (mówię o powszechnym i stereotypowym odbiorze muzyki pop), gdzie do popu z takimi poważnymi sprawami. Aż pojawiło się nowe pokolenie gwiazd, które nie kryją się z poglądami. Miley Cyrus, Harry Styles, Taylor Swift. Dawid Podsiadło? Jak się okazuje – i piszę to z radością – też.

Piosenka Dawida Podsiadły pojawiła się w nowym serialu Netflixa!
 

Pop, Polska, przerąbane

Drugi powód też wynika z pochodzenia, tyle że nie gatunkowego, a geograficznego. Bo nie dość, że Podsiadło wykonuje muzykę pop, to jeszcze robi to w Polsce. Dziś na świecie wręcz wypada, by popowi wykonawcy posiadali i wyrażali poglądy polityczne. Ten który milczy, więcej traci, niż zyskuje. Najlepszym przykładem jest wspomniana wyżej Taylor Swift, która konsekwentnie przez wiele lat odmawiała komentarza. I teoretycznie nikomu to nie przeszkadzało, do czasu. W ostatniej kampanii prezydenckiej w Stanach Zjednoczonych, gdy Hilary Clinton walczyła o urząd z Donaldem Trumpem, wielu artystów opowiedziało się publicznie po stronie Clinton. Taylor Swift nie opowiedziała się po żadnej stronie, więc media uznały, że jej milczenie jest w najgorszym wypadku dowodem cichego poparcia dla Trumpa, a w najlepszym wynika ze strachu przed utratą fanów (Swift była ulubienicą konserwatywnej Ameryki). Ci którzy rozpędzili się w krytyce, wręcz uważali, że Taylor Swift mogłaby mieć wpływ na wynik wyborów – gdyby tylko przemówiła. Przemówiła kilka lat później. Straciła fanów? Wręcz przeciwnie, a do tego zyskała wizerunkowo jako zdeklarowana feministka i sojuszniczka społeczności LGBT+.
 

Im więcej fanów, tym gorzej

Choć to oczywiście nie tak, że nikt się od Swift nie odwrócił. Ci najbardziej radykalni spośród fanów wokalistki oskarżyli gwiazdę o zdradę. Dawida Podsiadłę nikt jeszcze o zdradę nie oskarżył, ale widać, że ten mechanizm działa podobnie również na polskim rynku. Światowe gwiazdy zabierają głos od kilku lat, polski pop dopiero teraz zaczyna oswajać się z prawem do swobodnego głoszenia poglądów. Trudno też porównywać polski rynek muzyczny do rynku amerykańskiego czy brytyjskiego, ale powiedzmy, że ryzyko jest takie samo. I tam, i tu można stracić fanów. Tym łatwiej gdy ma się tak liczną publiczność, jaką zdobył Dawid Podsiadło. Zasięgi to błogosławieństwo, ale i przekleństwo. Tak duża grupa fanów musi się różnić politycznymi preferencjami, nie ma innej opcji. Tym łatwiej więc wpakować się na minę i kogoś obrazić. Przebudzenie polityczne Dawida Podsiadły dzieje się bardzo powoli, bardzo stopniowo, do niedawna wręcz bardzo bezpiecznie. Wiosną 2019 r. wokalista poparł ogólnopolski strajk nauczycieli. „To dzięki ludziom, których spotkałem w szkole w dużej mierze zawdzięczam swoją życiową drogę i jej kształt. Jak ktoś mnie dobrze zna to wie, że dla mnie nauczyciel od zawsze był superbohaterem. Dlatego, gdy pytają mnie czy wspieram nauczycieli, to odpowiadam – całym sercem” – pisał wtedy na Facebooku. Ładnie, poprawnie, wręcz apolitycznie. Kilka miesięcy później wziął udział w kampanii społecznej „Zabierz głos, bo go stracisz”, zachęcającej do udziału w wyborach parlamentarnych. I znów: ładnie, poprawnie, apolitycznie, to był przecież tylko apel o frekwencję, a nie postulat oddania głosu na konkretną frakcję. Niby Podsiadło był coraz bliżej polityki, ale wciąż trzymał dystans.
 

Podsiadło kontra PiS

Do 14 kwietnia 2020 r., gdy napisał na Facebooku „Walczcie z wirusem, nie z kobietami”. Tym hasłem krytykował obywatelski projekt całkowitego zakazu aborcji, który – w trakcie pandemii koronawirusa, gdy kobiety nie mogły protestować na ulicach – został skierowany do czytania w sejmie. Tym jednym zdaniem Podsiadło nie tylko stanął po stronie kobiet i ich prawa do samostanowienia, ale też skrytykował rząd Prawa i Sprawiedliwości, bo to ta administracja od lat konsekwentnie próbuje ograniczać wolności obywatelskie. Pod postem pojawiły się tysiące komentarzy. Częściej z podziękowaniami za zabranie głosu, choć zdarzały się i krytyczne. Najczęstszy: żeby zajął się muzyką, a nie polityką – bo, pisałam o tym wyżej, stereotypową powinnością gwiazdy pop jest dostarczanie rozrywki, a nie refleksji, poglądy taka gwiazda może mieć, ale nie powinna się nimi dzielić ze światem. Co w tym przypadku dziwne o tyle, że akurat Podsiadło uprawia ten rodzaj popu, w którym jest sporo miejsca na błyskotliwą refleksję. Tu chodzi też jednak o to, że takie jednoznaczne krytyczne stanowisko nie pasuje do wizerunku miłego, wesołego chłopaka, którego wszyscy lubią, a taki właśnie wcześniej był Podsiadło: miły, wesoły, nie wadził nikomu. Aż wreszcie pozwolił sobie na zdecydowaną opinię, która nie spodobała się wszystkim. Wreszcie ten, jak sam kiedyś o sobie powiedział, „pluszowy” Dawid Podsiadło kogoś wkurzył. Niedawno Podsiadło wypowiedział się przeciwko cenzurze w radiowej Trójce (po usunięciu notowania Listy Przebojów, którą wygrała piosenka Kazika). Zabrał głos po raz kolejny i chcę wierzyć, że nie po raz ostatni. Że wreszcie zacznie wykorzystywać pozycję, na którą pracował przez ostatnich kilka lat. To kogo wkurza Dawid Podsiadło? Wyłącznie tych, którzy na to zasłużyli.