„Co mam sobie zrobić?” – to pytanie w swojej redaktorskiej karierze usłyszałam chyba najwięcej razy w życiu. W sumie nic dziwnego – wszystkie nowinki, zabiegi, technologie, lasery, składniki – w pierwszej kolejności trafiają do moich rąk. I wiecie co? Gdyby wszystko działało, nie byłoby na świecie osób nieperfekcyjnych, bo obietnice składane przez producentów czy to sprzętów, czy kosmetyków są barwne jak Jurassic Park. A my wciąż jesteśmy tutaj ze swoimi „wadami”: trądzikiem, nadwagą, zmarszczkami i całą listą cech w zasadzie osobistych. Zatem na pytanie – czy  wszystko działa – odpowiem od razu. Nie!

Ale niektóre rzeczy całkiem nieźle. O to jest właśnie podcast, w którym staram się opowiedzieć o tych, które sprawdziłam/doświadczyłam i które moim zdaniem rzeczywiście wprowadzają nową jakość, zmieniając coś w naszym wyglądzie lub zdrowiu.

Igły – moda, która zaciekawia?

Akupunktura to nic nowego. Choć Instagram dał jej drugie życie. Zdjęcia gwiazd z powbijanymi w buzię igłami budzą spore zainteresowania. Po co sobie to robią? Co to daje (oprócz czasami siniaków)?

Z Anią Grelą rozmawiamy o korzyściach akupunktury i o tym, czy to prawda, że na twarzy mamy mapę wszystkich organów i możemy na niej pracować/rozpoznawać kłopoty ze zdrowiem/uwalniać napięcia.

100 punktów piękności, akupunktura endodermalna czy może pinezki?

Opowiadamy o różnych technikach aplikacji igieł, bo można wbijać je pionowo i wzuwać poziomo pod skórę. I o odczuciach, jakie temu towarzyszą. Zastanawiamy się, jak zachowuje się nasza skóra, gdy wsuwamy do niej obce ciało i każemy jej się „relaksować” przez 20 minut. Odczucia są zgoła fantastyczne – skóra odczuwa rodzaj podekscytowania, wzmożonej energii komórkowej, zamieszania  związanego ze zranieniem, lekkiego swędzenia. W efekcie napływa do niej sporo substancji przeciwzapalnych, gojących, a skóra wygląda na żywszą i młodszą.

Ania opowiada o tym, czy zawsze i u każdego można wykonać taki zabieg i o tym, jak czasami warto skórę do niego przygotować i ją pogrubić (są na to sposoby kosmetologiczne, a co!).

Agrafka w skurcz, czyli czy to pomaga na źle zrobiony botoks?

Jeśli mamy źle wykonany zabieg (toksyny podano zbyt wiele lub w niewłaściwe miejsca), czeka nas dłuższy czas, po którym mięśnie zaczną znowu pracować. A gdyby tak je do tego nieco przymusić? Wbicie w skórę igieł lub pinezek potrafi mięśnie do tego stopnia pobudzić, że czasami skutek niefortunnie wykonanego zabiegu można zniwelować szybciej. Choć generalnie mechanizm działania igły jest taki, że wbijając ją w skórę, możemy oczekiwać, iż po chwili napięcie ją opuści, tkanka zwiotczeje, rozluźni się, przestanie pracować. To dlatego po wyjściu z takiej sesji twarz wygląda na ekstremalnie zrelaksowaną. Choć powinnam napisać: JEST ekstremalnie zrelaksowana.

Zobacz także:

Mówimy też, jak często, należy korzystać z tego typu zabiegów, czy to boli  i ile to kosztuje. Słuchajcie nas (i dajcie znać, o czym jeszcze chciałybyście się dowiedzieć, czy warto to sobie robić?) 

Posłuchaj pierwszego odcinka podcastu „Co mam sobie zrobić?”

Podcastu możesz posłuchać też na platformie Spotify.

--
W Glamour.pl na co dzień informujemy was o trendach, stylu życia, rozrywce. Jednak w tym trudnym czasie część redakcji pracuje nad treściami skupionymi wokół sytuacji w Ukrainie. TUTAJ dowiecie się, jak pomagać, sprawdzicie, gdzie trwają zbiórki i przeczytacie, co zrobić, żeby zachować równowagę psychiczną w tych trudnych okolicznościach.