No chyba, że jest nieznośnym racjonalistą i niereformowalnym sceptykiem. Albo osobą głęboko wierzącą, której system wartości nie pozostawia marginesów. Ale znakomita większość osób gdy czyta/słyszy O SOBIE  i rzeczach, które potencjalnie tylko jej dotyczą, wyłącza swój kurs samoobrony intelektualnej. Wierzymy, bo chcemy wierzyć. I już.

Ta ludzka skłonność od zawsze była przedmiotem psychologicznych badań. Już impresario cyrkowy (ale i polityk!) Phineas Taylor Barnum w XIX wieku obserwując klientów odwiedzających „jego” wróżki zauważył, że klienci mają powszechną skłonność do brania „do siebie” szalenie ogólnych charakterystyk. Co więcej interpretują je jako fakty dotyczące właśnie konkretnie ich. Do takich samych wniosków doszedł psycholog – Michel Gauquelin pasjonujący się statystyką w obszarze astrologii. Zaproponował on chętnym (dając ogłoszenie w gazecie) darmowy osobisty horoskop. Zainteresowani musieli odesłać do niego datę i miejsce urodzenia, a po otrzymaniu horoskopu przesłać odpowiedz jak utożsamiają się ze swoim „osobistym astrologicznym portretem”. Zgłosiło się 150 osób i ponad 90 procent z nich uznało opis za bardzo trafny i szalenie osobisty. Na szczęście nigdy się nie dowiedzieli, że wszyscy dostali ten sam i co więcej był to osobisty horoskop... słynnego francuskiego seryjnego mordercy (bez drastycznych osobniczych detali of course). Z wszystkich eksperymentów dotyczących naszej wiary w przepowiadanie teraźniejszości najczęściej komentowane jest jednak akademickie doświadczenia profesora psychologii Bertrama Forera. Na czym polegało?
 

Czym naprawdę jest osławiony efekt Forera? Co to jest efekt horoskopowy?

Ten osobliwy efekt to wynik eksperymentu przeprowadzonego w latach czterdziestych XX wieku. Forer poddał grupę swoich studentów wnikliwym „testom na osobowość” po czym zapoznał ich z wynikami i poprosił o ocenę czy zostali adekwatnie opisani. Ocena (w skali 1–5) wypadła miedzy 4,2 – 5. Znakomity, profesjonalny test skoro ma takie wyniki, prawda? W podstępnej badawczej rzeczywistości Forer przepisał z gazety fragmenty różnych horoskopów i posklejał je w dowolne zlepki. To były owe „psychologiczne” wnikliwe analizy osobowości. Fragment?


Pragniesz, by inni cię lubili i podziwiali, ale jesteś również skłonny do krytycyzmu wobec siebie. Zewnętrznie wydajesz się zdyscyplinowany, ale wewnątrz masz skłonność do niepokojów i lęków. Czasem nachodzą Cię poważne wątpliwości, czy podjąłeś dobrą decyzję, albo czy postąpiłeś słusznie. Niektóre Twoje ambicje są nierealistyczne.


Efekt Forera to zatem nic innego, jak skłonność do odnajdywania samego siebie w mętnych i ogólnych zawoalowanych charakterystykach, które w zasadzie, przy niedużej ilości dobrej woli pasują do każdego. W Wikipedii przeczytamy, że „Efekt horoskopowy to obserwacja, że ludzie uznają za bardzo trafne opisy ich własnej osobowości, które w rzeczywistości są jedynie ogólnymi zestawami danych odnoszącymi się do znacznej grupy ludzi”.

Z tą tezą nie zgadzają się (wiadomo) osoby związane z astrologią. Słusznie zauważają, że do celów eksperymentu wykorzystano fragmenty horoskopu z gazety, który uważają za rodzaj literackiej twórczości w dodatku nie najwyższych lotów. Specjaliści od kosmogramów uważają, że prawdziwy rzetelny astrologiczny portret sporządzony indywidualnie dla klienta jest w stanie w dużym przybliżeniu naszkicować rys charakteru, upodobania, skłonności i potencjał relacyjny każdego człowieka. Ale tu już wchodzimy w problem nauka kontra astro-cokolwiek. Wiadomo, że z czysto pragmatycznego punktu widzenia astrologia to symboliczna opowieść. Ale skoro korzystamy z technik terapeutycznych takich jak np. ustawienia Hellingerowskie, które też mają w sobie pewną dozę niewytłumaczalnego, można zadać pytanie – czym to się różni? Z drugiej strony każdy, nawet najracjonalniejszy umysł, ulega czasami pokusie aby przeczytać kilka zdań swojego tygodniowego horoskopu. A jeśli w dodatku znajduje tam rzeczy, które w jakiś sposób odnoszą się do jego aktualnej sytuacji czuje się podwójnie skonsternowany mrucząc pod nosem „Prawdopodobieństwo. Przypadek”. Albo „Ciemnota i zabobon”. 

Te znaki zodiaku najczęściej zostają milionerami!
 

Kiedy i dlaczego czytamy horoskopy na każdy dzień?

Zawsze wtedy gdy znajdujemy się sytuacji w której ktoś lub coś wyrzuciło nas z impetem poza osławioną strefę komfortu. Wtedy jakoś wyjątkowo mamy potrzebę aby podeprzeć się z zewnątrz. Niektórzy słuchają wtedy rad przyjaciół i rodziny, inni – psychoterapeuty lub coacha, jeszcze inni (nawet najbardziej racjonalne panie prezeski) nagle odpalają na YouTube kanały z tarotem. W końcu jeśli nikt nie wie to może karty podpowiedzą. Zwłaszcza, że cała ta otoczka mówienia o „energii z jaką wkraczasz w miesiąc” lub „energii, która chce coś powiedzieć” jest jakimś, być może fikcyjnym, ale jednak drogowskazem. Szczególnie podatne na tego typu sugestie są kobiety zranione w uczuciach lub poszukujące miłości. Same zadają sobie nieustanni pytania „Czy to dobrze że się rozstaliśmy, czy pozwolić mu wrócić?”  i potrzebują jakiejkolwiek wskazówki czy decyzja którą podjęły jest dobra. Tą wskazówką może być cokolwiek – zmieniające się światło na przejściu, karta tarota, uśmiechnięta buźka TV-wróża o słowiańskim imieniu. Trzymamy się jakiejś innej ramy, gdy nam naszą zabrano.

Ludzką  skłonność do dopasowywania się (można powiedzieć wręcz łatwowierność) udowadnia wiele eksperymentów. Pokazują one, że np. horoskopy sprawdzają się tak samo kiedy czyta się opis swój, jak wtedy kiedy czyta się horoskop kogoś innego! Mamy absolutnie małpią zdolność dopasowywania wszystkiego co czytamy lub słyszymy do siebie. Trudno nas to to winić, ta skłonność nazywa się „człowieczeństwo”.

Czy efekt Forera podważa wiarę w horoskopy? U niektórych tak. A z drugiej strony to podobne pytanie do tego, czy efekt placebo podważa istotę medycyny. Efekt polegający na pozytywnej reakcji organizmu na podanie choremu substancji, która zgodnie ze stanem wiedzy medycznej, nie powinna mieć żadnego znaczenia jednak czasami... działa? I podobnie jest w sferze horoskopów.

Horoskop miłosny: z kim powinnaś pójść na randkę w 2020?
 

Bajkowy język horoskopów

Język większości horoskopowych opisów (może oprócz szczegółowych kosmogramów, czyli urodzeniowych analiz osobowości na podstawie daty i miejsca urodzenia) jest ogólny i dosyć dwuznaczny. Podlega absolutnie niezobowiązującej interpretacji. Jeśli np. obwieszcza rozwój lub sukces, to nam pozostawia wybór co uważamy za ten sukces – świeżo poznanego chłopaka, czy pochwałę za udany projekt w pracy. Ale z drugiej strony czy język, którego używają współcześni coachowie nie przypomina trochę języka horoskopów? Przypuszczeń, pytań. Coach podobnie, ma Ci nie tyle dać konkretną poradę („rzuć go, nie zawracaj sobie głowy głupotami”) co zmusić byś spojrzała na siebie okiem kogoś innego. Zadała sobie pytania. Tak jak celem coachingu jest odpowiednie nakierunkowanie pytań tak byś znalazła na nie w sobie odpowiedzi. To samo może dotyczyć języka horoskopów. Pod tym względem jest po prostu narzędziem do autorefleksji. Więc następnym razem gdy przeczytasz np. „możesz znaleźć się w podbramkowej sytuacji” zamiast szukać okazji do zwady możesz zacząć jej unikać. To trochę mechanizm jak z samo przepowiadającą się przepowiednią, ruchem skrzydeł motyla i milionem innych psychologizujący fraz. A ostatecznie nad tym wszystkim jesteś Ty i Twoja refleksja i oczywiście to, co z tym co przeczytałaś zrobisz. Ponad polowa Polaków czyta horoskopy. Czy w nie wierzy? Raczej się nie dowiemy. A  wracając do pytania w tytule „Co seksownego czeka Cię w tym tygodniu?” Mamy nadzieję, że brunet wieczorową porą. No dobra, ewentualnie blondyn.

Zobacz także: Księżycowy kalendarz urody – pic na wodę, czy coś w tym jest? ( i czym do cholery jest w takim razie antropozofia?!)