Jeśli chodzi o występ Beyoncé na tegorocznej Coachelli – nie tylko muzycznie przejdzie on do historii. Pierwsza czarnoskóra kobieta w roli headlinera dała genialny i długo wyczekiwany koncert, który ze względu na swój rozmach zaspokoił apetyty jej bardzo już stęsknionych fanów. Równie gorące emocje co sama muzyka wzbudziły kostiumy gwiazdy, które przygotował nie kto inny jak sam Olivier Rousteing z Balmain.

ZOBACZ TAKŻE: Coachella 2018: Przełomowy koncert Beyonce i wszystkie stylizacje gwiazdy >>>

A co z makijażem? Jak się okazuje, także w tej materii piosenkarka sięgnęła po sprawdzone rozwiązania, ale nieoczekiwanie wcale nie pochłaniające szalonego budżetu. Przeciwnie – jak zdradza w jednym z wywiadów jej wieloletni makijażysta, spora część kosmetyków, po które sięga Queen B pochodzi z popularnych drogerii i to wcale nie z najwyższej półki.

Sekret tkwi w umiejętnym ich miksowaniu i kilku sprawdzonych trikach. Przykład? Warto, żeby eyeliner, którym pociągnięta jest górna powieka był brązowy, a nie czarny – w ten sposób według Sir Johna odpowiedzialnego za make-up artystki podczas festiwalu –  unikniemy efektu ciężkiej powieki. A co do mascary, gwiazda najchętniej sięga po pogrubiający rzęsy tusz Lash ParadiseL’Oreal, który u nas dostępny jest m.in. w Rossmannie pod nazwą Paradise Extatic i kosztuje ok. 60 zł (w tej chwili jest w promocji!). Co ciekawe, ten specyfik przez wielu makijażystów wskazywany jest jako zamiennik kultowego Better Than Sex od Too Faced, z tą różnicą, że jest o połowę tańszy? Znacie? Spróbujecie?

ZOBACZ TAKŻE: Coachella 2018: gwiazdy na festiwalu >>>