Można oswoić śmierć?

Śmierć jest naturalnym elementem życia człowieka, mimo to w naszej kulturze uchodzi za temat tabu. O śmierci się nie mówi. Nie potrafimy rozmawiać o śmierci, bo wiąże się z nią ogromny lęk. Tylko że paradoksalnie im mniej o niej mówimy, tym ten lęk jest większy. Wiemy, że każdy z nas kiedyś umrze, ale wypieramy to. Zwróć uwagę, jak to wygląda już w samym języku. W miarę łatwo jest nam mówić o „utracie bliskiej osoby”, ale już powiedzieć, że umrą kiedyś moja mama, mój partner, mój tata, moja przyjaciółka, jest dużo trudniej. Dystansujemy się. Jest to jednocześnie sposób radzenia i nieradzenia sobie. Uruchamiają się w nas mechanizmy obronne, ale konsekwencją wypierania śmierci jest właśnie nieumiejętność rozmawiania o niej. Pytanie, czy boimy się śmierci i dlatego o niej nie rozmawiamy, czy w związku z tym, że nie umiemy rozmawiać o śmierci, tak bardzo się jej boimy. Pewnie jedno i drugie. Jeśli więc oswojenie śmierci rozumiemy jako poradzenie sobie, a poradzić sobie ze stratą oznacza dla nas to, że nie będziemy tej straty przeżywać, nie będziemy czuć żalu, złości czy smutku, to nie, śmierci nie da się oswoić. 

Dla mnie oswojenie śmierci przekłada się na takie myślenie o niej, które nie powoduje panicznego lęku. Pytając, czy da się oswoić śmierć, pytam, czy można się jej mniej bać. Można?

Można, jeśli zaczniemy dopuszczać śmierć do świadomości. To proces, ale warto go uruchomić właśnie dlatego, że śmierć prędzej czy później dotknie każdego z nas. Każdy lęk jest mniejszy, gdy się z nim skonfrontujesz. Jeśli uświadomimy sobie, że śmierć jest powszechna i dotyczy każdego, wpuścimy ją do życia, zaczniemy się zastanawiać nad jej znaczeniem dla nas, to zaczniemy oswajać lęk. Oczywiście, że to nie jest proste. Wyobraź sobie, że pytam cię teraz, co myślisz o swojej śmierci, czego się boisz, jak widzisz swój pogrzeb, czy chcesz być skremowana i tak dalej. To są wszystko tematy tabu.

Zaskoczę Cię. Mam wymyślony swój pogrzeb.

Zaskoczyłaś! Większość młodych ludzi w ogóle nie myśli o śmierci. Myślą o rozwoju, o przyszłości, o życiu. To jest OK, że boimy się śmierci, ale z terapeutycznego doświadczenia wiem, że jeśli zaczynamy mówić o tym, czego się boimy, zaczynamy to nazywać, to wtedy lęk staje się mniejszy. Nadajemy mu inne znaczenie. Zwróć uwagę, że każdy z nas ma jakieś wyobrażenie o tym, co dzieje się z nami po śmierci. Niektórzy wierzą w niebo i piekło, niektórzy wierzą w reinkarnację, a jeszcze inni są przekonani, że nic się z nami nie dzieje po śmierci. Każdy z nas potrzebuje takiego wyobrażenia czy wiary właśnie po to, żeby oswajać temat śmierci. Oswajać, czyli przyjmować do wiadomości.  

A kiedy już umrze ktoś dla nas ważny, to co wtedy?

Zobacz także:

Dajmy sobie przestrzeń na smutek. Pierwszym etapem żałoby jest szok. Odczuwamy silne emocje, nie wierzymy w to, co się wydarzyło, nie rozumiemy dlaczego. Często ludziom, którzy obserwują z boku kogoś, kto stracił kogoś bliskiego, wydaje się, że ten człowiek świetnie sobie radzi. Nieprawda. Ten ktoś jest w szoku, jeszcze nie rozumie, co się wydarzyło, jeszcze czeka, że partner wróci do domu, że mama odbierze telefon. Na tym etapie słabną nasze funkcje poznawcze. Trudno nam skupić uwagę, pojawiają się problemy z pamięcią, ze snem, z apetytem. A jednocześnie na zewnątrz robimy wrażenie bardzo sprawczych. Zaczynamy organizować pogrzeb, wykonujemy zadania… 

A kolejne etapy?

Po szoku pojawiają się złość i poczucie niesprawiedliwości. Czemu mnie to spotkało? Dlaczego umarł, przecież był taki młody. Targujemy się z losem. Dopiero potem odczuwamy smutek, rozpacz. Na tym etapie zaczynamy rozumieć, że zmarła osoba już nie wróci, nie odbierze telefonu, że już jej nie ma, i wtedy pojawia się ogromny ból. Ostatnim etapem jest akceptacja, która polega na tym, że uczymy się żyć na nowo, bez osoby, która zmarła. 

Jak być czułym dla siebie w żałobie? Pozwolić sobie przeżyć te wszystkie etapy?

Tak. Jeśli nie pozwolimy sobie na ból po stracie, jeśli będziemy go wypierać, to żałoba będzie trwała w nieskończoność i poważnie odbije się na naszym funkcjonowaniu. Musimy dać sobie przestrzeń i czas. Te etapy nie muszą też następować po sobie chronologicznie, kończy się złość, zaczyna smutek, więc do złości już nie wracamy. Nie, one mogą się na siebie nakładać. Mówi się, że zdrowa żałoba trwa około roku albo – według innej teorii – połowę czasu, który byłaś z osobą zmarłą. Prawda jest taka, że każdy potrzebuje czasu, ale to, ile go potrzebuje, zależy od tego, czy pozwoli sobie na przeżywanie, czy będzie tłumił emocje. Od temperamentu, od wrażliwości, od rodzaju relacji ze zmarłym. Od czynników, na które nie mamy wpływu, więc powinniśmy w tym czasie wyjątkowo o siebie dbać. Nie mieć do siebie pretensji. Być dla siebie wyrozumiałym i być w stosunku do siebie cierpliwym. 

A jak być czułym dla kogoś, kto jest w żałobie?

Podobnie. Nie oczekujmy, że pół roku po śmierci ta osoba będzie już funkcjonować jak wcześniej, bo każdy przechodzi inny proces i być może ona dopiero wtedy zacznie się konfrontować ze swoim bólem. Cierpliwość to podstawa. Nie wymagajmy od siebie nie wiadomo czego w tej sytuacji, dbajmy też o siebie, bo musimy mieć zasoby, żeby móc towarzyszyć komuś, kto cierpi. Jeśli nie wiesz, co powiedzieć, to wprost poproś o instrukcję obsługi sytuacji. Zapytaj, czego ta osoba od ciebie potrzebuje, jak możesz jej pomóc. Tylko nie mówmy: „Weź się w garść, jeszcze całe życie przed tobą, a w ogóle to inni mają gorzej”. Ta osoba cierpi, nie pociesza jej, że inni mają gorzej.

I tak najtrudniejsze jest chyba rozmawianie o śmierci z kimś, kto umiera?

Tu zasada jest taka, żeby nie naciskać. Ale jeśli ta osoba chce z nami porozmawiać, to nie uciekajmy od rozmowy. Możesz powiedzieć, że się boisz, że się martwisz – to naturalne. Nie przejmuj się, że powiesz coś głupiego, bo to sytuacja ekstremalna, tragiczna, tu nie ma dobrych słów. Osoba, która umiera, z reguły to czuje. Gdy chce rozmawiać, a my uciekamy od tematu, czuje się oszukiwana, zaczyna się o nas martwić, zamiast w tych ostatnich dniach zająć się sobą. Bardzo często ten strach przed rozmową prowadzi do tego, że po śmierci kogoś bliskiego żałujemy, że czegoś nie powiedzieliśmy. Są badania, które mówią o tym, że osobie umierającej warto powiedzieć trzy rzeczy: dziękuję ci za…, kocham cię…, wybaczam ci… albo wybacz mi…. To o wybaczaniu jest opcjonalne, bo zależy od konkretnej relacji, ale na pewno warto, żeby później nie ciągnęło się za nami poczucie winy, które potrafi być destrukcyjne. 

A co z dziećmi? Rozmawiać z nimi o śmierci czy nie rozmawiać?

Złożony temat. To, jak dziecko postrzega śmierć, zależy od tego, na jakim jest etapie rozwoju. Do drugiego roku życia nie rozumie tego pojęcia. Potem, między drugim a piątym rokiem życia, już coś rozumie, ale dopiero po piątym roku życia wie, że jeśli ktoś umarł, to znaczy, że już nie wróci. Wcześniej nie rozumie śmierci jako czegoś ostatecznego. Trzeba rozmawiać z dziećmi o śmierci, ale w sposób adekwatny do ich wieku i rozwoju emocjonalnego. Rodzice mówią np., że babcia jest w niebie, ale nie tłumaczą, co to niebo, albo, że dziadziuś wyjechał, więc dziecko czeka, aż dziadziuś wróci. Jeśli to była znacząca osoba w życiu dziecka, to ono też musi wiedzieć, że ta osoba się już nie pojawi, że jej nie ma – każda inna opowieść burzy poczucie bezpieczeństwa dziecka. Wiem, że to brzmi brutalnie, ale naprawdę jest lepsze niż wymyślanie historii, żeby dziecko ochronić, albo udawanie przed nim, że nic się nie stało. Możemy pokazać dziecku, że jest nam smutno, bo tęsknimy za kimś, kto umarł.  

Tymczasem niektórzy rodzice tak bardzo zapędzają się w tej ochronie dziecka, że nawet jak umiera chomik, to szybko kupują identycznego, żeby tylko dziecko się nie zorientowało, że poprzedniego nie ma. 

A dziecko zawsze się orientuje! To nie jest coś, co dorośli robią wyłącznie dzieciom. Bywa, że robimy
to też sobie. Umarł pies, więc szybko bierzemy nowego. Nie lubimy bólu, nie chcemy go przeżywać. Tylko że życie polega na przeżywaniu różnych emocji. Nie da rady przez całe życie doświadczać wyłącznie radości, bo nie ma radości bez cierpienia. To jest połączone. Nie ma filtra, dzięki któremu będziemy przeżywać tylko miłe emocje.

EKSPERTKA: Sylwia Miller - psychoterapeutka, psycholożka, specjalistka od relacji

Wywiad ukazał się pierwotnie w marcowym wydaniu magazynu Glamour (nr 3/2021) dostępnym na stronie kultowy.pl.