Adele nie jest typową gwiazdą pop, która obraca się w ciągłym blasku fleszy i co chwilę szokuje swoim zachowaniem, aby zwrócić na siebie uwagę. Ona tego nie potrzebuje, bo jej muzyka broni się sama. Brytyjska artystka zakończyła właśnie trzecią część (przedostatnią) światowej trasy koncertowej promującej jej czwarty album "25". Podczas ostatniego koncertu w Auckland powiedziała coś naprawdę dziwnego. Czy to oznacza, że długo nie zobaczymy Adele na żywo?

Trzecia światowa trasa koncertowa artystki rozpoczęła się 29 grudnia 2016 roku i zakończy się na przełomie czerwca i lipca tego roku czterema koncertami w Londynie na stadionie Wembley - koncertami całkowicie wyprzedanymi. Na liście tournée znalazły się 22 miasta europejskie, 24 miasta w Ameryce Północnej i 6 miast w Australii i Nowej Zelandii (łącznie). Niestety po raz kolejny Polska została pominięta podczas trasy promującej nowy album Adele. Niestety wiele wskazuje na to, że ten, kto jeszcze nie widział piosenkarki na żywo może mieć z tym problem w przyszłości.

Podczas ostatniego koncertu w Auckland (Nowa Zelandia) Adele zasugerowała, że obecna trasa koncertowa może być jej ostatnią w karierze. Ale jak to?

"Koncertowanie podczas tras koncertowych nie jest czymś, w czym jestem dobra - oklaski wzbudzają we mnie wycofanie, strach. Nie wiem, czy kiedykolwiek ponownie zdecyduję się na trasę koncertową. Jedynym powodem, dla którego to zrobiła jesteście wy. Nie jestem pewna, czy koncertowanie jest tym czymś dla mnie. Moim największym osiągnięciem w karierze jest ta trasa koncertowa" - Adele wyznała podczas ostatniego koncertu w nowozelandzkim Auckland.

Artystka dodała także, że jej zdenerwowanie na scenie staje się coraz gorsze, pomimo upływu czasu. Adele nie chce zawieść swoich fanów podczas występów na żywo, dlatego wiele wskazuje na to, że więcej nie wyruszy w trasę koncertową.