Film „Pięćdziesiąt twarzy Greya” stał się światowym sukcesem kasowym mimo fatalnych recenzji. Zgarnął szereg antynagród – Złotych Malin, ale to nie zmienia faktu, że kina były wówczas zapełnione. Choć od premiery pierwszej części mija 7 lat, film wciąż budzi wiele emocji. Tym razem za sprawą Dakoty Johnson. Aktorka, muza projektantów mody, a nawet początkująca reżyserka, stała się międzynarodową gwiazdą dzięki roli Anastazji „Any” Steele w słynnej erotycznej trylogii. W wywiadzie dla „Vanity Fair“ po raz pierwszy opowiedziała, jak naprawdę wyglądała praca na planie. Jej słowa na pewno was zaskoczą.

Dakota Johnson opowiada o nieporozumieniach na planie „Pięćdziesięciu twarzy Greya”

Amerykański dramat erotyczny powstał na podstawie bestsellerowej powieści pod tym samym tytułem autorstwa brytyjskiej pisarki E.L. James. Według Dakoty Johnson to właśnie ona wprowadzała największe zamieszanie na planie. Reżyserzy i studio filmowe również się do tego przyczynili. Zdaniem aktorki stanowili prawdziwe „combo”.

[Erika] miała dużą kontrolę twórczą przez cały czas, każdego dnia i po prostu żądała, aby pewne rzeczy się wydarzyły. Niektóre części książki nie pasowały do ​​filmu, jak na przykład wewnętrzny monolog, który momentami był niesamowicie tandetny. Nie brzmiał dobrze wypowiadany na głos. To zawsze była bitwa. Zawsze.

Aktorka tłumaczyła dalej, jak ciężko pracowało się w obliczu ścierania się dwóch różnych wizji filmu:

Robiliśmy ujęcia do filmu, który Erika chciała zrobić, a potem robiliśmy ujęcia do filmu, który my chcieliśmy zrobić. Noc wcześniej przepisywałam sceny z pierwotną wersją dialogu, żebym mogła dodać linijkę tu i tam. To był chaos – przez cały czas.

Dakota Johnson wyznała także, dlaczego zdecydowała się na tę rolę.

Jestem osobą seksualną, a kiedy coś mnie interesuje, to chcę wszystko o tym wiedzieć. Dlatego zrobiłam te wielkie „nagie” filmy. Podjęłam się tego, aby stworzyć zupełnie inną wersję filmu, niż ten który ostatecznie zrobiliśmy. (…) Byłam młoda. Miałam 23 lata, gdy podpisywałam kontrakt. Więc to wszystko, co dział się na planie, było przerażające. To po prostu stało się czymś szalonym.

Jak dodaje aktorka, podczas kręcenia filmu było wiele różnych nieporozumień. Rola Christiana Greya (Jamie Dornan) przypadła początkowo Charliemu Hunnamowi, ale aktor zrezygnował z udziału w produkcji, tłumacząc swoją decyzję kolizją harmonogramów. Dakota Johnson wyjaśniła, że sama nigdy nie była w stanie powiedzieć prawdy o pracy na planie „Pięćdziesięciu twarzy Greya”, bo chciała promować film we właściwy sposób.

Są rzeczy, których nadal nie mogę powiedzieć, ponieważ nie chcę zaszkodzić niczyjej karierze i nie chcę zaszkodzić niczyjej reputacji, ale zarówno Jamie, jak i ja byliśmy traktowani naprawdę dobrze. Erika jest bardzo miłą kobietą, zawsze była dla mnie uprzejma i jestem wdzięczna, że ​​chciała, żebym zagrała w filmach na bazie jej prozy.

Zapytana, czy żałuje podjęcia się tej roli, Dakota odpowiada, że nie, jednak gdyby wiedziała wcześniej, jak to wszystko będzie wyglądać, to ani ona, ani zapewne nikt z ekipy nie podjąłby się już tego zadania...

 

Zobacz także: