Wystarczyło, że zamieniłam zwykły smartfon na taki z dużym, ponad 5-calowym ekranem, i już po kilku dniach wiedziałam, że nie chcę się z nim rozstać. Praca dziennikarki wymaga, żebym była „multitasking”. Zaczynam dzień od przejrzenia, co interesującego pojawiło się w ciągu nocy na Instagramie. Robię update mojego Facebooka i sprawdzam, kto nowy pojawił się na Tinderze (tak, wszyscy tam jesteśmy).

Zanim wyjdę do pracy, kręcę filmik, który od razu wrzucam na swój Snapchat. W ciągu dnia wykonuję dziesiątki telefonów, surfuję po kilku, a czasem kilkunastu stronach naraz, kilkanaście razy sprawdzam pocztę, mierzę, ile kroków przeszłam w ciągu dnia (i ile kalorii spaliłam), a wieczorem słucham muzyki, robię notatki na następny dzień albo oglądam filmy leżąc pod kocem z kubkiem gorącej herbaty.

Kiedyś do tego wszystkiego potrzebowałam całego arsenału sprzętów: telefonu, tabletu, laptopa, aparatu i krokomierza. I tu zaczęły się kłopoty. Telefon wystarczy, jeśli chcę ekspresowo przejrzeć pocztę i newsy, ale jego ekran jest dla mnie zbyt mały, by wygodnie pisać dłuższe maile czy surfować po kilku otwartych stronach naraz. Laptop daje ogromny komfort pracy i oglądania filmów online, ale powiedzmy szczerze: noszenie go ze sobą przez cały dzień jest męczące (jest ciężki i ciągle boję się, że go uszkodzę biegając po mieście). Szczególnie dla kogoś, kto tak ja musi mieć kontakt ze światem od rana do nocy.

Smartfon z dużym ekranem, taki jak Samsung Galaxy S6 Edge+, okazał się dla mnie idealnym rozwiązaniem. Jest poręczny jak telefon, a jednocześnie na tyle duży, że z łatwością mogę używać go do wszystkiego, czego potrzebuję.

Oglądanie na nim filmów jest naprawdę wygodne – i to bez względu na to, czy chcę zobaczyć kilkuminutowy teledysk na YouTube czy godzinny odcinek nowego serialu. Z łatwością czytam na nim e-booki i edytuję w Excelu czy PowerPoincie potrzebne mi do pracy dokumenty. A w dodatku mogę to wszystko robić w dowolnym miejscu: kiedy jestem w domu, kiedy jadę autobusem do pracy, kiedy czekam w kolejce do lekarza, a nawet gdy... leżę na plaży.

Największą różnicę widzę, oglądając zdjęcia. Wyświetlone na ponad 5-calowym ekranie nabierają zupełnie nowej jakości: kolory są żywe i nasycone, a detale wyraziste. Dla mnie to ważne, bo staram się, żeby każde zdjęcie, które pojawia się np. na moim Instagramie, było spektakularne (a tak na marginesie: Galaxy S6 Edge+ robi tak świetne foty, że szybko odstawiłam na bok tradycyjny aparat cyfrowy).

Muszę też wspomnieć o kręceniu filmików video. Dzięki funkcji Steady Video nie muszę się martwić, że będą mieć poruszony obraz. Mogę też uruchomić wyobraźnię i dowolnie je edytować, dodając różne ramki i efekty (w Video Collage). A później błyskawicznie przesłać do przyjaciół, a nawet wrzucić na YouTube. I to w wersji Full HD! Duży wyświetlacz i tu się sprawdza. Dzięki niemu mogę robić to wszystko naprawdę wygodnie.

Jest jeszcze jeden, ważny z kobiecego punktu widzenia argument: Galaxy S6 Edge+ bez problemu mieści się nawet w wieczorowej torebce, ma elegancki design, a żeby naładować go na cztery godziny pracy, wystarczy mniej więcej 10 minut. To tyle, ile potrzebujesz, żeby wypić kawę.