O Jennifer Lawrence zrobiło się w ostatnich dniach głośno, ale chociaż mowa o promocji nowego filmu z jej udziałem, wcale nie chodzi o rolę. Na premierze Red Sparrow w Londynie stając pod obstrzałem fleszy aktorka zwróciła na siebie oczy wszystkich przede wszystkim swoją kreacją. Mimo iż tego dnia pogoda nie dopisała, i na zewnątrz temperatura znacząco spadła, a do tego szalał wiatr, Lawrence pozowała fotografom w mocno wydekoltowanej, eksponującej nagie ramiona i plecy kreacji od Versace. Co zwróciło szczególną uwagę jej fanów to fakt, że nie okryła się nawet pozując w towarzystwie partnerujących jej w produkcji mężczyzn, którzy przeciwnie niż ona ubrani byli w grube swetry i kurtki.

Sytuacja wywołała lawinę komentarzy, a obok tych krytycznych zarzucających aktorce próżność i delikatnie mówiąc niefrasobliwość, pojawiły się także te biorące ją w obronę i piętnujące zwyczaj, zgodnie z którym mężczyznom wolno więcej (tutaj – dosłownie), a kobietom stawia się wyśrubowane wymagania odnośnie tego, jak mają się prezentować niezależnie od wszystkiego.

A co na to sama zainteresowana? Wpisem na Facebooku zamknęła usta wszystkim:

Ta sukienka od Versace była obłędna i nawet nie przeszło mi przez głowę czymkolwiek ją zakrywać. Co więcej, jestem miłośniczką mody i stanęłabym w niej nawet na śniegu. Poza tym pozowanie na dworze zajęło mi nie więcej niż kilka minut, w ciągu których nie zdążyłam zmarznąć.

Co do zarzutów dotyczących rzekomej próżności aktorki i chęci zwrócenia na siebie uwagi, Lawrence odpowiedziała krótko:

To mój wybór. A jeśli chodzi o przesadzone, nadmuchane i nieadekwatne do sytuacji reakcje dotyczące tego, jak powinno się wyglądać i co nosić, nie jest to droga, która pozwoli nam iść naprzód, a odsuwa jedynie uwagę od prawdziwie istotnych kwestii. Więc jeszcze raz: zdecydowałam, żeby tak się zaprezentować i nawet jeśli przy tym zmarznę - TO MÓJ WYBÓR! 

I choćby stanęła przed obiektywem w samej bieliźnie - jest dokładnie tak, jak mówi i ma do niego święte prawo! Brawo Jennifer!