Uber chyba jeszcze nigdy w swojej historii nie miał tak złego wizerunku. Amerykanie są wkurzeni na Travisa Kalanicka (szefa Ubera) i lawinowo usuwają aplikację ze swoich telefonów. Wszystko dlatego, aby wyrazić swoje poparcie akcji #DeleteUber.

Wszystko zaczęło się w miniony weekend, podczas którego nowojorczycy protestowali przeciwko dekretowi wydanemu przez Donalda Trumpa. Wprowadza on zakaz wjazdu imigrantów z Iraku, Iranu, Syrii, Libii, Jemenu, Sudanu i Somalii na teren Stanów Zjednoczonych. W związku z tym swój sprzeciw wyrazili między innymi szefowie największych firm technologicznych w USA, modelki Hadid czy piosenkarka Rihanna. Do akcji protestacyjnej dołączył także nowojorski związek taksówkarzy, który w minioną sobotę na godzinę zawiesił kursy na międzynarodowe lotnisko JFK w Nowym Jorku.

Zaistniałą sytuację postanowił wykorzystać Uber i postanowił w tym czasie zlikwidować tzw. cennik dynamiczny, czyli zwiększenie opłaty w momencie, kiedy zapotrzebowanie na przejazdy znacznie wzrasta - tak jak miało to miejsce w sobotę w Nowym Jorku, gdy taksówkarze z nowojorskiego związku dołączyli do protestu przeciwko polityce imigracyjnej Donalda Trumpa. 

W tym samy czasie firma Lyft (największa konkurencja Ubera) postanowiła pokazać swoją solidarność z protestującymi nowojorczykami i opublikowała oficjalne oświadczenie, w którym nie zgadza się z najnowszą polityką Donalda Trumpa dotyczącą imigrantów, a także przekazała milion dolarów na konto fundacji ACLU (amerykańska organizacja non-profit, której celem jest ochrona praw obywatelskich gwarantowanych przez konstytucję). 

Na odpowiedź Ubera nie trzeba było długo czekać. Firma także wystosowała oświadczenie, w którym zaprzecza, jakoby wyłączenie opcji cennika dynamicznego  było celowe. Nie przekonało to jednak tych wszystkich, którzy postanowili zaprotestować przeciwko Uberowi i wystartowali z akcją #DeleteUber - wspiera ją między innymi twórczyni serialu "Girls", Lena Dunham.