Jeżeli obserwujecie mnie na Instagramie to wiecie, że jestem psychofanem manufaktury kosmetyków Jan Barba. Markę poznałam na początku swojej eko drogi i okazuje się, że jest tak wspaniała, że do tej pory nie znalazłam u niej żadnego minusa! Ba, wręcz z każdym kolejnym miesiącem zaskakuje mnie nowymi pomysłami na ulepszenie swojej działalności.

Specem od urody nie jestem. Dlatego to, co przyciągnęło mnie na samym początku, to szklane opakowania i możliwość ponownego ich napełnienia. Czyli kiedy dany produkt jest już na wykończeniu, możesz dokupić go do tego samego słoiczka. Ewentualnie, możesz wysłać opakowanie lub przyjść z własnym. Dopiero z czasem odkrywałam i doceniłam skład oraz jakość tych kosmetyków. Ja oraz moja skóra, która po latach używania produktów z drogerii po prostu odżyła.
 

Jan Barba – naturalne kosmetyki, które można zjeść (no prawie!)

Jan Barba w ciągu dwóch lat dorobił się butiku w centrum Warszawy (ul. Mikołaja Kopernika 25), rzeszy zadowolonych klientów i codziennie sprawia, że świat staje się lepszy. By jeszcze lepiej przybliżyć Wam działalność marki, spotkałam się z jej założycielami.

I nie, nie nazywają się Jan i Barbara, choć większość osób takie właśnie ma skojarzenia. Marta Grzebisz i Bartek Puzio stworzyli markę – jak to zwykle bywa – z potrzeby. Jej nazwa nawiązuje do włoskiego słowa barba, czyli broda (słuszne skojarzenie z alchemikiem) oraz do drugiego imienia założyciela, co wynikło raczej z potrzeby nadania jej jakiegoś osobowego charakteru i polskiego wydźwięku. Dzięki temu brzmi jak magiczna, zasłużona postać z przeszłości specjalizująca się w tajemniczych miksturach albo jak jakiś święty.

Eko piątek z Aretą Szpurą: jaką butelkę na wodę wybrać? Co zamiast szkodliwego plastiku?

Wszystko zaczęło się od Bartka, który mieszkając w Londynie nie potrafił znaleźć dla siebie dobrych kosmetyków. Więc zamiast szukać kremu, który nie będzie mu szkodzić, zrobił go sam. Z wykształcenia jest muzykiem i biznesmenem, ale jego pasją jest zielarstwo. Pierwszy specyfik nie był jednak spektakularnym sukcesem, ale zamiast się poddać, próbował dalej. Po jakimś czasie do teamu dołączyła Marta, która zaczęła dbać o wizualną stronę pierwszych kremów i świec. Założenie było proste: to mają być naprawdę naturalne kosmetyki. Wszystkie składniki są organiczne i nieprzetworzone, tak aby zachować jak najwięcej dobroczynnych właściwości natury. W niektórych wywiadach para żartowała, że są tak naturalne, że ponoć można je... zjeść (ale raczej polecam wykorzystanie ich zgodnie z zaleceniami!).
 

Jan Barba to nie tylko eko formuły, ale także opakowania kosmetyków

Natura przewija się przez każdy aspekt działania marki Jan Barba. Kolejnym ważnym elementem dla jej twórców od samego początku są opakowania. Wybrali ciemne szkło sprowadzane z Holandii. Jest ono najlepszym zabezpieczeniem cennych substancji i gwarancją ich jakości. Pozwala także na doskonały recykling. Każde opróżnione opakowanie możemy bowiem odesłać albo oddać do rąk własnych na targach lub w sklepie stacjonarnym w Warszawie, w zamian za zniżkę na następne zakupy. Możemy też przyjść z własnym i kupić wspaniały ziołowy tonik, żel do mycia twarzy czy któryś z magicznych eliksirów do swojego słoiczka.

Za każdym razem kiedy do nich wpadam dowiaduję się czegoś nowego. O świecie i o tym jak najlepiej dbać o siebie. Ostatnia rekomendacja Marty i Bartka? Książka Gdyby nasze ciało potrafiło mówić, zamówiłam swoją kopię jak tylko wyszłam! Wszystko to przy pysznej kawie albo świeżo zaparzonych ziołach. Para zdradziła mi, że niebawem w ofercie pojawią się nowe perfumy i wciąż pracują nad kolejnymi kosmetykami, które uzupełnią już dostępną linię. Can't wait!

A jeżeli zastanawiacie się jak odróżnić naturalne perfumy od tych z syntetycznych i jaka jest między nimi różnica, na stronie Jan Barba (janbarba.com) znajdziecie sporo przydatnych informacji!

A, i wszystkie produkty są unisex! Kosmetyki nie rozróżniają płci.

Zobacz także: Eko piątek: Areta Szpura z wizytą w lokalnym i nie takim zwyczajnym warzywniaku Owoce & Warzywa