Ewa Farna wielokrotnie udowodniła, że ma ogromny dystans do swojego wyglądu. „Kilka kilogramów to nie powód, żebym chowała się w domu, podcinała sobie żyły i bała się ludzi. Mówię młodym dziewczynom: „Nie musicie wyglądać jak modelki na wybiegu, a poza tym one są za chude” – mówiła w 2018 roku w wywiadzie dla magazynu VIVA! Od tamtej pory jej podejście do postrzegania ciała swojego i innych jeszcze mocniej ewoluowało, na co z pewnością wpłynął również fakt, że w czerwcu 2019 roku została mamą Artura.

W swoim najnowszym wpisie na Instagramie po raz kolejny odwołuje się do kwestii ciałopozytywności i to w bardzo słusznym ujęciu. „Zawsze mocno starałam się podkreślać to, że fakt, że nie mam 50 czy nawet 60 kg, nie znaczy, że nie mam prawa być piosenkarką (…) nawet to nie znaczy, że prowadzę niezdrowy styl życia!” – napisała Ewa Farna, o której wadze rozpisywały się chyba wszystkie portale plotkarskie w Polsce. Po czym zwróciła również uwagę na to, że poprzez promowanie idei body positive powinno się rozumieć nie tylko akceptowanie krągłości i większych rozmiarów, ale również to wszystko, co stoi w opozycji.

„Kochane – najważniejszą misją body positive jest to, że piękno i zdrowie nie musi mieć rozmiaru 34. Nie oznacza to jednak w żadnym wypadku, że ośmieszanie czy pozwolenie na hejt dla szczupłych czy wysportowanych sylwetek. Przecież to absurd” – zawarła w swoim wpisie Ewa. 

A na koniec dodała swój ciałopozytywny i siostrzeński przekaz: „Jak jest dziewczyna zdrowa i szczupła, życzmy jej tego, powiedz coś miłego. Jeżeli jest dziewczyna zdrowa i za apetycznymi kształtami, życz jej tego, powiedz coś miłego. Jeżeli jesteś prawdziwie zadowolona z tym jaka jesteś, to życzysz dobrze innym, cieszysz się z ich sukcesów. Dziewczyny mają się wspierać”. 


Swoimi słowami Ewa zmusza nas do refleksji nad samym pojęciem body positive. Na ten temat rozwodzi się w tekście na GLAMOUR Unicorn „Body positive to bzdura, wolimy body neutral” Angelika Kucińska, dziennikarka GLAMOUR. Zwraca m.in. uwagę na to, że body positive „okazało się ruchem opresyjnym i wykluczającym”, bo „odmawia kobietom prawa do kompleksów”. Zdaniem Angeliki „body positive wciska kobietom bujdę o tym, że ciało trzeba kochać”, dlatego o wiele lepszym podejściem jest postrzeganie go w kategoriach ciałoneutralności. To bowiem „kontrargumentuje, że lepiej jest je po prostu szanować, doceniać”.

A jakie jest wasze stanowisko? Jesteście #teamBodyPositive czy #teamBodyNeutral?