Jako ludzie mamy skłonność do fetyszyzacji przedmiotów. U zarania dziejów fetyszyzm związany był głównie z kultem religijnym oddawanym konkretnym obiektom. Charles de Brosses w publikacji O kulcie fetyszów pisze, że pierwszymi bogami nie były istoty abstrakcyjne, ale konkretne i materialne lub przedmioty otaczane kultem. Jednak dziś fetyszyzm kojarzy się nam przede wszystkim z przedmiotem czy częścią ciała, czymś, co wywołuje seksualne podniecenie. Kontakt zmysłowy z takim elementem podnosi satysfakcję seksualną lub ją warunkuje.

W książce Chuć, czyli normalne rozmowy o perwersyjnym seksie seksulog Andrzej Depko mówi Ewie Wanat, że prawidłowy rozwój człowieka cechuje się różnorodnością indywidualnych sposobów uzyskiwania rozkoszy seksualnej. Są one uzależnione od wielu czynników, nie zawsze uświadamianych przez człowieka. Według niego istota fetyszyzmu polega na osiąganiu satysfakcji seksualnej w wyniku kontaktu z przedmiotem, częścią ciała partnera (na przykład stopy, pośladki) lub partnerem w połączeniu z przedmiotem (przykładowo partner/partnerka ubrany/ubrana w lateks lub skórzaną bieliznę). „Zjawisko fetyszyzmu jest bardzo złożone. W wielu przypadkach da się je wytłumaczyć zasadą odruchowo-warunkową oraz ustalić okoliczności, które doprowadziły do powstania skojarzenia określonego bodźca (fetysza) z podnieceniem seksualnym” – czytamy w „Chuci”.

Okazuje się, że zdecydowanie częściej fetyszyzm występuje u mężczyzn niż u kobiet (40:1). W wielu wypadkach silna preferencja kształtuje się w młodości, kiedy zdobywamy pierwsze seksualne doświadczenia, zwykle na własną rękę, masturbując się. Wtedy osiągana satysfakcja może zacząć nam się kojarzyć na przykład z zapachem świeżo wypranej pościeli, w której leżymy za każdym razem podczas masturbacji czy jakimś rodzajem bielizny, na który patrzymy podczas samomiłości w łazience. Generalnie więc jest to połączenie przedmiotu czy sytuacji z momentem seksualnej przyjemności.

Spokojnie, to tylko fetysz

Fetyszem może stać się dowolny przedmiot, choć często są to jednak rzeczy kojarzące się z ciałem, z seksualnością w naszej kulturze. A więc właśnie skórzane ubranie, lateks, różne rodzaje bielizny, przedmioty o kształcie nawiązującym do kształtów ludzkiego ciała, ludzkich genitaliów. Istotne jest też to, które zmysły biorą udział w procesie rodzenia się fetyszyzmu. Bo może to być nie tylko wzrok, lecz także słuch, węch (podniecający może być zapach skóry czy wspomnianej świeżo wypranej pościeli, włosów pachnących wiatrem, zapach intymny na bieliźnie), dotyk, ale i smak (sitofilia – to pobudzanie się bodźcami związanymi z jedzeniem). Co za tym wszystkim idzie: możemy potrzebować różnych form kontaktu z danym obiektem. Można więc mieć fetysz niby taki sam jak inna osoba, ale realizować go na swój sposób.

Wspomniałam o sitofilii. Generalnie w nazwach różnych fetyszy pojawia się końcówka -filia, która może brzmieć niepokojąco. Trzeba jednak wiedzieć, że fetyszyzm to mniej lub bardziej intensywna preferencja seksualna, która może stanowić urozmaicenie życia seksualnego. I naprawdę wszystko z nami w porządku. Problem pojawia się wtedy, kiedy realizacja naszej parafilii prowadzi nas do niekonsensualnych zachowań czy tak dominuje w naszym życiu, że w żaden inny sposób nie możemy się podniecić czy osiągnąć satysfakcji seksualnej. Kłopot jest też wtedy, kiedy tracimy kontrolę nad fetyszem, kiedy wpływa on na inne obszary naszego codziennego funkcjonowania i zamiast być źródłem przyjemności staje się źródłem szeroko pojętych cierpień. W takim wypadku warto się skonsultować ze specjalistą, najlepiej seksuolożką czy seksuologiem, osobą, która zna się na kinkach i w mądry sposób pomoże. Warto udać się na konsultację również wtedy, kiedy nie rozumiemy czy nie akceptujemy naszego kinku, kiedy powoduje on w nas wstyd, wyrzuty sumienia itp.

O co chodzi z tymi stopami?

Generalnie jednak fetysz to nic złego. Sporo ludzi ma jakieś mniej lub bardziej rozwinięte upodobania, które zaliczymy do fetyszy. I trzeba przyznać, że fetysz stóp (podofilia) jest chyba jednym z najpopularniejszych. Ale tu dopiero zaczyna się historia, bo ilu ludzi, tyle preferencji. Niektórzy lubią małe stopy, inni duże, z umalowanymi paznokciami lub z takimi sauté. Jednym do szczęścia wystarczy patrzenie na stopy, inni chcą ich dotykać i/lub wąchać, stymulować na różne sposoby. Nie wspominając już o tych, których podniecają nagie stopy w szpilkach (altocaliphia) lub ozdobione biżuterią czy tatuażem. Czy o tych, którzy wolą stopy w białych skarpetkach frotte. A może w ogóle nogi w pończochach, hm? Można patrzeć na taką nogę, ale też potrzebować poczuć fakturę rajstop pod dłonią czy na języku. Ale czy to wszystko nie jest fascynujące? Nawet jeśli nie widzisz w stopach czy w nogach w pończochach nic kręcącego, to jednak ciekawe, że dla innych jest to jakiś istotny bodziec.

Auć! Czyli klapsy w praktyce

Okazuje się, że dla starożytnych silnie podniecające były z kolei pośladki, jak czytamy w tekście Seksualne fetysze starożytnych Greków. Zarówno męskie, jak i damskie budziły gorące uczucia, a za jedne z najpiękniejszych uchodziły te Afrodyty z Knidos, posągu autorstwa Praksytelesa. A skoro pośladki zostały wywołane do tablicy, to można wspomnieć i o klapsach. Bo to częsty kink. A klapsy można dawać ręką czy takimi przedmiotami jak pejcz czy packa. Wspominam o klapsach, aby podkreślić, że wszystkie nasze zachowania powinny być konsensualne, odbywać się za dobrowolną, świadomą zgodą wszystkich osób biorących udział w seksie. I tak, jak o założenie szpilek do sypialni trzeba poprosić i prośba zostanie spełniona lub nie, tak samo jest z dawaniem klapsów czy stymulowaniem czyichś stóp. Nie robimy tego bez pytania. I kropka. Klapsy są fajne, ale nie z zaskoczenia, ale wtedy, kiedy jest na nie zgoda. I kiedy potrafimy je dawać, a nie klepiemy na oślep. Więcej o tym, czym jest spanking, czyli sztuka dawania erotycznych klapsów przeczytacie tutaj >>>

Jaki jest twój kink?

I tak dochodzimy do rozmów o fetyszach. Bo często łatwiej dać klapsa czy rzucić się na czyjeś stopy, niż powiedzieć, że ma się takie a nie inne upodobania i co ty na to. Zwłaszcza jeśli mamy kink mniej typowy. Niestety tu nie ma drogi na skróty. Podstawą jest szczerość i pytanie o zgodę. Jednak też nie ma się co dziwić, że słowa grzęzną w gardle. Bo w ogóle mamy problem z poruszaniem seksualnych tematów – tu kłania się brak rzetelnej i nowoczesnej edukacji seksualnej. Do tego dochodzi uwarunkowany kulturowo wstyd.Niepewność, czy mój fetysz jest na pewno w porządku i jak zareaguje partner czy partnerka, kiedy się o nim dowie. Najlepiej więc zacząć od podstawowych preferencji, pogadać o tym, czym w ogóle jest dla nas seks, o konsensualności itp. Dopiero potem przejść do kinków i fantazji. W takich rozmowach warto wykazać się empatią i otwartością. Nie zrażać się, nie mówić fuj. Oczywiście nie chodzi tu, by przekraczać swoje granice i godzić się na coś, co nam nie odpowiada, aby zrobić komuś przyjemność, bo to raczej się nie uda. Chodzi jednak o to, żeby nie dyskredytować czyichś preferencji, nie stygmatyzować osoby, która dzieli się z nami swoimi intymnymi potrzebami. Miejmy to na uwadze, że pięknie różnimy się między sobą. To, że ty byś czegoś nie zrobił, że ciebie nie podnieca, nie oznacza, że innej osobie nie sprawi to przyjemności. Szanujmy swoje upodobania.

PAULINA KLEPACZ: Po pierwsze feministka i wyznawczyni siostrzeństwa. Po drugie absolwentka filologii polskiej i dziennikarka, która uwielbia pisać o seksie – nie ma dla niej tematów tabu. Jest redaktorką naczelną feministyczno-erotycznego magazynu G'rls ROOM oraz współautorką książek: „#girlstalk. Dziewczyny, rozmowy, życie” oraz „CIPKOnotesu”.

Zobacz także: Jak mówić o seksualności, żeby nie wyjść na szmatę? Odpowiada Joanna Jędrusik