Tym razem w ramach Glamour Book Club nasze czytelniczki miały okazję przeczytać powieść Ziemiożerczyni argentyńskiej pisarki Dolores Reyes. To historia pełna kontrastów, podejmująca trudne tematy. Jak oceniły ją nasze recenzentki? Czy Ziemiożerczyni top pozycja, która zostaje w głowie na dłużej? Sprawdźcie ich opinie. A jeżeli wy też chciałybyście ocenić książkę w ramach Glamour Book Club, dołączcie do naszej zamkniętej grupy na Facebooku – Glamour Girls Club już teraz! 

Ziemiożerczyni Dolores Reyes – recenzje czytelniczek Glamour Book Club 

Recenzja Darii

Argentyński przykład zaprezentowania współczesnej odmiany realizmu magicznego czytelnikom, gdzie rzeczywistość obrzeży Buenos Aires miesza się z fantazmatami oraz pradawnymi wierzeniami. Jednak w tej społeczności nie ma przyzwolenia na propagowanie fantasmagorii, ale o pomoc proszą radykalni przeciwnicy jak i zrezygnowani losem i działaniami policji obywatele – za sowitą opłatą.

Dolores Reyes w swojej opowieści żongluje konwencjami literackimi – kryminał miesza się z reportażem społecznym, jako surową oceną społeczności, a całość dopełnia element fantastyki z dziedziny jasnowidzenia zwieńczony książkową wersją new-adult, czyli procesem dojrzewania bohaterki. Realizm magiczny zaserwowany jest tutaj w bardzo ugładzonej formie, daleko Reyes do magiczności Toni Morrison czy Marqueza, jednak trzeba oddać autorce – element jasnowidzenia, choć wysoce naiwny, sprawia, iż czytelnik nie może oprzeć się tej nowej formie rozwiązywania zagadek kryminalnych. Ziemiożerczyni, czyli tytułowa bohaterka, swoją podróż z odkrywaniem głęboko zakorzenionej mocy rozpoczyna w momencie śmierci matki. Choć raczej jej zabójstwa z rąk ojca. Dziewczynka skuszona chęcią spróbowania ziemi doznaje wizji – momentu śmierci. Zostaje społecznie napiętnowana, odrzucona, nierozumiana. Jedynie jej brat stoi u jej boku, dzielnie opiekując się młodszą siostrą. Płochością obrazu u Reyes jest pozostawienie nastolatków samych sobie w rodzinnym domu, któremu daleko od jakichkolwiek norm budowlanych. Młodzi dorośli rozpoczynają dzień, jak i go kończą od butelki alkoholu w dłoni. Jeśli jednak spojrzeć krytycznym okiem na sam obraz społeczeństwa slumsów argentyńskich, jest to widok przerażający, choć zarazem wcale nie odbiegający od rzeczywistości.

Ziemiożerczyni znajduje sposób jak pomóc bratu w utrzymywaniu ich tandemu rodzinnego – przyjmuje „zlecenia” od zrozpaczonych członków rodziny, w momencie kiedy policja stanęła w martwym punkcie. Ziemia, po której stąpali zaginieni jest wskazówką dla bohaterki. Odnajduje zaginionych, choć częściej odnajduje ciała. Trzeba przyznać, tragiczny dar niesie na swoich barkach młoda już kobieta. Nie brak również wątku miłosnego, choć ten w opisach odbiega od jakiejkolwiek magiczności. Zwierzęcość aktu seksualnego czy pożądania wieńczy prymitywność językowa. Jednak ten mankament broni fakt, iż jest to opowieść nie o miłosnych podbojach lokalnej jasnowidzki, to opowieść, można by rzec – paralelna. Klamrą powieściową jest morderstwo lokalnej nauczycielki, rozpoczęcie powieści nie przynosi jakichkolwiek wskazówek co do potencjalnego mordercy. Dopiero, gdy Ziemiożerczyni wkracza do akcji, elementy unifikują się. Jednak jest to czysty przypadek, ponieważ palmę pierwszeństwa w dochodzeniach mieli mężczyźni, nawet Ci martwi. Tak jest i w tym przypadku.

Opowieść Reyes rozpoczyna się dedykacją: „Ofiarom kobietobójstwa i tym, które ocalały”. Zrozumienie przychodzi dopiero na ostatnich stronach powieści. Elementy realizmu magicznego stanowią jedynie zabieg literacki, aby w poetycki sposób podkreślić powagę problemu, w obliczu którego każdego dnia stawiane są kobiety argentyńskich slumsów. Ich los jest z góry przesądzony, nie jest wart zachodu dochodzenia policyjnego, nie jest wart uwagi. W chaotyczny i dość naiwny – poprzez spojrzenie kobiety dorastającej – sposób przedstawiony jest krytyczny obraz społeczeństwa, jednak misterna układanka składa swoje części po dogłębnej analizie. Nie jest to temat przewijający się w co drugim słowie.

W zasadzie, jedynie bystrość wyłapywania niuansów doprowadzi do rozszerzenia źrenic. Pomimo, iż Reyes w drugim wyrazie swojej opowieści zawarła cały sens, czytelnik zapomina, komu autorka poświęciła pracę nad książką. A jest to element kluczowy.

Zobacz także:


Zobacz także: Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Wyrwa” Wojciecha Chmielarza [recenzje]
 

Recenzja Weroniki

Ziemiożerczyni to pozycja idealna na pochłonięcie jednym tchem w klimatyczne i chłodne jesienne wieczory. Otwierając ją przenosimy się na odległy, południowoamerykański kontynent, wprost w progi przedstawicieli klasy niższej, społecznego marginesu.

Tytułową Ziemiożerczynię poznajemy jako młodą dziewczynę, skrzywdzoną przez nie tylko ze względu na klasę społeczną w jakiej przyszło jej żyć, ale głównie straukochanej matki, która była jej największym oparciem. Chowając matkę odkryła w sobie niezwykły dar, czyniący ją jeszcze bardziej wyjątkową. Nietrudno zauważyć, że jest to bohaterka pełna wewnętrznego bólu i złości, z którą każdy z nas może utożsamiać się w cięższych chwilach, a już szczególnie kobiety, którym ta książka została zadedykowana. To właśnie jej magiczne zdolności są jedynym lekarstwem na ból innych oraz kluczem do nierozwiązanych jak dotąd zagadek. Koi ludzkie problemy jednocześnie walcząc z własnymi, emocjonalnymi rozterkami.

Już po przeczytaniu kilku pierwszych linijek dostrzegłam prostotę, z jaką książka została napisana. Przeglądając recenzje sprzed zgłoszenia się do testu, rzuciło mi się w oczy stwierdzenie, że może sprawiać wrażenie pozycji napisanej przez dziecko. Teraz mogę przyznać, że jest jak najbardziej trafne. Zdania, jak i dialogi są raczej zwięzłe, napisane ubogim językiem, przekazującym konkretne informacje. Nie będzie więc to najlepszy wybór dla wszelakich wielbicieli metafor. Owa skąpość dała się również poznać w opisaniu sytuacji, gdzie dla większości czytelników mogą okazać się one niewystarczające, sprawiające wrażenie, że zarys chwil w pewien sposób jest niekompletny. Czytając, sama niejednokrotnie sprawdzałam, czy aby na pewno coś nie zostało przeze mnie przeoczone. Mimo to, autorce genialnie udało się nacechować tekst emocjonalnie, tak, aby każdy czytelnik rozumiał uczucia bohaterki.

Przy okazji chciałabym pochwalić projektantkę okładki, która w cudowny sposób zawarła i ułożyła na niej wszystkie najważniejsze elementy. Po przeczytaniu książki stanie się ona dla nas całkowicie zrozumiała.


Zobacz także: Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Pięć lat z życia Dannie Kohan” Rebekki Serle [recenzje]
 

Recenzja Haliny

Na przyjemnej w dotyku, welurowej okładce widzimy płaczącą, długowłosą dziewczynę – tytułową Ziemiożerczynię. Dziewczyna mieszka z bratem Walterem oraz matką w ubogiej dzielnicy Buenos Aires. Ojciec był, ale zniknął, w domu pozostał po nim otwieracz. Po śmierci matki rodzeństwem zajęła się ciotka, siostra ojca, ale odeszła gdy odkryła, jaki „dar” ma jej bratanica. A Ziemiożerczyni ma dar, będący też jej przekleństwem: zjada glebę. Ludzie traktują ją z tego powodu jak dziwaczkę, wyśmiewają się z niej. Ale gdy potrzebują znaleźć swoich bliskich, przychodzą prosić o pomoc. Co więcej, płacą też za to spore sumy. Ziemiożerczyni miewa bowiem wizje: ziemia pokazuje jej, co stało się z daną osobą. Tylko, że każda porcja takiej ziemi zostaje w niej na długo, bo też długo zmarłe osoby nie chcą, aby o nich zapomniano.

Książka napisano bardzo oszczędnym językiem. Jest bardzo tajemnicza. Porusza ważny problem porwań, gwałtów i zabójstw kobiet w Argentynie. Zabójstw, które nikogo nie obchodzą. Policja nie szuka sprawców. Wątki erotyczne według mnie niepasujące, dopisane  jak ostatnio w każdej książce  jakby na siłę. Nie jest to lektura łatwa i lekka, ale na pewno warta przeczytania.


Zobacz także: Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” autorstwa Deborah Feldman [Recenzje]