Dawno nie było tak emocjonującej gali rozdania nagród Grammy. Wszyscy skupili się na najbardziej prestiżowych kategoriach ("Album roku", "Piosenka roku", "Nagranie roku"), w których nominowane były Adele i Beyonce. 

Pewnie większość gości siedzących w Los Angeles w Staples Center (poza Rihanną, która zajęta była swoją diamentową piersiówką) miała już przygotowane gratulacje dla amerykańskiej piosenkarki - w końcu album "Lemonade" uważany jest za największe dzieło w karierze Beyonce.

Te słowa potwierdziła sama Adele odbierając statuetkę "muzycznego Oscara" w kategorii "Album roku" mówiąc przez łzy, że nie może przyjąć tej nagrody, ponieważ to "Lemonade" jest monumentalną, przemyślaną, piękną i poruszającą płytą.

A video posted by TIME (@time) on

Adele na scenie pojawiła się na scenie jeszcze cztery razy i wyszła z gali z największą liczbą złotych statuetek (zdobyła je we wszystkich nominowanych kategoriach). Brytyjska piosenkarka doceniona została jeszcze za utwór "Hello" - "Piosenka roku", "Nagranie roku", "Najlepsze popowe wykonanie" i "Najlepszy popowy album". Dzięki temu jest pierwszym artystą w historii Grammy, który dwa razy z rzędu otrzymał 3 statuetki za album, piosenkę i nagranie roku.

W tym roku Beyonce musiała przełknąć gorycz porażki (artystka z największą liczbą nominacji - 9) i uznać wyższość Adele. Udało jej się zwyciężyć jedynie w dwóch kategoriach: "Najlepszy teledysk roku" za klip do "Formation" i "Najlepszy album - współczesna muzyka urban" za płytę "Lemonade".

Uwagę na sobie skupiła w inny sposób - już sama ciąża i występ Beyonce był chyba najbardziej wyczekiwanym momentem tego wieczoru. I tym razem gwiazda pop nie zawiodła swoich fanów i mediów, które dostały świetny materiał na newsy. Czy Beyonce w swoim występie zainspirowała się motywami religijnymi i wyglądała jak Matka Boska? Te zdjęcia na to wskazują.