1 października 1989 rodzi się czterdzieścioro troje dzieci, choć żadna z kobiet, dzięki którym przyszły na świat, nie była w ciąży. Siedmioro trafia pod skrzydła ekscentrycznego miliardera, sir Reginalda Hargreeve'a, który zostaje ich zastępczym ojcem, ale przede wszystkim ma wobec nich pewne plany: zamierza przygotować swoich podopiecznych do misji ocalenia świata. W tym celu zakłada „The Umbrella Academy". Właśnie taki tytuł nosi nowy serial Netflixa, jedna z najważniejszych tegorocznych premier wśród oryginalnych produkcji platformy, powstała na podstawie komiksu wymyślonego przez Gerarda Waya, lidera nieistniejącej już grupy My Chemical Romance, a zilustrowanego przez Brazylijczyka Gabriela Bá. 10-odcinkową serię można już oglądać na Netflixie. I zdecydowanie nie warto nastawiać się, że to znowu kolejny serial na podstawie komiksu i kolejny serial o superbohaterach. Choć sami do seansu podeszliśmy z lekkim dystansem, cały sezon pochłonęliśmy jednym tchem. Spora w tym zasługa obsady, nieopatrzonych twarzy, których z odcinka na odcinek jesteśmy coraz bardziej ciekawi. To m.in. Tom Hopper (Jestem taka piękna!), David Castañeda (Sicario 2:Soldado), Robert Sheenan (WyklęciDary Anioła: Miasto kości), czy nominowana do Oscara za rolę w Mudbound Mary J. Blige, która udowodniła, że przed kamerą radzi sobie nie gorzej niż na scenie. Ale The Umbrella Academy to przede wszystkim wielki powrót na mały ekran Ellen Page, aktorki znanej z takich obrazów, jak Juno,X-Men: Ostatni bastion, Dziewczyna z marzeniami, Incepcja, Zakochani w Rzymie czy ostatnio Linia życia. Co sprawiło, że ta 31-letnia aktorka, a także aktywistka na rzecz praw środowisk LGBTQ (Ellen od 2018 roku jest żoną tancerki i choreografki, Emmy Portner), która zagrała do tej pory m.in. u Christophera Nolana i Woody'ego Allena, zatęskniła za serialowymi produkcjami? Mieliśmy okazję zapytać o to Ellen Page podczas jej pierwszej wizyty w Warszawie, na kilka dni przed premierą „The Umbrella Academy"

Rozmawiamy z Ellen Page z „The Umbrella Academy" - nowego serialu Netflixa

Kinga Nowicka, Glamour.pl: Słyszałaś o „The Umbrella Academy” zanim Netflix postanowił przenieść ją na mały ekran? Może nawet udało Ci się przeczytać komiks?

Ellen Page: Niestety nie, raczej nie czytam tego typu rzeczy. Ale kiedy padła propozycja wzięcia udziału w produkcji, a następnie zapoznałam się ze scenariuszem, stwierdziłam, że to coś naprawdę wyjątkowego. Od razu spodobała mi się też wizja adaptacji komiksu przez Steve’a Blackmana (Fargo, Altered Carbon - przyp.red), który jest showrunnerem serialu.

The Umbrella Academy” to pierwszy serial z Twoim udziałem od lat. Ostatnią telewizyjną produkcją, w której brałaś udział, było „ReGenesis” z 2004 roku. Dlaczego zdecydowałaś się wrócić na mały ekran?

Tak naprawdę od zawsze chciałam pracować przy telewizyjnych produkcjach. I doświadczać, jak to jest żyć z jakąś postacią przez dziesięć godzin, w porównaniu do półtorej godziny w przypadku filmu. Dowiedzieć się, czy może wymaga to od aktora jeszcze większej cierpliwości, przywiązania do szczegółów. „The Umbrella Academy” wydała mi się być czymś zupełnie nowym, interesującym, zabawnym i dziwnym zarazem. Nie miałam do tej pory okazji zagrać w czymś takim, co też miało duży wpływ na moją decyzję.

Miałaś okazję poznać twórcę komiksu The Umbrella Academy”, Gerarda Waya?

Tak, jak najbardziej. Pamiętam, że był obecny podczas nagrywania pierwszej sceny. Później też parę razy przewijał się na planie. A już po zakończeniu zdjęć brał razem z nami udział w wywiadach, wspólnie uczestniczyliśmy w panelu podczas Comic Con w Sao Paulo w grudniu zeszłego roku. Gerard to cichy, nieśmiały i przeuroczy facet!

„Sex Education”: O seksie i nie tylko rozmawiamy z Gillian Anderson oraz pozostałą obsadą nowego serialu Netflixa [WIDEO] >>>

A udzielał Wam jakichś wskazówek, na przykład odnośnie Waszych bohaterów?

Nie, raczej nie. Aczkolwiek zarówno Gerard, jak i Gabriel Bá (współtwórca komiksu, autor rysunków - przyp. red.) są producentami wykonawczymi, więc mieli spory wkład w to, co finalnie powstało. Poza tym Gabriel pomagał także przy tworzeniu kostiumów czy masek, w których pojawiają się Hazel i Cha Cha.

Jestem ciekawa, jaka atmosfera panowała na planie? Bo wydaje mi się, że chyba całkiem nieźle dogadujesz się z resztą obsady. Czy nawiązałaś z kimś z ekipy „The Umbrella Academy” wyjątkowo dobrą relację? 

Wszyscy byliśmy ze sobą dość blisko. I nie tylko wtedy, kiedy kręciliśmy rodzinne sceny. Chętnie spędzaliśmy też wspólnie czas poza zdjęciami. To naprawdę świetna ekipa. I nie mam tutaj na myśli wyłącznie mojego serialowego rodzeństwa, ale także Camerona (Britton, serialowy Hazel - przyp. red) i Mary J. (Blige, serialowa Cha Cha - przyp. red.). Są wspaniali. 

Muszę przyznać, że nie jestem ani fanką komiksów, ani seriali z bohaterami z różnymi nadprzyrodzonymi umiejętnościami, a mimo to „The Umbrella Academy” bardzo przypadła mi do gustu. Myślę, że duża w tym zasługa głównych postaci, które mimo tego, że są superbohaterami, są też supernormalni. Mają przyziemne problemy, starają się żyć, jako rodzina, co przecież wcale nie jest łatwe, zwłaszcza, jeśli próbuje się odbudować po latach rodzinne więzi. Jak myślisz, co widzom może spodobać się w tym serialu?

Miło słyszeć, że takie są Twoje odczucia, bo myślę, że to jest właśnie taki serial, który może spodobać się zarówno tym, którzy lubią komiksy i tego typy klimaty, jaki i tym, którzy kompletnie tego nie czują i powinni dać sobie szansę na obejrzenie czegoś trochę innego. „The Umbrella Academy” to historia o trzydziestolatkach, w dzieciństwie wykorzystywanych i zmuszanych do bycia superbohaterami. Wielokrotnie wystawiano ich na niebezpieczeństwo, traktowano jako produkt, który musi się sprzedać. Moja bohaterka, Vanya, mocno odstawała od reszty. Ojciec ciągle dawał jej do zrozumienia, że nie jest wyjątkowa, czuła się też odrzucona przez rówieśników. W każdej z postaci została trauma, stanowiąca istotę ich problemów w życiu dorosłym. Mamy aktorkę (Allison grana przez Emmy Raver-Lampman - przyp. red.), która ma mnóstwo zawirowań w życiu prywatnym, czy Vanyę, zmagającą się z depresją, nie potrafiącą funkcjonować wśród innych ludzi i nie mającą żadnych przyjaciół. Wydaje mi się, że wiele osób będzie mogło utożsamić się z którymś z bohaterów i odnaleźć w nich coś, czego potrzebuje.

A do którego z bohaterów Tobie najbliżej? Dostrzegasz w którymś z nich jakieś bliskie sobie cechy?

Myślę, że najwięcej łączy mnie z Vanyą. Szczególnie w kontekście tego, przez co przechodzi, z czym się zmaga. Poczułam to już w pierwszym odcinku, kiedy Vanya jest najbardziej wycofana, cicha i nieśmiała. Uważałam nawet, że jest jej za dużo i że niektóre sceny z nią powinny zostać wycięte, by jeszcze lepiej podkreślić to, z jaką postacią mamy do czynienia.

„Chilling Adventures of Sabrina” już na Netflix. Dlaczego warto oglądać ten serial? Rozmawiamy o tym z Kiernan Shipką, czyli tytułową Sabriną [WYWIAD] >>>

Vanya jest skrzypaczką. A to oznacza, że musiałaś nauczyć się gry na tym instrumencie. Było ciężko?

Oj, bardzo…

Tak myślałam.

To naprawdę nie jest proste i podziwiam każdego, kto potrafi grać na skrzypcach. Czy ja się nauczyłam? To chyba za dużo powiedziane. Na pewno miałam wspaniałego nauczyciela i starałam się jak mogłam. Uwierz, już samo trzymanie smyczka we właściwy sposób to nie lada wyzwanie. Szczerze mówiąc, cel by taki, żebym przede wszystkim czuła się swobodnie, mając instrument w ręku. Ale powiedzmy, że przy dobrych wiatrach „Twinkle, Twinkle, Little Star” jestem w stanie zagrać! (śmiech)

Wracając jeszcze do tematu superbohaterów. Seriale, a zwłaszcza filmy z postaciami, które mają jakieś nadprzyrodzone moce, od zawsze cieszą się sporą popularnością. Ale moim zdaniem, kiedyś były po prostu czystą rozrywką. Dzisiaj kontekst jest już nieco szerszy, nawiązujący do otaczającej nas rzeczywistości, nastrojów społeczno-polityczne. Ostatnio mamy coraz więcej superbohaterek. A w tym roku wśród filmów nominowanych do Oscara o tytuł tego najlepszego walczy „Czarna Pantera”. Obraz o superbohaterach, którego większość ekipy do Afroamerykanie. Myślisz, że może wygrać w którejś z kategorii? A może już jest w pewnym sensie wygranym?

To prawda, od zawsze było zapotrzebowanie na tego typu kino, bez względu na to, czy było nagradzane czy nie. „Czarna Pantera” jest bez wątpienia jest czymś przełomowym. Co też pokazuje, że Hollywood musi się w końcu obudzić, być bardziej otwarte na zmiany. Miejmy nadzieję, że ten film zapoczątkuje jakiś nowy rozdział. I w końcu uświadomi, w Hollywood jest miejsce dla różnych superbohaterów. 

„The Umbrella Academy” obejrzycie od 15 lutego tylko na Netflix!