„Myślę, że przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czym są dla nas porażki i niepowodzenia. I jeśli potraktujemy je jako kolejne doświadczenie, to może nie będzie nas ono tak osłabiać? Uważam, że i tu potrzebna jest łagodność i wyrozumiałość wobec siebie. Spróbowałam czegoś, uznaję, że była to moja porażka. Jak się z tym czuję? Co mogę zrobić, żeby następnym razem czuć się inaczej, czy z czegoś mogę zrezygnować? Ale czasem warto też umieć docenić siebie za te porażki i za to, że potrafimy z nich czerpać dla siebie. To bardzo ważna i przydatna umiejętność” — zapewnia Olga Kłoda-Krajewska.

Z kolei Sylwia Miller przekonuje: „Warto sobie uświadomić, dlaczego nie lubimy popełniać błędów czy boimy się tego, czyli co dla nas oznacza ponieść porażkę, doświadczyć niepowodzenia. Często porażkę traktujemy jako powód, dla którego możemy zostać odrzuceni i (lub) uznani za gorszych. To przekonanie wywołuje ogromny lęk, który nie daje prawa do popełniania błędów. Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź na to pytanie znajduje się często, wracając myślami do okresu dzieciństwa, a dokładniej, analizując otoczenie, w jakim się dorastało, było wychowywanym.

Problem ten kształtuje się w warunkach wysokich wymagań (którym często dziecko nie jest w stanie sprostać) ze strony najbliższych — rodziców/opiekunów — i braku ich akceptacji dla potknięć dziecka. Kiedy rodzice reagują na nieodpowiednie, „niegrzeczne” (cokolwiek to dla nich znaczy) zachowanie dziecka na przykład nadmierną surowością, krytyką, lekceważeniem, poniżaniem — przykładowo wytykaniem błędów przy innych, porównywaniem („Krzyś zrobiłby to lepiej”, „A co dostała Ania z klasówki?”, „Ja w twoim wieku umiałem już pływać” i tak dalej) czy szantażem emocjonalnym („Jak kochasz mamusię, to dostaniesz piątkę z klasówki!”), to budują w dziecku przekonanie, że nie jest wystarczająco dobre, aby tak po prostu być kochane, że cały czas musi pracować na miłość, uwagę, akceptację, bo bezwarunkowo można być tylko odrzuconym.

Zobacz także:
List od czytelniczki: Chociaż to się działo lata temu, dalej mam w głowie „Ty nigdy do niczego nie dojdziesz”, „Jesteś na to za głupia” i przy każdej porażce słyszę słowa ojca

W związku z tym takie dziecko jako dorosły nie przyznaje się do błędu, nie podejmuje wyzwań, bo boi się ponieść porażkę, boi się odtrącenia, upokorzenia. Dlatego też ważne jest, aby uświadomić sobie swój indywidualny schemat zachowania dotyczący sytuacji przeżywania niepowodzeń, czyli zastanowić się, jakie nadajemy im znaczenie, czego się tak naprawdę boimy i, w związku z tym, co nas powstrzymuje od działania albo co powoduje, że odczuwanie porażki jest dla nas traumatycznym doświadczeniem.

Kiedy jednak odważymy się wziąć odpowiedzialność za sytuację trudną (bo niewątpliwie ponoszenie porażek jest trudne), uświadomimy sobie, co tak naprawdę się wydarzyło, oddzielimy fakty od naszych emocji, to paradoksalnie zyskamy komfort psychiczny, bo „problem” zniknie. Ważne jest refleksyjne przeżywanie porażek, czyli traktowanie ich jako wyzwań, które musimy zrozumieć, przeanalizować, wyciągnąć z nich wnioski na przyszłość, czyli rozwiązać problem. Tylko takie podejście sprawia, że się rozwijamy, rozszerzamy umiejętności, które prowadzą do osiągnięcia wyznaczonego celu i nauczenia się nowych rzeczy. „Niedawanie się” niepowodzeniom to trening, który prowadzi do przesuwania granic naszych możliwości w zakresie radzenia sobie z różnymi sytuacjami, emocjami, czyli wychodzenia ze strefy komfortu, które jest konieczne do rozwoju.

Fragment pochodzi z książki Sexy zaczyna się w głowie. Samoakceptacja – samoświadomość – seksualność, autorstwa Karoliny Cwaliny-Stępniak i Pauliny Klepacz, która ukazała się nakładem wydawnictwa Sensus. Już w sprzedaży!