Miałyście tak, że od dawna miałyście upatrzoną w sklepie jedną rzecz, cały czas wyobrażałyście sobie, jak będziecie w tym wyglądać, po czym udawałyście się do przymierzalni i czułyście się rozczarowane jak nigdy wcześniej? Jeśli tak jak ja macie 159 cm wzrostu, to na pewno tak. I pewnie tak jak ja, miałyście też tak, że dana rzecz podobała Wam się tak bardzo, że nawet jeśli czujecie, że nie wyglądacie w niej dobrze, to i tak ją kupiłyście. Tylko że u mnie, za każdym razem, gdy sięgałam potem po ten zakup, pojawiały się te same wątpliwości. A to najgorsze, co może nam towarzyszyć, jeśli chodzi o wybieranie stylizacji. Choć może zabrzmi to teraz nieco banalnie, to absolutnie zgadzam się z przekonaniem, że ubranie to nasza druga skóra i to, co mamy na sobie powinno wyrażać nasze aktualne samopoczucie i w żaden sposób nas nie ograniczać. Ale do takiego podejścia, podobnie jak do wielu innych rzeczy w życiu, trzeba dojrzeć. I przede wszystkim zadać sobie pytanie, jaki efekt chcemy uzyskać i na czym najbardziej nam zależy. Najgorszą rzeczą jest analizowanie problemu, z którym i tak nic nie zrobicie. Jesteście niskie i wyższe już nie będziecie. Ale jak z wielu innych cech, także z niewielkiego wzrostu można uczynić atut. Albo przynajmniej nauczyć się go ogrywać tak, żeby przestał być uznawany przez Was za problem. Ja trzymam się kilku zasad i uwierzcie, kompletując garderobę przestałam myśleć o tym, ile mam wzrostu. Serio. W krew weszły mi bowiem pewne filary, na których staram się opierać moje looki. A mianowicie: 

1. Stan podwyższony obowiązkowy!

To chyba najprostszy sposób na to, żeby za pomocą ubrania spróbować się "podwyższyć". A taki efekt najłatwiej osiąga się za pomocą spodni. Czarne rurki z wysokim stanem plus czarne botki na nawet niewielkim obcasie (więcej na ten temat poniżej)? W takim zestawie od mam wrażenie, że zyskałam kilka centymetrów wzwyż. Zdarza mi się, że włożę też coś o normalnym, regularnym stanie, ale wówczas musi być to koniecznie dopasowany dół, dzięki czemu góra może być bardziej luźna. Wtedy przynajmniej nie widzę, gdzie "tnę" swoją sylwetkę i nie zaburzam proporcji. 

2. Głównie mini, rzadko maxi, nigdy midi 

Chociaż ostatnio "chorowałam" na sukienki i spódnice o długości midi, musiałam obejść się smakiem. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym ich nie przymierzyła, ale wtedy tylko utwierdzałam się w przekonaniu, że ktoś, kto ma 160 cm w kapeluszu, powinien trzymać się od tej długości z daleka. Bardzo skraca sylwetkę, która - przypominam - już jest dość krótka. Widzicie w tym zabiegu jakąś logikę? No właśnie. Mniej niebezpieczna jest długość maxi. W takim przypadku jednak sukienka obowiązkowo powinna mieć wysoki stan, a sukienka ładnie podkreślać talię. Najczęściej sięgam po wszystko, co kończy się przed kolanem i jest to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie dla niskich dziewczyn. 

Jesteś niska i nie możesz schudnąć? Wiemy, gdzie tkwi problem i jak go rozwiązać! >>>

3. Obcas się przydaje 

Nie jestem fanką butów na obcasie, ale wiem, że jeśli umiejętnie ogram je w stylizacji, moja sylwetka wyglada w nich naprawdę dobrze i zyskuje dodatkowe centymetry. Na co dzień jednak nie decyduję się na obcas wyższy niż 6 cm. Wyższy słupek, bo o szpilce nawet nie ma mowy, zostawiam na specjalne okazje. 

4. Patent na botki 

Lubię botki, ale ogrywam je tylko na kilka sprawdzonych sposobów. Szczególnie, że długość większość tych, jakie posiadam, sięga wyżej kostki. A ten fakt bywa bardzo kłopotliwy. Żeby więc nie skracać się bardziej, do czarnych botków, bo właśnie w takim kolorze przeważają w mojej kolekcji, zakładam spodnie w podobnym odcieniu. Podobnie w przypadku rajstop, jeśli decyduję się na sukienkę lub spódnicę. Chodzi o to, żeby unikać zbyt wyraźnego kontrastu, który w bardzo dziwny i co tu dużo mówić - po prostu niekorzystny sposób "podzieli" nasze krótkie nogi. 

5. Oversize - co za dużo, to niezdrowo 

Kiedyś uwielbiałam szerokie spodnie (a im szersze, tym lepsze) i bluzy z kapturem, w których mogłabym się utopić. Dzisiaj nie znajduję na to żadnego logicznego usprawiedliwienia, oprócz tego, że człowiek najlepiej uczy się na własnych błędach. I choć nadal lubię sobie pozwolić na oversize'owy sweter czy bluzę, to wiem, że dół musi być dopasowany. A jeśli z kolei sięgam po spodnie, jak już wiecie - obowiązkowo z podwyższoną talią i szeroką nogawką, superdopasowana musi być z kolei góra. 

Sukienki, spodnie, płaszcze i inne ubrania dla niskich dziewczyn - gdzie je kupić? >>>