Ismena Dąbrowska: Jakie były Twoje początki? Jak to się stało, że zajęłaś się właśnie modą?

Jolanda Smit: W zasadzie stricte z modą związana jestem od ponad dekady, ale od zawsze się nią interesowałam, podobnie jak sztuką. Pochodzę z dosyć małego miasteczka na północy Holandii, gdzie nie miałam dostępu do tej branży i inspiracje czerpałam z magazynów i ulicy. Lubiłam przyglądać się temu, co ludzie noszą, jaki mają styl. Jako nastolatka kupowałam gazety, szukałam w nich inspiracji, jak za pomocą tego, w jaki sposób się ubieramy, możemy wyrazić siebie. I w sumie tak jest do tej pory. Później poszłam na studia i mimo że wybrałam kulturoznawstwo, zawsze szukałam w nim jakiegoś odniesienia do mody. Interesowało mnie, jaki te dwie dziedziny mają na siebie wpływ, w jaki sposób są połączone.

Następnie przeprowadziłam się do Wielkiej Brytanii, gdzie skończyłam dziennikarstwo i komunikację na London Collage of Fashion. Uzyskałam stypendium i zaczęłam staż w małej marce luksusowych akcesoriów. Ale tak naprawdę cała ta droga, cała moja kariera zawodowa była napędzana moimi zainteresowaniami, moją pasją. Dlatego to naprawdę niesłychane, że udało mi się połączyć ją z pracą zawodową. Nie ma nic lepszego od poczucia, że robisz to, co naprawdę lubisz. Czasem nawet nie traktujesz tego jak pracę (śmiech), bo każdego dnia nie tylko sprawia Ci to przyjemność, ale przynosi wiele ekscytujących momentów i wyzwań.


Od razu po Tobie widać, że lubisz modę i potrafisz się nią bawić!

To bardzo miłe! Lubię projektantów bardziej konceptualnych, którzy tworzą modę na pograniczu sztuki. Dlatego tak zależało mi żeby na przykład na Bread & Butter by Zalando można zobaczyć twórczość takich osobowości jak Dama Vivienne Westwood. Tutaj chodzi o zabawę formą, zupełnie inne podejście do sylwetki. Podobnie jest z duetem Viktor&Rolf, którzy też tworzą zdecydowanie bardziej artystyczne ubrania, za którymi stoi jakaś większa myśl, idea. Dla mnie osobiście to szalenie interesujące móc przyjrzeć się efektom ich pracy z bliska. Podobnie jak obserwować to, co dzieje się na ulicach Berlina, to jak różnorodny styl mają dziś młodzi ludzie - jedni wybierają czerń od stóp do głów, ale skupiają się na nietypowej konstrukcji ubrań, inni są pochłonięci trendami.


Można wywnioskować, że jesteś świetnym obserwatorem. A to przydatna cecha na stanowisku Director of Group Brand Relations Marketing w Zalando. Jak trafiłaś do tej firmy?

Mieszkając w Londynie, miałam możliwość przyjrzenia się tamtejszemu, ogromnemu rynkowi mody. Na bieżąco byłam z nowinkami, wszystko, co działo się w mieście miałam na wyciągnięcie ręki, korzystałam z tego, z dostępu do tego świata. Czułam jakbym była w centrum tego wszystkiego: energia miasta przeplatała się ze wspaniałymi, początkującymi projektantami i grupą Young British Artists. Dlatego kiedy na moment wróciłam do Holandii i zobaczyłam, jak wiele się tam nauczyłam, jakie umiejętności zdobyłam, zrozumiałam, że Londyn dał mi olbrzymie szanse na rozwój, na bycie w tym środowisku. Wróciłam i rozpoczęłam pracę w agencji kreatywnej …,staat, później trafiłam do marki G-Star Raw. Zdobywałam więc doświadczenie w różnych miejscach, dzięki czemu miałam zupełnie inne spojrzenie na pewne sprawy, patrzyłam z odmiennych perspektyw, lubiłam innowacyjne pomysły i rozwiązania. Wydaje mi się, że właśnie to było dla Zalando ciekawym połączeniem, którym byli zainteresowani.


...w tak młodym wieku na takie stanowisko!

To dlatego, że Zalando jest młodą, naprawdę nowoczesną firmą, która ma zupełnie inne podejście do wielu kwestii, lubi innowacyjne pomysły, skupia się na tym, jak popychać ten biznes nieustannie do przodu. A we mnie być może dostrzegli wówczas możliwość wniesienia jakiegoś powiewu świeżości, kreatywności. Aż ciężko uwierzyć, że było to już 3 lata temu.


Dużo zmieniło się od tamtej pory?

Sporo! Na pewno zmienił się rynek mody, a sama firma bardo się rozwinęła. Sam digital stał się bardziej zaawansowany, rozbudowany i bez przerwy się zmienia. W miarę jak Zalando się rozwija, rosną także moje umiejętności, nieustannie się uczę. Wygląda to trochę jak w start-upie, ciągle czerpiemy od siebie wzajemnie. Ja dużo daję temu projektowi, ale to działa też w drugą stronę. Jesteśmy otwarci na zmiany, poddajemy się im, staramy się szybko reagować. Kiedy jesteś młody i pełen pasji, non stop masz ambicję by gnać do przodu, być lepszym od innych, być coraz lepszym sobą. A jeżeli masz wiele takich osób w zespole, powstają z tego genialne rzeczy, jak chociażby nasz festiwal stylu i kultury Bread & Butter.


Rok temu zupełnie zmieniliście formułę tej imprezy i... okazało się, że ludzie naprawdę ją polubili.

Ludzie z branży powątpiewali czy w ogóle formuła targów ma jeszcze sens. My również to zauważyliśmy i postanowiliśmy zmienić je w festiwal stylu i kultury, gdzie goście mogą znaleźć najnowsze i najciekawsze kolekcje swoich ulubionych marek, co było nowatorskim pomysłem. Nikt wcześniej tego nie robił!


I w jednym miejscu połączyliście ze sobą modę, kuchnię i muzykę.

Bread & Butter jest sumą naszych wszystkich doświadczeń. Z mojej własnej perspektywy włożyłam w to wydarzenie całą moją wiedzę z poprzednich lat, wszystko, czego nauczyłam się przygotowując strategie marketingowe dla m.in. G-Stara. Wspólnie połączyliśmy cały nasz know-how i stworzyliśmy platformę marketingową zarówno dla Zalando, jak i naszych marek. Ponadto udało nam się po raz drugi zaprosić do Berlina międzynarodowe marki i wielkie nazwiska. Zagrały FKA twigs i M.I.A.


Myślisz, że dziś właśnie tego typu doświadczenia i emocje są dla klientów kluczowe? Że nie chcą kupować tylko ładnych ubrań w ładnym miejscu, ale oczekują czegoś więcej?

Myślę, że ludzie są przede wszystkim ciekawi świata, nowości, nie chodzi tylko o muzykę czy modę, ale o nowinki technologiczne, chcą być częścią innowacyjnych projektów, poznać nieznane dotąd możliwości. Dlatego tym większe jest nasze wyzwanie by pokazać im coś, czego wcześniej nie widzieli, coś co ich zaskoczy, zafrapuje.


Co więc jest dziś największym wyzwaniem dla Zalando?

Zawsze chcemy dawać naszym klientom zupełnie nowe możliwości i doznania, zebrać to w jednym miejscu. Chcemy, żeby wszystko, co proponujemy, było dostępne dla każdego. Dlatego oferujemy zarówno marki high fashion, ale też marki streetowe, sieciówki. Są u nas bardziej znane i mniej znane brandy, a przedział cenowy jest bardzo szeroki. I tak naprawdę staraliśmy się przenieść to tutaj, do Berlina na Bread & Butter. Połączyć te światy ze sobą. Nawet jeżeli żyjesz w małym mieście, my chcemy dać ci dostęp do takiej mody, do jakiej dostęp mają twoi koledzy z dużych miast. Co więcej, na B&&B chcieliśmy by to, co było do tej pory zarezerwowane wyłącznie dla prasy czy ogólnie dla mediów, było tym razem na wyciągnięcie ręki dla każdego klienta. Mówię tu o pokazach mody czy ekskluzywnych premierach kolekcji.


Czy Bread & Butter to dla Ciebie dziś największe zawodowe wyzwanie? Największy projekt nad którym pracujesz?

W Zalando mamy wiele projektów, ale ten jest największy jeżeli chodzi o Brand Marketing. Pracujemy nad nim przez wiele miesięcy z różnymi zespołami. Jest bardzo ekscytujący, ale też wymagający. Jego podstawą jest praca zgranego zespołu. Bardzo wiele osób jest w niego zaangażowanych i nigdy nie udałoby się tego zrobić, gdyby nie one. Przy B&&B pracuje wiele młodych, utalentowanych ludzi, których kreatywność i wkład stanowią niezwykłą wartość.


Czy masz jakieś rady, wskazówki dla młodych kobiet, dla dziewczyn, które chcą rozpocząć pracę w branży mody?

Kobiety nie zawsze potrafią docenić własne możliwości i umiejętności. Jeżeli mężczyzna otrzymuje propozycję pracy, nie zastanawia się czy ma 100% kwalifikacje, by to robić. Po prostu myśli, że to interesująca propozycja i - że czemu by nie spróbować, dam radę. Kobiety za to czują, że muszą spełniać wszystkie oczekiwania na 100%. Żyją pod presją, nie dając sobie szansy na udoskonalenie reszty w późniejszym czasie. Chcą być adekwatne do wymagań i oczekiwań wobec nich. Dlatego zawsze powtarzam, że jeżeli chcesz robić rzeczy, które lubisz, które sprawiają ci frajdę, czasem musisz o nie po prostu zawalczyć, wyjść poza swoją strefę komfortu. Postawić na rozwój i naukę, wcale nie musisz wiedzieć wszystkiego od razu! Nawet jeżeli ta myśl cię przeraża, tak – masz prawo nie mieć w swojej skali 100%, ale to nic – daj sobie szansę na naukę, na popełnianie błędów i na robienie ekscytujących rzeczy. Na błędach się uczymy, one nas wzmacniają i pozwalają nam rosnąć. Nie ma żadnych przesłanek, które mówią, że miałoby ci się nie udać. Spróbuj.


A najlepsza rada jaką Ty dostałaś?

Od mojego męża! Zawsze powtarza mi żebym spojrzała na coś szerzej, skupiła się na większym kontekście sprawy. Mówi: „Bądź świadoma swoich osiągnięć i pomyśl, jaka jesteś istotna. Po prostu uwierz w siebie!”.