Asertywność w show biznesie wcale nie jest taką oczywistą sprawą, zwłaszcza gdy mowa o sytuacji, w której to mniejszy gracz (uściślijmy, że chodzi wyłącznie o rozpoznawalność) odmawia gigantowi. Wręcz przeciwnie – wiele gwiazd dzięki protekcji większych od siebie zyskała możliwość zaprezentowania swojego talentu i to przysłowiowe 5 minut wykorzystała jako start do oszałamiającej kariery. Wystarczy wspomnieć Rihannę czy Ritę Orę, które pod swoje skrzydła wziął Jay Z,  by następnie podarować je światu. A już kompletnym zaskoczeniem i ewenementem na duża skalę jest sytuacja, w której zaproszony do współpracy muzyk odmawia komuś takiemu jak Kanye West!

W przypadku King Krule’a (pod tym pseudoninem tworzy Archie Marshall) nie byłoby to może szczególnie zaskakujące; niezwykła, niespotykana tak młodym wieku dojrzałość (dziś ma 23 lata, a zaczynał w wieku 15) plus postawa pt. nie zależy mi nie  tylko jest motywem przewodnim jego twórczości, ale tez życiowym credo, zgodnie z którym artysta podejmuje zawodowe i te związane z życiem prywatnym decyzje.

Jak uzasadnia swoją decyzję? Prosto – w wywiadzie dla New York Timesa bez ogródek wyznaje, że propozycja Westa po prostu nie wydała mu się atrakcyjna, bo po pierwsze nie czuje presji na karierę, po drugie nie lubi tworzyć na gwizdek, a jedyne na czym mu zależy własny przekaz, który chce zawrzeć w muzyce na własnych zasadach. Nie chciało mi się – za tym bezceremonialnym wyznaniem nie kryje się jednak zarozumialstwo, tylko brak potrzeby ogrzewania się światłem odbitym od  twórcy, którego przekaz najwyraźniej rozmija się z tym pod którym podpisałby się Archy Marshall.

Do współpracy King Krule’a i Kanye Westa nie doszło, ale  ten pierwszy kontynuuje własne muzyczne poczynania; najnowsza płyta artysty The Ooz ukaże się 13 października br. Kupicie? A swoją drogą – wyobrażacie sobie jak miałoby wyglądać połączenie gęstego, bezkompromisowego brzmienia Krula z tym, co tworzy dzielący życie z Kim Kardashian i siłą rzeczy pozostający pod jej wpływem raper?