Zachęcona poleceniami redakcyjnych koleżanek, sama sięgnęłam po książkę Marny” Andrew Seana Greera i nie tylko nie żałuję, ale i sama chętnie ją Wam polecę. Jest zabawnie, momentami nawet bardzo, czasem jednak uświadamiamy sobie to śmiech przez łzy. Tym bardziej, ze tytułowy Artur Marny, którego perypetie śledzimy, i który jest żywym dowodem na to, że prawa Murphy'ego istnieją naprawdę, jest człowiekiem zaskakująco podobnym do każdego z nas. Niby coś już w życiu osiągnął, a jednak za mało, by można było mówić o sukcesie, a w miłości wciąż wychodzi jak zwykle... Dokąd to prowadzi? Tak o nagrodzonej w 2018 Nagrodą Pulitzera książce mówi redaktorka Glamour.pl, Magdalena Zawadzka. A jak ta pozycja przypadła do gustu recenzentkom Glamour Book Club? Poniżej znajdziecie ich opinie! 

A jeśli wy też chciałybyście ocenić książkę w ramach Glamour Book Club, dołączcie do naszej zamkniętej grupy na Facebooku – Glamour Girls Club już teraz! 

Recenzja Jolanty

Mamy niebywałą okazję ruszyć z Arturem Marnym (nomen omen) w ekscytującą podróż dookoła świata. Tak niezwykle śmiała decyzja miała stłumić ból serca po utraconej wieloletniej miłości. Czy wyleczy złamane serce? Oczywiście, że nie. Natomiast przyniosła 300 stron niesłychanych przygód, które mogły się zdarzyć tylko Arturowi Marnemu i jego nieodłącznego błękitnemu garniturowi.

Bohater najpierw ląduje w szalonym Meksyku, gdzie okazuje się, że ma wziąć udział w panelu dyskusyjnym z żoną byłego kochanka. We Włoszech całkiem niespodziewanie wygrywa główną nagrodę w plebiscycie literackim. Co podnosi nieco jego samoocenę zbliżającą się niebezpiecznie do zera. W Niemczech prowadzi wykłady dla studentów, które przyciągnęły rzesze naprawdę zainteresowanych słuchaczy. Zyskuje też przelotnego kochanka. Francja miała być tylko portem przesiadkowym do Maroka. Natomiast Artur zdążył w międzyczasie pójść na przyjęcie, gdzie dosyć brutalnie zostały mu wytknięte jego błędy pisarskie. I co najważniejsze, poznaje Marokańczyka Javiera. I już się wydaje, że jest to ten moment, gdzie wszyscy powinni żyć długo i szczęśliwie. Ale, nie  ręka przeznaczenia pcha go w dalszą podróż.

Na marokańskiej Saharze będzie spędzał swoje 50. urodziny. Stary, znużony, złamany i niekochany dowiaduje się że jego znajomi też zostali opuszczeni przez swe wieloletnie miłości. Co go wcale nie pociesza. Trafia do Indii, gdzie cały wszechświat sprzysięga się mu, aby w końcu dopracował swoją marną powieść. W Japonii zastaje go smutna wiadomość o wylewie wieloletniego kochanka Roberta (znamienitego pisarza zarazem). Aż w końcu zatacza koło i wraca do miejsca w którym rozpoczął podróż, aby doznać szczęśliwego zakończenia. Bo trzeba nadmienić, że Artur ma szczęście komika. Czego nie dotknie to popsuje, gdzie nie pójdzie to wtopi, jeśli i coś się da przeinaczyć, to na pewno to zrobi. Jednocześnie  niezniszczalny jak karaluch. Nasączony marnością jak biszkopt rumem – tak o nim pisze narrator.

Chciałoby się rzec człowiek-przypadek. Dzięki czemu książkę czyta się przyjemnie, bo na każdej stronie czeka nas niespodziewana przygoda. Pod wpływem wyprawy, przypominają się Arturowi chwile młodości, historie miłosne związane z Robertem - każde miejsce ma swoją historię już wcześniej przeżytą. Na końcu powieści mamy wrażenie, że nie taki marny bohater, jakby się miało wydawać na samym początku. Artur Marny przejechał pół świata w misternie splecionej podróży na koszt podatnika aby uciec przed złamanym sercem, bo nie umiał powiedzieć "zostań". Warto, więc mówić zgodnie z głosem serca.


Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Ich siła” Meg Wolitzer [Recenzje] >>>
 

Recenzja Katarzyny

Marny autorstwa Andrew Seana Greera to opowieść zdecydowanie dająca do myślenia. Głównego bohatera poznajemy tuż przed jego 50. urodzinami. Otrzymuje on zaproszenie na ślub swojego byłego kochanka. Z jednej strony głupio iść, z drugiej niezręcznie nie pójść. Żeby wybrnąć z twarzą, Marny postanawia więc wybrać się w podróż dookoła świata. Przy okazji konferencji, wygłaszania wykładów i innych uroczystości literackich (Marny jest pisarzem) zwiedza Nowy Jork, Meksyk, Włochy, Niemcy, Francję, Maroko i Indie. Po drodze spotyka go wiele przygód i refleksji. Jednak ta wyprawa to nie tyle podróż dookoła świata, co podróż wgłąb siebie


Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Kobieta ze szkła” Caroline Lea >>>
 

Recenzja Marty

Co zrobić gdy były chłopak zaprasza Cię na swoje wesele? Artur Marny wie jedno – lepiej się na nim nie pojawiać. Ale jak wytłumaczyć nieobecność. Żeby ludzie nie plotkowali, nie krytykowali, żeby obyło się bez dopowiedzeń z ich strony? Można skłamać, że w tym dniu nie możemy, bo na przykład nie będzie nas w kraju. Można też, zamiast kłamać, naprawdę wyjechać. Można zapchać swój grafik tak, żeby rzeczywiście nie znalazł się w nim wolny dzień na ślub byłego.

Spotkania, wykłady, panele, gale rozdania nagród i inne ważne zobowiązania, w dodatku w różnych częściach świata. Nie ma szans na wolną chwilę, jest za to idealny pretekst na uniknięcie niezręcznego spotkania. Brzmi jak plan idealny. Ale nie do końca taki jest. Marny cieszy się ze swojej podróży do Meksyku, Włoch, Niemiec i Maroka, ale martwi się, że książka, którą napisał jest zbyt słaba, że zbliża się do 50-tych urodzin. Z takiego połączenia wynika szereg komediowych zdarzeń. Każde miejsce na mapie podróży Marnego to wspomnienia z młodości i powroty do młodości. Narracja zgrabnie przeskakuje z teraźniejszości do przeszłości i z powrotem. Jest w tym małe poczucie chaosu, który odzwierciedla to, co dzieje się w życiu Marnego, dziwnym, niepoukładanym, niezdarnym, farsowym, z nieoczekiwanymi sytuacjami i ludźmi na jego drodze.

Marny uważa się za nienajlepszego pisarza, inni uważają go za nienajlepszego homoseksualistę, marnego geja w środowisku literatów. To co podoba mi się wyjątkowo, to swobodna i lekka, humorystyczna, ale chwilami wzruszająca narracja opisująca związki w społeczności LGBT. Ciekawych, wyjątkowych romansów bohatera, z uhonorowanym Pulitzerem Robertem, dla którego był kimś w rodzaju muzy i przyczyną jego „ucieczki”, Freddy’m, z którym spotykał się niby „niezobowiązująco” przez 9 lat. Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego i zupełnie innego na ten temat. Wywołującego śmiech, a równocześnie pięknego, pełnego dobra i sympatii, autentycznego, podanego swobodnie i naturalnie. Nic dziwnego, że powieść tak, jak jeden z jej bohaterów, doczekała się Pulitzera. takie rzeczy czyta się z niesamowitą przyjemnością. Jestem absolutnie zakochana w tej książce!


Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Trzy kobiety” Lisy Taddeo >>>