Kilkukrotna finalistka nagrody Bookera, której najgłośniejsze publikacje to „Gorące mleko” o relacji matki i córki oraz „Swimming home”, czyli krótkiej powieści opowiadającej o poecie i jego fanatyku. Deborah Levy, która większość życia spędziła na pisaniu sztuk teatralnych, wystawianych m.in. przez jeden z największych brytyjskich zespołów Royal Shakespeare Company, opublikowała swoją najnowszą powieść „Płynąc do domu”. Skłaniająca do refleksji książka to nieoczywista opowieść o rodzinie, zabójstwie i relacjach międzyludzkich. Okrzykniętą przez prestiżowy magazyn „The Independent” epiką najwyższej próby powieść przeczytały nasze czytelniczki i podzieliły się z nami swoimi opiniami. Recenzje członkiń Klubu Książkowego Glamour znajdziecie poniżej.

Recenzja Darii

Świat utkany z walki żywiołów, walki popędów i przede wszystkim strachu. Królują tam niedopowiedzenia i oczywistości tak skryte, że nawet czytelnik nie jest 
w stanie wypowiedzieć ich na głos. To jak spacer zimową porą po tafli jeziora, kiedy każdy krok może zburzyć misternie utkany lód ludzkich związków. On jednak pęka…

Willa w stylu prowansalskim, południe Francji, pora wakacyjna. I postaci, wykreowane przez Deborah Levy, w zasadzie mogłyby być wiodące. Każdy jeden bohater powieści Płynąc do domu może nosić etykietkę tego głównego. Czytelnik wchodzi w ich psychikę i duszę, poznaje największe pragnienia, jednocześnie gubi się w ich sposobie patrzenia na świat. Sylwetki psychologiczne zasługują na najwyższą ocenę. Podczas lektury czujemy się zaniepokojeni przede wszystkim relacjami między bohaterami. Dwa małżeństwa, z czego jedne nieudane. Nastolatka, która pod presją życia musiała myśleć jak dorosła. Mieszkańcy Nicei, którzy mówią sobie wszystko, nie wiedząc o sobie nic. I kobieta. Młodziutka piękność z zaburzeniami psychicznymi, raz spłoszona jak kotka, drugi raz waleczna jak tygrysica. Pojawia się wraz z żywiołem wody, w basenie, pływając. Zaburza wypoczynek angielskiej wyższej klasy. Kitty Finch symbolizuje rozpad, stratę. Symbolizuje nadejście nieubłagalnego. Pojawia się wraz z wodą… niosąc nieszczęście.

Dość niepokojące są nie tylko powiązania postaci – mąż zdradzający żonę, która daje na to przyzwolenie, córka zwracająca się do ojca w sposób odbiegający od normy, przyjaciółki, które rozmawiają ze sobą dopiero pod koniec książki, przyjaciele, którzy się nienawidzą – ale i ich sam stan psychiczny. Czytelnik może przejść przez fabułę z wiedzą, że to Kitty ma problemy natury psychicznej. Kobieta pod kątem profilu psychologicznego przypomina Sylvię Plath czy Virginię Wolf, szaleństwo przeplata się tu z powagą, śmierć 
z pragnieniem życia. Kitty Finch w zasadzie przesłania nam obraz powieści, wypełnia cały eter, nie zostawiając miejsca na zastanowienie się nad kondycją innych. Wszystko zaczyna się od wiersza napisanego przez nią właśnie, a który jest przeznaczony jedynie dla oczu gościa willi – Joego, poety żydowskiego pochodzenia urodzonego w Polsce. Również on w swoim dorobku ma przeszłość zawierającą leki antydepresyjne i psychotropowe. Dla tych dwóch postaci pragnienie śmierci jest tak silne, że najlepiej i najniebezpieczniej czują się w swoim towarzystwie. A kiedy się do siebie zbliżają, dochodzi do katastrofy. Wtedy okazuje się, że to nie o Kitty i jej zapędy samobójcze czytelnik powinien się bać, ona jest tylko katalizatorem serii niefortunnych zdarzeń.

Czym zatem jest „Płynąc do domu”? Długo zastanawiałam się nad brzmieniem tego tytułu. W tych trzech słowach jest zawarty finał powieści – samobójstwo Joego. Nikt nie znał jego pochodzenia, nikt nie wiedział skąd się wziął, on sam nie mógł zrozumieć kim jest. Przelał żal, gorycz i zagubienie w swoją twórczość, jednak ta w postaci najwierniejszej fanki, Kitty, go dogoniła. W basenie willi, oddał się najodważniejszemu i najgrzeszniejszemu aktowi odebrania życia – odpłynął do domu. Do dusz swoich bliskich, zabitych w obozach koncentracyjnych.

Deborah Levi daje czytelnikom bardzo ważną lekcję – pomocy potrzebują przede wszystkim Ci, którzy cierpią w samotności i skrytości ducha. Uczula nas, żeby całość obrazu nie przysłoniła nam jedna osoba, bo w naszym otoczeniu są ludzie, o których warto dbać. „Płynąc do domu” to szalenie ważna lektura, w swoim skomplikowaniu nakreślająca relacje międzyludzkie, ich kruchość i ulotność. Ale, co najważniejsze, stawiająca zdrowie psychiczne w świetle dziennym. Nie da się uciec od tego tematu, bo na koniec dnia, to jedyne co się liczy.

Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały „Lekcje. Moja droga do dobrego życia” autorstwa modelki Gisele Bündchen >>>

Recenzja Ani

Znakomita i najbardziej oryginalna autorka współczesnych czasów Deborah Levy akcje swojej najnowszej książki pt. „Płynąc do domu” osadza we Francji. Na pierwszy rzut oka ta Francja jawi się nam jak z katalogu biura podróży. Jest zachwycająca, upajająca zmysły, rozkoszna. Sugerują nam to zmysłowe opisy przyrody. Alpy nadmorskie, góry, towarzystwo wody, plaża, słońce, wakacje-szybko przenosimy się w te krajobrazy. Ta piękna sceneria to jednak tylko przykrywka dla toczących się w głowach i sercach dramatów bohaterów. Odrywa nas, odciąga od tragedii.

Właśnie to w tej książce podoba mi się najbardziej. Ukazanie tego, że świat w obliczu jednostkowych tragedii się nie zatrzymuje tylko idzie dalej. Jest piękny mimo krzywd jakie miały miejsce. Motto tej książki to zdanie: „Wyjaw mi historię swego życia, a ja pomogę ci o niej zapomnieć”. Sparafrazowałam je na zdanie: pokaż jak zachowujesz się w trudnych sytuacjach, a powiem ci kim jesteś. O tym właśnie jest ta książka, o radzeniu sobie i nie z tym co nas przytłacza. Kto z nas chciałby być na miejscu bohaterów? Psychologizujemy, rozważamy, jak byśmy zachowywali się w ich położeniu. Nic nie jest w tej książce wprost. Ogromny plus za wplecenie wątku traumy po II wojnie światowej. Goniąca nas przeszłość, trudności w odnalezieniu się w rzeczywistości. Zwycięzcą zostanie ten kto się uwolni i będzie żył tu i teraz. Czy są w tej powieści jacyś zwycięzcy, którzy ocalili się przed swoimi własnymi myślami?

Recenzja Ani

Postać wokół wszystko się kręci – Kitty jest piękną kobietą, która jak się okazuje ma wiele problemów, podejrzewa się ją o zaburzenia odżywiania, o myśli samobójcze, czy to prawda? Z pewnością ta rudowłosa botaniczka jest empatyczna, wyzwolona i potrafi stworzyć dom wszędzie tam, gdzie są książki napisane przez jej ukochanego, które traktuje jak listy. Przypomina mi postać Pheobe z serialu „Friends”, często robi rzeczy, których inni nie rozumieją, lubi nietypową poezję, pływa nago, zbiera kamienie, wspiera córkę gospodarzy w jej przemianie w kobietę i sama tworzy, pisze, jej poezja wyraża ją w nietypowy sposób, zastępuje wszystkie nieistotne kwestie skrótem: „etc.”. Jak wiele znacie kobiet, które kradną róże z ogrodu nieznanej kobiety? Kto używa proszku antymonowego do powiek? który był używany w starożytności do leczenia chorób oczu, a potem jako kosmetyk na Bliskim Wschodzie. Taką dziewczyną jest Kitty, nieprzewidywalną, totalnie poza skalą, taką, której zazdrości się bycia sobą. Ale to nie jedyna ciekawa postać w tej historii, jest małżeństwo, którego herbem mógłby być plaster miodu oraz ich córka, która jest znana ze swojej umiejętności szybkiego znajdowania pióra ojca. Ciekawe w jej przypadku może być też tworzenie dramatycznej historii swojego „ja”, która na przekór okazuje się nie być taka do końca czarno-biała. Matka podróżniczka, ojciec pisarz, który ma ciągle nowe dziewczyny… Do tego polowanie na zwierzęta, szczury, radość z chodzenie boso.

Genialnym zabiegiem było też przedstawienie smutku bohaterki, jako osoby żyjącej w ciągłym deszczu… Polecam wszystkim książkoholiczką, które lubią historie pełne ekspresyjnych dialogów.