Czekałam z niecierpliwością, aż André Aciman napisze kontynuację Tamtych dni, tamtych nocy, ponieważ mimo, że po romanse sięgam od wielkiego dzwonu, historia Elio i Oliviera bardzo mnie ujęła. Przyczyniła się do tego również ekranizacja Luki Guadagnino, którą uważam za jeden z lepszych filmów, nakręconych na podstawie książki. Włoski pisarz przyznał, że świat Call me by your name nigdy go nie opuścił, a od bohaterów swojego bestsellerowego dzieła nauczył się wiele o miłości. Nic więc dziwnego, że napisał Znajdź mnie, czyli drugą część bestsellerowej powieści. To idealna książka na długie letnie wieczory z gatunku tych, które pochłania się jednym tchem. Bo od miłosnej historii trzech bohaterów ciężko się oderwać. 

Znajdź mnie to opowiadania przepełnione intymnością, czyli tym, na czym André Aciman zna się najlepiej. Kontynuacja bestsellerowej książki Tamte dni, tamte noce jest nasączona emocjonalnymi opisami, które tworzą wyjątkowy klimat. Kiedy pisarz opisuje elektryzujące spojrzenia, którymi wymieniają się Samuel i obca kobieta w pociągu, czytelnik czuje na sobie właśnie takie spojrzenie – a przynajmniej ja tak miałam, czytając powieść Znajdź mnie

Historie bohaterów przeplatają się ze sobą, ponieważ Znajdź mnie to obraz życia Elio, Oliviera oraz Samuela (ojca Elio) 20 lat później. André Aciman opisał, w jaki sposób zmienili się i w jakim momencie są główni bohaterowie, których znamy z pierwszej części. Dowiadujemy się, jak potoczyły się ich losy, czy znaleźli miłość swojego życia, czym się zajmują, ale przede wszystkim pisarz obnaża przed czytelnikami ich myśli. A te momentami są bardzo wzruszające.

Nie chcę zdradzać fabuły, więc nie opiszę tutaj nawet zarysu, bo popsułabym Wam całą przygodę z lekturą Znajdź mnie. Dodam tylko, że André Aciman napisał powieść, którą był winny czytelnikom i przede wszystkim bohaterom romansu. Uważam, że to zakończenie, na jakie zasługują Elio, Olivier i Samuel. Tego ostatniego w kontynuacji „Tamtych dni, tamtych nocy” poznajemy lepiej i bardzo dobrze – to mądry życiowo bohater, od którego można się wiele nauczyć. Po zakończeniu Znajdź mnie dopadła mnie radosna nostalgia (o ile w ogóle coś takiego istnieje, ale nie umiem inaczej opisać wrażenia, z którym zostawił mnie włoski pisarz). Polecam, jeżeli chcecie przeżyć wakacyjny romans!

To recenzja redaktorki Glamour.pl, Aleksandry Jóźwiak. A jak powieść André Aciman przypadła do gustu naszym czytelniczkom? 

Znajdź mnie André Aciman –  recenzje czytelniczek Glamour Book Club 

Recenzja Marty

W Tamtych dniach, tamtych nocach zakochałam się od pierwszych stron. Pewnie dlatego, że to historia pełna piękna. Pięknych uczuć, miejsc i ludzi. Historia urwana w taki sposób, że można dopowiedzieć sobie resztę, pomyśleć, wyobrazić sobie co dalej. Więc wyobrażałam sobie dalsze losy Elio i Olivera, aż okazało się, że mogę przekonać się jak widzi je osoba, która ich stworzyła, bo Aciman po wielkim sukcesie pierwszej części, napisał kolejną. 

Trzy perspektywy trzech bohaterów i trzy różne, choć czasami podobne życia. Zaczynamy czytać nie tam gdzie urwała się pierwsza część, tylko dużo dalej. Nie zaczynamy też od tych, którzy byli bohaterami głównymi Tamtych dni, tamtych nocy. Zaczynamy od ojca Elia. Samuel rozwiódł się z żoną, poznał w pociągu młodszą o połowę Mirandę i całkiem przewartościował swoje życie. Zaczął działać impulsywnie, żyć szybko, czasem za bardzo poddając się wpływowi dziewczyny. Można powiedzieć, że był w tym wszystkim naiwny, a można też powiedzieć, że był szczęśliwy z powodu odzyskanego szaleństwa. W każdym razie jest to inny Samuel niż ten poznany choć niezbyt dokładnie w pierwszej części ojciec Elia.

Elia, który z kolei został taki sam, wrażliwy, wierny swoim ideałom, tworzący kolejne związki – na chwilę, wciąż tęskniąc za tym, co go spotkało we Włoszech. Na koncercie poznaje Michaela, sporo starszego od siebie, fascynującego go od początku. Szybko zostają kochankami. W końcu tworząc związek na dłużej i bardzie poważnie, chociaż nie do końca. Są dla siebie jak przyjaciele, kochankowie, Michael jest dla Elia trochę jak opiekun, Elio dla Michaela trochę jak dziecko, ważny, ale przechodni partner na drodze powrotnej do dawnego uczucia. Związki syna i ojca łączy to, że wszystko dzieje się w nich szybko, można mieć wrażenie, że zbyt szybko. 

Najbardziej poukładane życie ma Oliver. Żona, dzieci, dobra praca na uniwersytecie. Słowem dobre życie, ale nie dla Olivera, szukającego czegoś innego, fascynującego się innymi ludźmi, tęskniącego za czymś, co miał zanim przydarzyło mu się to wszystko, zanim się ożenił, został ojcem i profesorem. 

Przez całą książkę czekamy, żeby dowiedzieć się co dalej, dostajemy trzy osobne życiorysy. Dwa z nich łączą się ze sobą ledwie na kilku ostatnich stronach. Znowu jest lato, znowu są we Włoszech. Razem. To trzy historie o różnych życiach, związkach i uczuciach, o miłości, której nie przeszkadza różnica wieku, o znalezieniu pewności co do swojej seksualności. Nie zachwycają tak jak pierwsza część. Czegoś brakuje. Jedno, najważniejsze na szczęście się nie zmieniło. Aciman dalej pięknie opowiada o uczuciach, pokazuje emocje i bliskość między ludźmi. Bohaterowie niby ci sami, mogli wydawać się nieco inni, co nie zmienia faktu, że interesujący i wyjątkowi. Znowu zachwyciłam się pięknem, ale przy tym wszystkim całość trochę mnie rozczarowała. Na szczęście tylko trochę. Poza tym po raz kolejny autor zostawił sobie i nam otwartą furtkę do ewentualnej kontynuacji. Może doczekamy się trylogii.


Reżyser „Tamtych dni, tamtych nocy” nakręcił serial o nastolatkach. To będzie hit! Zobaczcie teaser >>>


Recenzja Katarzyny

André Aciman jest mistrzem przelewania na papier emocji i uczuć, co udowodnił przy książce Tamte dni, tamte noce. Po dłuższym czasie powraca do bohaterów znanych z tego bestsellera. Znajdź mnie ukazuje dalsze losy Elia i Oliviera, choć nie w takim stopniu, w jakim oczekiwałam.

Książka składa się z czterech opowiadań. Ku mojemu zdziwieniu pierwsza historia dotyczy ojca Elia, Samuela. To właśnie ona spodobała mi się najbardziej. Niespodziewane spotkania stają się zaczątkiem nowych relacji, budzą się dawne uczucia. Największą zaletą powieści jest niewątpliwie styl Acimana, który sprawia, że czytanie staje się niezwykłą przyjemnością.

Subtelne opisy, trafne przemyślenia, wytworzony klimat i dbałość o detale wywołują w czytelniku emocje. Relacji między Elio a Olivierem zostaje poświęcona mniejsza część lektury, co wywołało we mnie zawód. Autor ponownie stworzył świat pełen metafor i artyzmu, w którym chce się pozostać.

Znajdź mnie to opowieść nie tylko o odmianach miłości, ale także o człowieczeństwie, zagubieniu i niespełnionych pragnieniach. Każdy może odebrać ją inaczej w zależności od tego, na jakim etapie życia się znajduje i to właśnie jest jej piękno – oddziaływanie na czytelnika i jego emocje.


Timothée Chalamet i Armie Hammer powrócą w 2. części „Tamte dni, tamte noce”? Reżyser Luca Guadagnino zabrał głos w tej sprawie! >>>


Recenzja Anny

Klątwa słynnych kontynuacji polega głównie na presji, by owa druga część nie zaniżyła poziomu pierwszej. W historii wielu dzieł mamy wiele przykładów, gdzie po zapierającej dech w piersiach części pierwszej, druga okazywała się kompletnym niewypałem. Na szczęście książka Znajdź mnie jest tego całkowitym przeciwieństwem. Nim przejdę do swoich refleksji na jej temat dodam, że nie czytałam Tamtych dni, tamtych nocy, lecz jestem fanką ekranizacji tego tytułu, zatem wątek bohaterów znam doskonale.

Znajdź mnie to historia bohaterów wspomnianych wcześniej przeze mnie Tamtych dni, tamtych nocy 20 lat później. Książka składa się z czterech rozdziałów, gdzie w każdym z nich kolejno poznajemy dalsze losy Samuela (ojca Elia), Elia, Olivera, by wreszcie na końcu dowiedzieć się, czy płomienne uczucie dwóch kochanków przez dwie dekady nie zdążyło wygasnąć. Kiedy Samuel, dojrzały, rozwiedziony mężczyzna, profesor filologii klasycznej spotyka przypadkiem w pociągu dużo młodszą od siebie Mirandę – kobietę niezależną, ale jednocześnie szukającą swojego miejsca w życiu nie spodziewa się, że te kilka wspólnych godzin w pociągu na zawsze odmieni jego życie. Podobnie jak w przypadku Elia – pianistę, który wykłada w jednym z konserwatoriów muzycznych, który pewnego dnia poznaje dużo starszego od siebie Michela na jednym z koncertów w kościele. Czy jednak jego serce już nie bije dla dojrzałego Olivera, męża, ojca, wykładowcy college’u w Nowej Anglii?

Dla mnie osobiście książka jest przede wszystkim piękną opowieścią o ogromnej sile miłości, która nie zna granic, czasu, wieku, czy płci. Uważam, że nawet odważne i szczegółowo opisane sceny intymne nie powodują uczucia zgorszenia, a pozwalają jeszcze bardziej zagłębić się w ogrom uczucia, który kierował naszymi bohaterami – szczerze kibicowałam im wszystkim. Znajdź mnie to także doskonały przykład relacji międzyludzkich. O tym jak kochając możemy być jednocześnie szczęśliwi i ranieni. O tym, jak o pewnych rzeczach wiemy doskonale, choć czasem próbujemy udawać, że nie istnieją. A także o tym, że należy słuchać własnego serca niezależnie od tego, jakie abstrakcyjne rozwiązania w życiu podpowiada. Szczęście i miłość to coś, co nie ma terminu ważności – po przeczytaniu tego tytułu przekonałam się jeszcze bardziej. Osobiście jestem fanką właśnie tego typu powieści – opartych na życiu, ludzkich problemach, z wątkami sercowymi, które pozostawiają w tym wszystkim ważne przesłania. Dlatego osobom, którzy podzielają moje zdanie mówię, że Znajdź mnie to pozycja obowiązkowa.

Oprócz fabuły jak to w książce bywa autor doskonale opisuje każdą przestrzeń, którą przedstawiają nam bohaterowie dzięki czemu jeszcze bardziej możemy się przenieść w ich mały, intymny świat. Czy coś mnie rozczarowało? Za dużo powiedziane – może zabrakło dokładnego wyjaśnienia ostatecznych losów niektórych drugoplanowych bohaterów. Poza tym ucieszyło mnie zakończenie, którego nie chcę zdradzać z racji pozostawienia tego wrażenia czytelnikowi.


Klub Książkowy Glamour: Nasze czytelniczki przeczytały książkę „Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów” autorstwa Deborah Feldman [Recenzje] >>>