2019 rok zaczęłam od zmian. I chyba pierwszy raz w życiu (mam 29 lat) udało mi się wytrwać w jednym postanowieniu tak długo. Co więcej, nowe rytuały stały się częścią mojej codzienności i nie wyobrażam sobie, żeby teraz było inaczej. Od siedmiu miesięcy stawiam na świadomą pielęgnację. Czyli sięgam tylko po takie produkty, które mogą sprawdzić się w przypadku mojej cery. Analizuję składy, edukuję się na forach i grupach internetowych, gdzie swoimi spostrzeżeniami dzielę się z innymi dziewczynami. Do popularnych drogerii praktycznie nie zaglądam, a jeśli już, to w poszukiwaniu pojedynczych perełek. Jak na tym wychodzę? Nie pamiętam, kiedy moja cera była w tak dobrej kondycji jak obecnie (a bywało bardzo źle, uwierzcie mi). Oczywiście, wpływ na to ma również świadoma dieta oraz zioła, w których magiczną moc również uwierzyłam stosunkowo niedawno, ale to temat na osobny artykuł. Mam obecnie kilka sprawdzonych produktów, które stosuję zamiennie i nie wyobrażam sobie, żeby zabrakło ich w mojej codziennej pielęgnacji. Kto wie, może sprawdzą się i Was (bo zaszkodzić, na pewno nie zaszkodzą!).

Zobacz także: Wegańskie kosmetyki: Co to za produkty? Czego nie mają w składzie? Co oznacza, że są wege?

Olejek do demakijażu Miya Cosmetics my SUPERskin, ok. 30 zł

Od niego zaczynam demakijaż. Wystarczy naprawdę niewiele, by usunąć podkład oraz tusz do rzęs (u mnie zazwyczaj to jest na twarzy), więc jest naprawdę bardzo wydajny. Nie zapycha (a mam cerę z takimi skłonnościami), nie podrażnia (wiele kosmetyków mi to robiło) i ma bardzo ładny skład. Olejek z nasion malin, olejki z pestek moreli, abisyński, ze słodkich migdałów, a także witaminę E. Bez żadnych silikonów, parafiny i PEG-ów, które kiedyś - niestety - w kosmetykach, których używałam pojawiały się cały czas.

Pianka myjąca Feel Free, ok. 20 zł

To mój drugi krok, zaraz po olejku. Usuwa resztki makijażu i pozostawia moją twarz w pełni oczyszczoną. Między innymi dzięki temu produktowi stałam się wielką fanką pianek i nie wyobrażam sobie, żebym mogła zamienić je teraz na żel. Skład jest oczywiście na medal, a co więcej - pianka ma certyfikat EcoCert, co świadczy o najlepszej jakości.

Oczyszczająca emulsja z jarmużem Nourish Kale 3D Cleanse, ok. 150 zł

Ta boska emulsja to moja droższa alternatywa dla Feel Free. Wierzcie lub nie, ale oczyszczenie twarzy tym produktem to istna przyjemność. Nakładam na wilgotną twarz niewielką ilość, a rozprowadzając ją po skórze po chwili dzieje się magia – dosłownie, bo jej kolor staje się zielony (w końcu jarmuż).

Różano-rumiankowa mgiełka tonizująca Lulu & Boo Organics, ok. 100 zł

Zanim trafiłam na to cudo, wypróbowałam wiele toników i hydrolatów. Uwielbiałam rozmarynowy, ale zauważyłam, że przesusza, więc z bólem serca odstawiłam. Teraz z kolei z bólem serca odkładam na półkę pustą buteleczkę brytyjskiej marki Lulu & Boo, bo jej zawartością spryskiwałabym twarz przynajmniej kilkanaście razy dziennie (gdyby cena była niższa, na pewno tak bym robiła). Dla wrażliwej, problematycznej i wymagającej nawilżenia cery to lek na cale zło!

Krem do cery normalnej i mieszanej Achillea Szmaragdowe Żuki, 89 zł

Jeszcze do niedawna wydawało mi się, że nigdy nie znajdę odpowiedniego kremu dla mojej mieszanej, wrażliwej, z tendencją do niedoskonałości i zapychania porów. A jednak! Krem polskiej marki Szmaragdowe żuki, zamknięty w szklanej(!) buteleczce zdecydowanie wart jest swojej ceny, cudownie nawilża, faktycznie nie zapycha, a w dodatku genialnie sprawdza się pod makijażem (w moim przypadku mineralnym).

Zobacz także: Cera trądzikowa - 7 rzeczy, których NIE WOLNO Wam robić, jeśli macie problem z trądzikiem