Jeśli śledzicie Lenę Dunham, na pewno zauważyliście, że nie jest to osoba, która przejmuje się tym, jak wygląda i co mówią o niej inni. A ona sama nie ma problemu mówić głośno o tym, co myśli, nawet jeśli dotyczy to bardzo delikatnych, często trudnych tematów, jak choćby samoakceptacja czy cielesność. Najlepszym tego przykładem jest serial, którego Dunham jest twórczynią, czyli Girls. Choć jego emisja zakończyła się w 2017 roku, przez pięć lat i przez sześć sezonów Lena próbowała nas przekonać, że nasze życie nie musi za wszelką cenę przypominać tego z Seksu w wielkim mieście. Co więcej - nigdy nie będzie go przypominać i to jest ok. Serial stworzony przez Lenę otworzył (a przynajmniej mamy taką nadzieję) był przepełniony nagością, odważnymi scenami seksu, a także problemami, normalnymi - nie banalnymi - z którymi zmaga się większość dziewczyn. Ale teraz okazuje się, że kiedy Lena realizowała, a także grała w serialu Girls razem z Allison Williams, Jemimą Kirke, Zosią Mamet i Adamem Driverem (który dzięki tej produkcji zaczął grać u najlepszych reżyserów, czyli Jima Jarmusha czy Spike'a Lee i doczekał się pierwszej w karierze nominacji do Oscara), nie do końca czuła się tak, jak wydawało nam się, że się czuje. Mimo, że epatowała nagością i zdecydowanie nie przeszkadzały jej dodatkowe kilogramy, był to efekt niezbyt "zdrowego" podejścia, które udało jej się zmienić dopiero po trzydziestce.

Tej instagramerce zarzucono, że nie zasługuje na tak przystojnego męża bo... jest za gruba >>>

Szczere wyznanie Leny Dunham, które powinna sobie wziąć do serca każda z nas

Lena zamieściła na swoim Instagramie post ze zdjęciem, na którym pozuje w samej bieliźnie, a także wpisem, dzieląc się przemyśleniami, jak zmieniło się jej podejście do wielu rzeczy. Przede wszystkim do jej relacji z innymi ludźmi. Czytając jej słowa, dokładnie rozumieliśmy, co miała na myśli, pisząc, że kiedyś bardzo zależało jej na tym, by dać od siebie ludziom jak najwięcej, nie otrzymując nic w zamian. Co więcej, ludziom, którzy tak naprawdę niczego od niej nie chcieli. Komu z nas nie towarzyszą tego typu rozterki i kto z nas przynajmniej raz w życiu nie czuł się źle z tego powodu. Mimo, że Lena nie napisała tego wprost wiemy, co miała na myśli. Nie musimy lubić wszystkich. I nie wszyscy muszą lubić nas. Chodzi o to, żeby akceptować się wzajemnie, ale to nie jest możliwe, bez akceptacji samego siebie. Swojego wyglądu, swojej wagi, swoich wag, przekonań. Jeżeli z którąś z tych rzeczy czujemy się źle, tak naprawdę nigdy nie będziemy żyć tak, jak powinniśmy. Bierze się to również z tego, jak napisała Lena, że cały czas chcemy czegoś więcej, a mamy problem z tym, by przyjąć to, co tak naprawdę nam wystarcza. Lenie takie myślenie "włączyło się" dopiero, mając 32 lata. Skończy je dokładnie 18 maja. Wy możecie dojść do podobnych wniosków znacznie szybciej. A słowa Leny niech będą dla Was motywacją. 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

I’ve spent a lot of time in this life feeling like too much. Too hungry. Too anxious. Too loud. Too needy. Too sick. Too dramatic. Too honest. Too sexy (jk lol.) I was always sent the message, in insidious ways, that I took up too much room and demanded too much from life and sometimes gave too much to people who didn’t want any at all. But something has changed, and it started when I realized: I don’t have to be *for* everybody, and that for the right people, my too much is just enough. My too much also means I have room for their too much and we can take turns too muching all over each other. At 32: I weigh the most I ever have. I love the most I ever have. I read and write and laugh the most I ever have. And I’m the happiest I’ve ever been. Not the frail, precarious happiness of “things are going perfectly.” The big, generous, jiggly happiness of “I think I’m finally starting to get the hang of this.” Not too much... Just enough.

Post udostępniony przez Lena Dunham (@lenadunham) Lut 26, 2019 o 3:07 PST