Problem z "tańszymi" markami-bliźniaczkami polega na tym, że często wcale nie są one tanie. Dowód? Za torbę z tej linii należało zapłacić ok. 500 dolarów. Za małą czarną od Karla Lagerfelda - ponad 300 dolarów. Oczywiście to o wiele bardziej przystępne ceny niż np. 1800 dolarów za żakiet Chanel, ale i tak trudno ustawić je w jednym rzędzie z sieciówkami. 

Ceny muszą być wysokie, bo ich jakość jest wyższa - to podstawowy argument, z którym trudno się nie zgodzić. Najwidoczniej jednak grupa osób, które mogą sobie pozwolić na tak wysoką jakość i (bądźmy szczerzy) płacenie za nazwisko projektanta na metce, nie jest wystarczająco szeroka. Marc Jacobs postanowił więc przyłączyć linię Marc by... do "dużego" Jacobsa i zaproponować swoim klientom szerszą ofertę, ale na poziomie luksusowym. Jego założenie jest proste - w kolekcjach pojawiać się będą zarówno elementy z najwyższej półki (o adekwatnie wysokich cenach), jak i rzeczy bardziej dostępne. Nie zamierza rezygnować m.in. z t-shirtów z nadrukami. Ich cena to ok. 30 dolarów.

Wciąż pozostaje jednak wiele niewyjaśnionych kwestii. Jaka rola przydzielona zostanie Katie Hillier i Luelli Bartley? Marka zostaje zamknięta po 3 sezonach współpracy z dyrektor kreatywną i projektantką kobiecej linii Marc by Marc Jacobs. Projektant nie wyjaśnił jeszcze, jak zamierza rozwiązać tę kwestię. Wygląda jednak na to, że Katie Hillier (dyrektor kreatywna) może być spokojna o pozostanie w firmie.