„Menu”: gwiazdorska obsada, wysmakowana fabuła

Koncept „Menu” jest genialny w swej prostocie. Oto na niewielką wyspę u wybrzeży Pacyfiku przybywa garstka wybrańców – tych, którzy dostąpili zaszczytu, by móc przestąpić progi ekskluzywnej restauracji, w której króluje wybitny szef kuchni Julian Slowik (Ralph Fiennes).

Do brzegu przybijają: młoda para – Margot (doskonała Anya Taylor-Joy) i Tyler (cudowny Nicholas Hoult, czyli wasz ukochany Piotr z serialu „Wielka”), wyrafinowana w słowie krytyczka kulinarna Lillian Bloom (Janet McTeer) i jej służalczo-pochlebczy redaktor Ted (Paul Adelstein), uważający się za smakosza gwiazdor filmowy (John Leguizamo) z asystentką (Aimee Carrero). Na dokładkę mamy parę stałych bywalców Hawthorna (Judith Light i Reed Birney), a na deser uprzywilejowanych (i rozsmakowanych w swym uprzywilejowaniu) startupowców: Bryce’a (Rob Yang), Sorena (Arturo Castro) i Dave’a (Mark St. Cyr).

Statek odpływa, goście ochoczo podążają za swą przewodniczką po tym niesamowitym kulinarnym doświadczeniu, które dla nich przygotowano. Oblizują się na samą myśl o swej elitarności. Jeszcze nie zasiedli do stołu, a już ślinka im cieknie na myśl o specjałach, które zostaną im zaserwowane. Ostrzą sobie zęby na doznania, które ich czekają. Ach, gdyby tylko wiedzieli, że apetyt stracą dość szybko, a wykwintna kolacja zamieni się w wysublimowany horror...

„Menu”: twórcy i inspiracja historii

Kilka lat temu, podczas wizyty w norweskim Bergen, scenarzysta Will Tracy („Sukcesja”) wybrał się do wytwornej restauracji na pobliskiej prywatnej wyspie. „Mam lekką klaustrofobię i kiedy usiedliśmy do jedzenia, zobaczyłem, że łódź, która nas przywiozła, odpływa” –  wspomina Tracy. „To była mała wyspa. I nagle stwierdziłem, że utknęliśmy tu na cztery godziny bez wyjścia. A co jeśli zdarzy się coś złego?” – tymi słowami dystrybutor mówi o historii, która zainspirowała scenariusz „Menu”. Cóż, trzeba przyznać, że autor tej opowieści spisał się na medal. Razem z Stehem Reissem („Late Night with Seth Meyers") Will Tracy stworzył scenariusz, któremu należą się nagrody.

Produkcją zajęli się: Adam McKay („Nie patrz w górę”), Betsy Koch i Will Ferrel. Za kamerą stanął Mark Mylod, reżyser telewizyjny wyróżnionych nagrodą Emmy seriali takich jak „Gra o tron” i „Sukcesja”. Jak wypadło?

„Menu”: satyra tak ostra jak nóż szefa kuchni

Gdybym mogła wybrać, nigdy nie żyłabym w czasach, w których szefowie kuchni stali się gwiazdami, idolami mas. Bo to znaczy, że czasy są niemądre, nazwijmy to delikatnie. Dla osoby, która – tak jak ja – nie jest foodie (tak, wiem, obecnie to zbrodnia) i uważa, że są w życiu rzeczy znacznie ważniejsze i bardziej fascynujące od jedzenia, snobizm kulinarny był zawsze najśmieszniejszym ze wszystkich innych. I w ów snobizm został w filmie „Menu” perfekcyjne rozczłonkowany. Ale nie martwcie się, jeśli należycie do tych, którzy jedzenie kochają. Oglądając najnowszą produkcję Anyą Taylor-Joy, Ralphem Fiennesem i Nicholasem Houltem także będziecie usatysfakcjonowani!

Poza obśmianiem wyszukanych podniebień Mark Mylon ma w „Menu” bowiem jeszcze inne pozycje warte uwagi. Mroczny, pełen napięcia klimat, bezpardonowe poczucie humoru, odrobina absurdu, szczypta ironii... Sekretnym składnikiem zaserwowanego na ekranie, doskonałego filmowego dania okazała się jednak satyra wychodząca poza ramy przedstawionej rzeczywistości . Ostra jak nóż szefa kuchni, bezlitosna, chwilami groteskowa, trafiająca w czułe punkty.

Zobacz także:

Ostatecznie „Menu” to bowiem rzecz o tym, jak dajemy się robić w balona. Lubiąc to, co lubić należy, nie potrafiąc powiedzieć „dość”, „sprawdzam”, przejąć kontroli. Karnie naśladując tłum, jednocześnie próbując być wyjątkowym. Siląc się na mądre słowa, wszystkie te „ę” i „ą” w pościgu za eksluzywnością. Dając sobie wmówić, że jedyna właściwa opcja to ta modna.

 „Menu”: zwiastun, który rozbudza apetyt. Kiedy premiera?

Już po obejrzeniu trailera „Menu” wiedziałam, że szykuje się uczta, na którą chcę dostać zaproszenie. Że rozkosz osiągnie najwyższy poziom, choć ominie kubki smakowe... Nie pomyliłam się ani trochę. Parafrazując słowa jednej z bohaterek, na obiad rzeczywiście podano roleksy. W przepysznym, bardzo pikantnym sosie.

W kinach od 18 listopada, tymczasem zobaczcie, o czym mowa.