Rozpoczęcie studiów to jeden z najważniejszych momentów w życiu. Zmienia się wtedy może nie wszystko, ale bardzo wiele - miejsce zamieszkania, znajomi, stan konta, a także cele i plany na przyszłość. Nic dziwnego, że w związku z tym pojawia się wiele obaw. Czy sobie poradzimy w zupełnie nowym otoczeniu? Czy zostaniemy zaakceptowani? Czy nie zabraknie nam pewności siebie, nawet, jeśli w liceum nie mieliśmy z tym problemu? Podobne wątpliwości miała również Michelle Obama, była pierwsza dama Stanów Zjednoczonych. Wiemy to z jej bardzo osobistego wpisu na Instagramie, gdzie śledzi ją ponad 20 milionów osób z całego świata. I właśnie dla sporej ilości ludzi spośród tych 20 milionów, zwłaszcza tych młodych rozpoczynających studia, publikacja Michelle może być bardzo motywująca. Dlaczego?

Nie dość, że żona Baracka Obamy podzieliła się tym, jak wyglądała będąc studentką uniwersytetu Princeton, to jeszcze opisała, jakie emocje jej wówczas towarzyszyły: 

To ja w Princeton na początku lat osiemdziesiątych. Wiem, że bycie studentem pierwszego roku może być przerażające, ponieważ było dla mnie straszne. Ja czarnoskóra i pochodząca z robotniczej dzielnicy w Chicago, znalazłam się w Princeton, które było generalnie pełne białych i zamożnych osób. Miałam to szczęście, że nie wyróżniałam się ani w tłumie, ani klasie z powodu koloru mojej skóry. Ale to dlatego, że znalazłam bliskich przyjaciół i mentora, który dał mi pewność do bycia sobą. Pójście do college'u to ciężka praca, ale każdego dnia spotykam ludzi, których życie mocno zmieniło się pod wpływem edukacji, tak samo, jak moje. Moja rada dla studentów to być odważnym i trwać w tym.

Jesteśmy przekonani, że te słowa Michelle Obamy są dla wielu dokładnie tym, co potrzebowali przeczytać. Szczególnie, od takiego autorytetu. Bo mimo, że żona Baracka Obamy nie pełni już funkcji publicznej, ciągle pozostaje jedną z najbardziej podziwianych i lubianych Amerykanek. 

ZOBACZ TAKŻE: Oto dowód na to, że świat wciąż kocha Michelle Obamę!