Był upalny letni dzień, środek mojego urlopu. Spędzałam go w mieście gdzie panuje 80% wilgotność i wtedy nawet nie myślałam, że niebawem zacznę znowu nosić zabudowane sukienki, ciepłe kardigany, a Birkenstocki schowam do szafy na dobre kilka miesięcy. Korzystając z uroków dni wolnych rzadko zerkałam na Instagrama, w tamtym czasie zapisałam w ulubionych tylko jedno zdjęcie, które rzuciło mi się w oczy. Był to post modelki Cecilie Moosgaard Nielsen (@ceciliemoosgaard), zdjęcie jej stylizacji, niby nic ciekawego. A jednak – czarne klapki, torebka w tym samym kolorze, przeciwsłoneczne ciemne okulary i sukienka na punkcie której oszalałam. Pomyślałam wtedy „wow”, jest prosta, ale jednocześnie efektowna, ma rękawy zakrywające ramiona i idealną długość. Sam design podpowiadał mi raczej, że to coś super drogiego, ale mimo to miałam nadzieję, że jednak okaże się dostępna cenowo. W końcu Cecilie i jej siostra Amalie, także modelka, lubią miksować ubrania od znanych projektantów, francuskich i skandynawskich brandów, z tymi z sieciówek. Niestety marka nie została podpisana, ale w komentarzach jedna z jej obserwatorek zapytała, czy to sukienka z Zary, co ku mojej radości potwierdziła Cecilie!

Moje ostatnie największe kosmetyczne odkrycie kosztuje 8,99 zł i zawdzięczam je koleżance z redakcji
 

Sukienka z Zary – mój must have na jesień-zimę 2019/2020 i nie tylko

Po powrocie do Polski przeszukałam sklep internetowy hiszpańskiej sieciówki i nie tylko trafiłam na tę, której szukałam, ale przy okazji znalazłam sporo innych sukienek w tym klimacie. Różnią się długością, dekoltem, rękawami, ale wszystkie łączą falbany. No i wszystkie pochodzą z Zary. Chociaż w tym roku ograniczyłam kupowanie nowych rzeczy (SERIO!), takiego klasyka i jednocześnie „samograja” potrzebowałam. Ta sukienka nie potrzebuje praktycznie żadnych dodatków, sama robi wrażenie, a do tego jest superwygodna. Nawet nie widać, że się gniecie, dzięki marszczeniom przy szwach, a do tego wykonana jest z przyjemnej popeliny i ma ładnie eksponujący szyję dekolt. Ratuje za każdym razem, gdy ma się gorszy dzień i nie wie się, co założyć do pracy/szkoły/na spotkanie. Ja noszę ją z ciężkimi Martensami i złotą biżuterią, ale sprawdzi się też do butów na obcasie, kiedy będzie wymagała tego bardziej uroczysta okazja i do wysokich kozaków, kiedy zrobi się chłodniej. Zresztą, cokolwiek do niej dobierzecie, będzie wyglądać dobrze. I jesienią i wiosną (patrz przykład Cecilie). Nigdy w żadnej innej sukience nie dostałam tylu komplementów od znajomych, koleżanek z pracy czy obcych ludzi (rodzina i przyjaciele się nie liczą, są nieobiektywni ;)). Z kim nie rozmawiałam obstawiał, że to design prosto od jakiegoś projektanta, że wygląda na droższą i na pewno nie z Zary (jakkolwiek to brzmi). Zostałam nawet zaczepiona w sklepie, w firmowej kuchni i na branżowej imprezie. I każdej z tych pytających o markę osób, doradziłam żeby ją kupić. Nie jest może najtańsza (199 zł), ale ja nie rozstanę się z nią przez kilka najbliższych sezonów. A to lepsze niż kupowanie co jakiś czas kolejnej nowej (bo taniej), sukienki.

Dziś noszą ją już (bynajmniej nie przeze mnie!) stylistki, inne redaktorki i influencerki, m.in. Kinga Litwińczuk, autorka Style On, a w galerii znajdziecie podobne modele, które wyszukałam w Zarze. Dla mnie jednak najmodniejsza sukienka sezonu została już oficjalnie wybrana i dobra wiadomość jest taka, że wciąż jeszcze dostępna jest w pełnej rozmiarówce. Nie ma za co!

Zobacz także: To najlepiej wydane 189 zł na kosmetyki! Odkryłam produkt, którego szukałam od dawna