Praktycznie nie potrafimy już bez nich żyć. Urządzenia dają nam wszystko, czego pragniemy – kontakt ze światem, możliwość zarabiania i rozrywkę. 79% z nas ostatnie pół godziny dnia spędza w towarzystwie smartfona lub tabletu. Rano, jeszcze w łóżku, przeglądamy powiadomienia w telefonie i nurkujemy w social mediach. Popołudniami Netflix i gry. Co z tego wynika?

Niebiescy atakują

Dermatolodzy w Wielkiej Brytanii zauważyli, że do ich gabinetów trafia coraz więcej młodych pacjentek w wieku 16–25 lat z przebarwieniami skóry. W dodatku pojawiają się one przez cały rok, a nie tylko kiedy słońce czyni w tym względzie spustoszenie. Wniosek? Co z tego, że nie wystawiamy twarzy na słońce, skoro praktycznie przez prawie 12 godzin dziennie narażamy skórę na jeszcze gorsze promieniowanie – niebieskie HEV (High Energy Visible Light) emitowane przez monitory? Ma krótką długość fali, co oznacza, że dociera do tej warstwy, w której są uśpione melanocyty, i aktywuje hormon odpowiedzialny za produkcję melaniny. Oczywiście HEV robi też więcej zła – uszkadza DNA, sprawia, że kolagen szybciej się „wysusza” i do niczego się nie nadaje (może dlatego kolejnym trendem nadchodzącym właśnie z Chin jest suplementacja kolagenu w każdej postaci?). Nasza skóra jest dziś narażona na podwójną ilość promieniowania. Dodatkowo na  ulicy atakuje nas smog i potrzebujemy przed nim solidnej ochrony. W domu atakuje nas niebieskie światło, a więcej czasu spędzamy przed monitorami niż śpiąc!

Netflix – wciągające seriale, które warto nadrobić, siedząc w domu >>>

Kac digitalowy

Te nadliczbowe godziny przed monitorem to nie tylko ryzyko przebarwień, ale też uszkodzeń skóry. W megaskrócie – promieniowanie elektromagnetyczne, podgrzewając skórę, uszkadza jej białka i przesusza porównywalnie z dużymi dawkami alkoholu. Czujesz, że np. po długotrwałym przebywaniu w towarzystwie laptopa masz rumień? To nie ekscytacja nowym odcinkiem serialu. To oznaka przewlekłego zapalenia, nic śmiesznego – przestrzega dr Howard Murad, nowojorski dermatolog specjalizujący się w zapalnych uszkodzeniach skóry. Cera po kilkugodzinnym maratonie w towarzystwie light blue wygląda jak zombie z Netfliksowego koszmaru. Potrzebuje dotlenienia, nawilżenia i poprawy ukrwienia. Dodatkowo uszkodzenia bariery naskórkowej mogą być przyczyną alergii. Chirurdzy z kolei zwracają uwagę na to, że długotrwałe przebywanie w pozycji z opuszczoną głową obniża napięcie mięśni szyi i żuchwy, więc digitalomaniaczkom szybciej „siada” owal twarzy!

Cyfrowy smog

Promieniowanie elektromagnetyczne, emitowane przez urządzenia, powoduje też niekorzystną jonizację powietrza (to dlatego elektrosprzęty przyciągają kurz). Twój „rozmagnesowany” i suchy naskórek w taki sam sposób przyciąga zanieczyszczenia, kurz i dym nikotynowy. Dlatego tak ważne jest oczyszczanie skóry, nawet gdy nie nosisz makijażu.

„Miłość jest ślepa” - powstanie 2. sezon popularnego reality show Netflixa >>>

Ekipa sos

Jak sobie radzić z objawami „digitalowej” cery? Najprościej – nakładając sobie limit godzin spędzonych ze smartfonem (ha, ha, ha!). No i są jeszcze kosmetyki. Przed smogiem zewnętrznym możesz się chronić, stosując „tarczę ochornną”, czyli Hydro Sensitia (Iwostin, 50 zł,).  Z kolei przed światłem monitorów zabezpieczysz skórę produktami z filtrem anty-HEV, np. Skinovage Vitalizing Serum (Babor, 248 zł). Przesuszoną, „skacowaną” cerę nawodnij maską Drink Up 10 Minute (Origins, 89 zł) z wodą lodowcową. W profilaktyce przebarwień sięgnij po krem Fenomen C (Perfecta, ok. 25 zł) z potrójną formą witaminy C lub kurację DermoRevital (Eveline, 29 zł) z dodatkiem złuszczającego kwasu glikolowego. Kuracja w ampułkach z koenzymem Q10 (Nivea, 22 zł) pomoże na zmarszczki grawitacyjne twarzy i szyi, które powstają w wyniku pochylania głowy.