Przez ostatnie dni cała Polska żyła sprawą kota maltretowanego metalowym prętem przez 20-letniego oprawcę. Film, nagrywany przez partnerkę mężczyzny, który bije stworzenie, pojawił się w sieci. Dzięki szybkiej reakcji OTOZ Animals Kwidzyn, sprawa trafiła na policję. Zanim ta ujęła sprawców, oni sami postanowili oddać się w ręce służb. Grozi im kara do 5 lat pozbawienia wolności. Niestety nie wiadomo, co z poszkodowanym kotem, możliwe, że nie przeżył bestialskiego ataku Mateusza B. z Prabut w woj. pomorskim.

To tylko jeden z dramatycznych przykładów tego, że dzięki błyskawicznemu działaniu i zaangażowaniu ludzi, którym leży na sercu dobro zwierząt, oprawcy kotów, zwierząt i innych żywych stworzeń nie pozostają bezkarni. Na straży godności zwierząt stoją też takie organizacje społeczne, jak Fundacja Na Rzecz Ochrony Praw Zwierząt EX LEGE czy Fundacja Viva!. Niestety, możliwe, że już niedługo ich działalność będzie mocno okrojona. Tego domagają się politycy Konfederacji, Kukiz’15 oraz PSL. Projekt parlamentarnego zespołu ds. ochrony zwierząt, praw właścicieli zwierząt oraz rozwoju polskiego rolnictwa proponuje zmiany w obecnych przepisach, które mają gwarantować „skuteczne i szybkie przywracanie zwierząt właścicielom w przypadku ich uniewinnienia lub umorzenia postępowania”. Posłowie Kukiz’15 domagają się, aby procedura odbierania zwierząt każdorazowo konsultowana z lekarzem weterynarii. Co oznacza, że ostateczna decyzja, czy np. pies może zostać zabrany właścicielowi będzie zależała od opinii lekarza, bez możliwości odwołania się. Co więcej, poszkodowane zwierzęta miałyby trafiać nie do kliniki weterynaryjnej, a od razu do schroniska.

Od teraz za porzucenie psa lub kota grozi w Polsce kara pozbawienia wolności

Polscy posłowie chcą ograniczyć działalność organizacji ratujących zwierzęta 

Zgromadzeni na posiedzeniu parlamentarnego zespołu politycy argumentowali swoje pomysły tym, że organizacje działają na niekorzyść właścicieli zwierząt. – Obecnie można odebrać rolnikowi wszystkie zwierzęta, a on z tego żyje. To nie jest tak, że on trzyma je dla własnego hobby. I rolnicy upadają. Jak ktoś ma psa czy kota, jest z nim związany, odbiera się te zwierzęta. I wtedy zwierzęta cierpią i cierpią ich właściciele, a później latami tych zwierząt nie można odzyskać – mówił poseł Jarosław Sachajko z Kukiz’15. Bardziej stanowcza w swoich argumentach była Renata Beger, dawna posłanka Samoobrony, a dziś członkini Polskiego Związku Zawodowego Rolnictwa. – Jeśli któraś z organizacji wtargnie na moją posesję, to nie ręczę za siebie – miała zwracać się do aktywistów podczas gorącej dyskusji Beger.

Gdyby nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt weszła w życie, pomoc organizacji, odbierających oprawcom ponad 800 zwierząt rocznie, mogłaby być w wielu przypadkach niemożliwa. Powiatowy Lekarz Weterynarii, czyli urząd, który miałby decydować o możliwości jakichkolwiek czynności względem zwierzęcia, to urząd pracujący od poniedziałku do piątku od 8 do 15. – Zwierzę może konać, wszyscy mają na to patrzeć i nie mogą nic zrobić – stwierdził Michał Kazimierczak z Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt. Z kolei Konrad Kuźmiński, ten sam, który zaangażował się w sprawę maltretowanego kota z woj. pomorskiego, zauważa, że jeśli nowe przepisy wejdą w życie, organizacje „nie będą odbierać żywych zwierząt, ale zwłoki”.

W odpowiedzi na nowe pomysły posłów PSL, Konfederacji i Kukiz’15 powstała petycja, która na ten moment liczy już ponad 80 tysięcy podpisów. Znajdziecie ją TUTAJ.