Nie dla wszystkich opuszczenie gali z pustymi rękami jest łatwe do przełknięcia. Zwłaszcza, jeśli ktoś zdaje sobie sprawę, że nigdy nie zdobędzie Oscara, bo zajmuje się czymś zupełnie innymi, niż filmem. Są jednak desperaci, którzy nie odpuszczają i po prostu wychodzą z... nagroda należącą do kogoś innego. Nie wierzycie? Taka sytuacja miała miejsce w trakcie Oscarów 2018.

Frances McDormand nagrodzona za najlepszą rolę kobiecą w produkcji Trzy Billboardy za Ebbing, Missouri nie podejrzewała, że pozostawiając złotą statuetkę na stole bez opieki podczas pooscarowej imprezy Governor’s Ball, rozstanie się z nią na dłuższą chwilę.

ZOBACZ TAKŻE: Dlaczego noc oscarowa znowu należała do Jennifer Lawrence? >>>

Gdyby nie czujność jednego z fotoreporterów, który zwrócił uwagę na złodzieja udającego się do wyjścia z nie swoim Oscarem w dłoni, ten oddaliłby się i nagroda McDormand mogłaby bezpowrotnie przepaść. O kim mowa? O Terry'm Bryancie, który ma długą historię jako stalker gwiazd lansujący się w ich cieniu: w sieci krążą tajemnicze ujęcia mężczyzny u boku Halle Berry czy Beyoncé, o których same artystki nie miałyby zbyt wiele do powiedzenia.

Jak podaje zagraniczna prasa, mężczyzna podszywający się pod producenta bez skrępowania prezentował się ze skradzionym wyróżnieniem, tłumacząc napotkanym gościom, że otrzymał je w nieistniejącej naprawdę kategorii (Najlepszy Producent). Zanim wpadł w ręce policji zdążył zrobić sobie z nagrodą kilka selfie i film, z którego jasno wynika, że mimo iż nie należała ona do niego, chwilowe bycie w jej posiadaniu okazało się dla niego warte ryzyka.

Tym samym zdjęcia Gary’ego Oldmana, prawdziwego triumfatora oscarowej nocy (zdobył statuetkę dla najlepszego aktora), który przechwycił zaginiony łup i wręczył go poszkodowanej, obiegło internet z szybkością godną samej gali, czyniąc jednocześnie McDormand pierwszą aktorką, w której ręce ten sam Oscar trafił dwukrotnie. Podwójne brawa!

ZOBACZ TAKŻE: Oscary 2018: nowy, zaskakujący rozdział akcji #metoo i Time's Up >>>