Konkurs PUMA #inmycali dobiegł końca. Spośród kilkuset zgłoszeń w konkursie, który organizowałyśmy wspólnie z marką, wybrałyśmy trzy wyjątkowe dziewczyny – Sonię Jaśkiewicz, bio projektantkę i założycielkę Waste Lab, Aleksę Karlińską – trenerkę koni i propagatorkę jeździectwa naturalnego oraz Katarzynę Romanowską, która tworzy przepiękne przedmioty z ceramiki pod nazwą MUAStudios. To właśnie ich historie wywarły na nas największe wrażenie. Poniżej możecie podziwiać efekty sesji zdjęciowej z laureatkami konkursu w rolach głównych. Przeczytacie również o ich pasjach, które z marzeń przekształciły się w pracę i przepis na sukces. Jesteśmy przekonane, że was zainspirują!

fot. Karolina Golis

Poznajcie laureatki konkursu PUMA #inmycali

Sonia Jaśkiewicz, bio projektantka i założycielka Waste Lab – wywiad

fot. Karolina Golis

Asia Twaróg: Dlaczego akurat ekologia? Jak to się stało, że Twoją pasja przerodziła się w styl życia?

Sonia Jaśkiewicz: Jako projektantkę bardziej niż tworzenie nowych przedmiotów interesuje mnie to, co dzieje się z tymi, które zostały już wyprodukowane i straciły swoje życie. Przemysł generuje niezliczone ilości odpadów i ważne jest to, aby znaleźć dla nich zastosowanie. Dlatego też zaczęłam szukać lokalnych strumieni odpadów i badać to, czy mają potencjał w tworzeniu materiałów biodegradowalnych, które mogłyby stać się realną alternatywą dla tych jednorazowych z tworzywa sztucznego.

W międzyczasie wzięłam też udział w międzynarodowym projekcie Precious Plastic, który podejmuje problem zanieczyszczenia tworzywem sztucznym. W domu towarowym de Bijenkorf w Amsterdamie stworzyliśmy wystawę. Jedno okno wystawowe było wypełnione różnego rodzaju śmieciami - przedmiotami codziennego użytku. Drugie ukazywało piękny, oszlifowany diament, wykonany z plastiku z recyklingu.

To dobrze pokazuje, że odpady mogą być skarbem, cennym materiałem do tworzenia potrzebnych rzeczy.

Za co kochasz to, co robisz?

Sonia: Za wolność eksperymentowania, za to, że każdy kolejny krok uczy czegoś nowego - wiele rzeczy jest nie do przewidzenia i zawsze prowadzi do odkrycia czegoś ciekawego.

Twoja najmocniejsza strona to…

Sonia: Myślę, że wytrwałość w dążeniu do celu i umiejętność oswajania trudności - teraz już wiem, że są po prostu częścią życia.

Co uważasz za swój największy sukces?

Sonia: Nie wiem, czy można to uznać za sukces, ale dla mnie są to relacje z innymi ludźmi. Cieszę się, że udało mi się nawiązać przyjaźnie i znajomości, które sprawiają, że życie jest piękne!

W życiu zawodowym za sukces mogę uznać mój projekt - od projektu dyplomowego do finału konkursu „make me!” i „Blue drop” (konkurs organizowany przez ASP w Łodzi); był także pokazywany na festiwalach w Polsce, w Sydney i Pekinie. A teraz, jako start up dzięki dofinansowaniu przez program Platformy Startowe może być rozwijany i testowany na większą skalę.

Co poradziłabyś osobom, które marzą o tym, by robić to, co Ty?

Sonia: Trzeba po prostu zacząć - próbować i robić to całym sercem! Znajdźcie w sobie odwagę, by podejmować nowe inicjatywy, nawet jeśli wydają się niedopracowane - rozwiązania znajduje się w działaniu.

Kobieta, którą spotkałaś na swojej drodze zawodowej, która wywarła na Tobie największe wrażenie i stała się dla Ciebie inspiracją to…

Sonia: Na co dzień otacza mnie wiele kobiet, które wpłynęły na to, kim dzisiaj jestem i jak patrzę na świat. Począwszy od moich babć - wspaniałych, silnych kobiet, mojej mamy, która potrafi wszystko uczynić lepszym, do moich przyjaciółek - każda z nich mnie inspiruje i jest dla mnie ważna.

Fascynuje mnie też Maria Skłodowska-Curie. Niesamowite jest dla mnie to, że w wieku 30 lat, z małą Irène na rękach, rozpoczynała swoje pierwsze eksperymenty naukowe, w dziedzinie zdominowanej przez mężczyzn. Można by pomyśleć, że miała naprawdę znikome szanse, a jednak to jej nie powstrzymało.

Strój, w którym czuję się najbardziej sobą to…

Sonia: Ten, który jest jednoczęściowy. Czyli sukienka lub kombinezon. Mój ulubiony to ten roboczy, bo można się w nim pobrudzić :)

Potrzebuję wygodnych butów, bo…

Sonia: Droga jest długa i jeszcze wiele wyzwań przede mną.

In my Cali...

Sonia: I have so much fun!

fot. Karolina Golis

 

Aleksa Karlińska, jeździec, trenerka koni i propagatorka jeździectwa naturalnego – wywiad

fot. Karolina Golis

Asia Twaróg: Dlaczego akurat zwierzęta, konie? Jak to się stało, że Twoją pasja przerodziła się w styl życia?

Aleksa Karlińska: Konie są ze mną od dzieciństwa. Zaczęło się od małych plastikowych zabawek, a skończyło na zawodowym sporcie. Konie sprawiły, że poczułam się pewniejsza siebie jako dziecko. Stałam się odważniejsza, bardziej asertywna i przede wszystkim uśmiechnięta. Dzień bez koni był dniem zmarnowanym. Na początku dojeżdżałam rowerem do sąsiednich wsi, a później zaczęli mnie w tym wspierać rodzice. Robiliśmy dwieście kilometrów dziennie tylko na trening! Na osiemnastkę zrobiłam prawo jazdy i wtedy stałam się nie do zatrzymania.

Za co kochasz to, co robisz?

Aleksa: Konie ułatwiły mi wkroczenie w dorosłość i zapewniły dzieciństwo przesycone radością. Któregoś dnia zrozumiałam, że one potrzebują czegoś podobnego. Swojego rodzaju mentora, który pokaże im jak funkcjonować w ludzkim świecie. W swojej pracy uwielbiam właśnie to, że mogę im się odwdzięczyć. Pielęgnuję w nich poczucie własnej wartości, patrzę jak stają się odważniejsze i weselsze, chętne do współpracy z człowiekiem.

Masz jakieś wyjątkowe wspomnienie związane z tym, co robisz?

Aleksa: Dzięki temu, że kocham to, co robię, moje dni są wypełnione niesamowitymi wydarzeniami. Trudno wybrać jedno wspomnienie, bo jest ich aż tak wiele! Zanim wkroczyłam na drogę jeździectwa naturalnego wszystko opierało się na wykorzystywaniu niewinności tych wspaniałych zwierząt. Był taki dzień, kiedy w pełni zdecydowałam się odrzucić wszystko, czego mnie do tej pory uczono. I to wtedy zadziała się magia - konie zaczęły mnie wypatrywać, a dnie spędzaliśmy na grach w berka na wolności albo jeździe bez ogłowia po lesie. Za tym przyszły także lepsze wyniki sportowe i zero stresu podczas zawodów. Pamiętam, kiedy koń po raz pierwszy spojrzał na mnie pytająco, upewniając się, że to co robi jest właściwe. Nie ma lepszego uczucia na ziemi jak zaufanie konia do człowieka.

Twoja najmocniejsza strona to...

Aleksa: Moją najmocniejszą stroną jest chyba upór. Droga, którą idę jest niełatwa, bo łączy cechy wspólne dwóch, często przeciwstawnych środowisk. Jeźdźcy naturalni nie przepadają za zawodami, uznając je za wykorzystywanie zwierząt a sportowcy o jeźdźcach naturalnych myślą jak o cyrkowcach. Stereotypy to nic dobrego. Wierzę w drogę ewolucji i to, że do zmiany potrzeba nam małych kroków. Sport nie musi opierać się tylko na przemocy, może być zwieńczeniem niezwykłego partnerstwa, którego uczę zarówno konie jak i jeźdźców.

Co uważasz za swój największy sukces?

Aleksa: Za swój największy sukces uznaję wszystkie konie i ludzi, których spotkałam na swojej drodze i którym pomogłam odnaleźć pewność siebie i radość.

Co poradziłabyś osobom, które marzą o tym, by robić to, co Ty?

Aleksa: Uśmiechajcie się! Pozytywne nastawienie jest kluczem do osiągnięcia każdego marzenia.

Kobieta, którą spotkałaś na swojej drodze zawodowej, która wywarła na Tobie największe wrażenie i stała się dla Ciebie inspiracją to...

Aleksa: Jestem zdania, że żadne szkolenie w internecie nie da nam tyle efektów, co współpraca z człowiekiem na żywo. W taki sposób trenowałam z ludźmi, którzy są dla mnie autorytetami i od których wyciągałam to, co najlepsze. Dość szybko zdałam sobie sprawę, że to co próbuję robić jest względnie nowe i nie wpasowuje się w żadne schematy. I tak stałam się sama sobie inspiracją, a ponadto czerpię wiele od ludzi zupełnie nie związanymi w jakikolwiek sposób z jeździectwem!

Strój, w którym czuję się najbardziej sobą to...

Aleksa: Najbardziej sobą czuję się w luźnym stroju sportowym. Szorty i luźna bluzka, zwiewne sukienki. Swoboda to podstawa mojego ubioru.

Potrzebuję wygodnych butów, bo...

Aleksa: Jestem osobą aktywną! Ruch to podstawa mojego stylu życia, bez wygodnych butów chodziłabym chyba boso!

In my Cali...

Aleksa: In my Cali jeżdżę konno.

In my Cali jestem sobą.

In my Cali kocham konie.

fot. Karolina Golis

 

Katarzyna Romanowska, założycielka MUAstudios – wywiad

fot. Karolina Golis

Asia Twaróg: Dlaczego akurat ceramika? Jak to się stało, że Twoją pasja przerodziła się w styl życia?

Katarzyna Romanowska: TO BYŁ MOMENT. Postawiłam wszystko na jedną kartę, bo tak po prostu czułam. Czułam w serduchu i widziałam w tym przyszłość... Ceramika stała się czymś więcej niż hobby i sposobem na fajne spędzanie czasu. Zaczęło się jakieś 3 lata temu, kiedy poszłam dla funu na zajęcia z ceramiki. Jestem z wykształcenia architektem. Po paru latach, miałam moment w karierze, kiedy zaczęłam się wypalać i nie czułam, że to jest to, co chciałabym robić przez resztę życia. Zaczęłam się nudzić. Brakowało mi dziewiczego tworzenia. Bez ram i zasad. Parę zajęć zabawy z gliną i znowu wrócił pociąg do designu i projektowania. Robiłam coś spontanicznie i intuicyjnie. Mega się w to wkręciłam. Założyłam konto na Instagramie i po prostu pokazywałam, co tworzę. Dużo ceramiki rozdawałam znajomym. Potem obcy ludzie zaczęli dopytywać, czy można je ode mnie kupić. Trwało to pewien czas. Starałam się godzić dwa etaty z moją pasją. Nie było łatwo. Bo jak nagle zostawić dobrze płatną pracę i perspektywę rozwijającej się kariery architekta?

Wtedy przyszedł pewien wieczór po kilkunastu godzinach pracy i ten MOMENT! Rzuciłam wszystko i dałam sobie szansę. Kiedy jak nie teraz?! Wynajęłam pracownię, dojeżdżałam do niej siedem dni w tygodniu i pracowałam dużo, bardzo dużo. Na początku nie było z tego żadnego zarobku i przez rok „wyjadałam” swoje oszczędności. Miałam jednak marzenie: projektować cuda i stworzyć coś, co będzie tylko moje, co pokocha świat! Połączyłam to z moim stylem życia, podróżami i miłością do natury. Ocean, góry, surf i zajawki jakie łączyły mnie z moim facetem to tylko podpalały. Wszystko zaczęło po prostu płynąć i być jak powinno. W trakcie oczywiście postawiłam również za cel stać się jedną z najbardziej znanych ceramiczek. I jak się okazało na razie idzie mi nie najgorzej.

Po 3 latach jestem w miejscu, do którego dążyłam Mam własną markę, która rozwija się niesamowicie szybko. Produkt, który jest nowoczesny i wielowymiarowy, stworzony ręcznie w rzemiośle, które ma starożytne korzenie. #kruchafala jest moim znakiem rozpoznawczym. A raczej już NASZYM, bo od niedawna dołączył do TEAMU MUAS mój partner Łukasz Przygodziński. Jest moim wsparciem i kreatywną osobowością. Teraz „tańczymy” razem w tym biznesie. Mamy wiele niezwykłych planów, które niedługo będziecie mogli poznać bliżej

fot. Karolina Golis

Za co kochasz to, co robisz?

Kasia: Za to wewnętrzne uczucie spełnienia. Czasami robi mi się, aż niedobrze w żołądku. Coś jak motyle w brzuchu przy pierwszej miłości. SZTOS uczucie. I ta cała przygoda, poznawanie ludzi oraz aktywacje niezwykłych projektów!

Praca Twojego autorstwa, którą lubisz najbardziej (i dlaczego)?

Kasia: Jedne słowo: WAVE.

To praca, która wyszła z mojej chaotycznej głowy i pracowitych rąk. Mój znak rozpoznawczy! Pierwsza sztuka była iskrą dalszych pomysłów i działań. Była tak doskonała w swojej NIEDOSKONAŁOŚCI, że musiałam drążyć temat dalej.

Teraz na każdym z WAVE’ów możecie ujrzeć ocean z lotu ptaka, ukochaną plażę, czy dzikie wyspy. Nigdy nie będzie dwóch identycznych sztuk. To UNIKATY!

Twoja najmocniejsza strona to...

Kasia: Mam dwie INSTYNKT i CHAOS. Wiem... Ta druga jest nietypową cechą, ale dla mnie bardzo mocną stroną osobowości. Połączone pomagają mi w kreowaniu.

Co uważasz za swój największy sukces?

Kasia: Myślę, że marka. Nigdy bym nie pomyślała, że będę na tyle silna, żeby stworzyć własne dziecko biznesu.

Co poradziłabyś osobom, które marzą o tym, by robić to, co Ty?

Kasia: Nie bać się! Być odważnym i trochę ryzykować. Jest tyle możliwości i jedno życie. Może brzmi to trywialnie, ale taka prawda. Nawet jeżeli wasz wybór nie podoba się innym lub w najgorszym przypadku ma to się skończyć nie po waszej myśli. Trzeba spróbować! Dać sobie szansę. Robić w życiu to, co się czuję. Bo lepiej delikatnie się sparzyć robiąc coś, co się kocha niż żałować, że nie podjęło się wyzwania!

Kobieta, którą spotkałaś na swojej drodze zawodowej, która wywarła na Tobie największe wrażenie i stała się dla Ciebie inspiracją to

Kasia: W zawodzie spotykam teraz wiele dziewczyn i każda w jakimś stopniu wpłynęły na moje postrzeganie świata. Wszystkie te spotkania pomagały mi wnieść dobre elementy do biznesu. Jednak największe wrażenie wywarła na mnie moja młodsza siostra. To, w jaki sposób stała się niezwykle silną osobowością przez ostatnie lata. Weterynarz z pasją. Kobieta żywioł z wielkim serduchem jak mało kto! Poszła za ciosem i mimo niewielkiej wiary osób obok, osiągnęła własny cel. Za każdym razem kiedy zwalniam, myśl o Niej daje mi kopa.

Strój, w którym czuję się najbardziej sobą to...

Kasia: Zależy od dnia. Lubię wygodę. Jednak najlepszy outfit, to kobiecy boho look albo basic sportowy z lekkim seksapilem.

Potrzebuję wygodnych butów, bo...

Kasia: Haha, 3/4 swojego życia chodziłam w szpilkach. A jak mam mówić serio to w pracowni ceramicznej wygodne buty to zbawienie! Kocham sneakersy i tenisówki. Mam jedne trampki, które chyba mają z 10lat i dziury w piętach. Nie mogę się z nimi rozstać. Do tego nabrały jeszcze dodatkowo oldschoolowego charakteru.

In my Cali...

Kasia: I rock the f*cking world!

fot. Karolina Golis