MODIVO stworzyło wyjątkową kampanię pod hasłem „Celebrate Yourself”, w której promuje różnorodność na co dzień. Udowadnia, że piękno ma wiele imion. Z tej okazji w ramach cyklu Czule o ciele rozmawiamy z Pauliną Klepacz – redaktorką prowadzącą Glamour.pl, dziennikarką oraz ekspertką, która najchętniej porusza tematy związane z kobietami, cielesnością, jak również z seksualnością. Pytamy, co według niej oznacza celebrowanie siebie, a także jak zbudować wyjątkową więź z własnym ciałem. 

Paulina Klepacz o różnorodności i celebrowaniu siebie: „Chcąc nawiązywać dobre relacje z innymi, trzeba najpierw zrozumieć siebie” [Czule o ciele powered by MODIVO]

Asia Twaróg: Rozmawiamy przy okazji premiery nowej kampanii MODIVO „Celebrate Yourself”. Co dla ciebie oznacza to hasło?

Paulina Klepacz: To hasło oznacza dla mnie przede wszystkim zwrócenie się ku sobie, postawienie siebie na pierwszym miejscu. Ktoś może powiedzieć, że brzmi to trochę egoistycznie. Ale uważam, że nawet jeśli jest to egoizm, to taki zdrowy i niezwykle potrzebny! Zwłaszcza my, dziewczyny jesteśmy uczone tego, żeby dbać o innych. Wymaga się od nas empatii do całego świata, troskliwości, opiekuńczości. Oczywiście, jesteśmy ludźmi – istotami, które potrzebują kontaktu społecznego i dbamy o ważne dla nas osoby. Jednak same dla siebie też takie ważne powinnyśmy być! Powinnyśmy opiekować się sobą! Ale chcąc nawiązywać dobre relacje z innymi, trzeba najpierw zrozumieć siebie, poznać swoje potrzeby, dowiedzieć się, czego oczekujemy i co daje nam przyjemność na co dzień. Jeśli nie zaakceptujemy siebie, trudno będzie nam uwierzyć w szczere intencje czy zrozumieć uczucia innej osoby. Jeśli nasze potrzeby będą niezaspokojone, to zaspokajanie potrzeb innych nie da nam spełnienia, w końcu nas to wypali. Można tu przywołać często powtarzaną metaforę o samolocie i maskach tlenowych – najpierw załóż maskę sobie, a dopiero pomagaj innym!

Idea „celebrate yourself” oznacza dla mnie także docenienie siebie. W naszym społeczeństwie panuje kult określonego wyglądu, pewnego określonego ideału piękna, który jest praktycznie niedościgniony. Dorastając, w sumie od najmłodszych lat obrastamy w kompleksy – uczymy się nienawidzić swojego ciała zamiast kochać je, lubić i szanować. A nasze ciała są z gruntu dobre. Wyglądają różnie i mają odmienne potrzeby. Warto byłoby postrzegać nasze ciała nie jako opakowanie, ale jako pewnego rodzaju łącznik ze światem, a do tego pamiętać, ile dają nam na co dzień, niezależnie od tego, jak wyglądają – pozwalają wstać rano, pójść do szkoły czy pracy, przytulić się do ukochanej osoby. Oczywiście można wziąć też siebie samą bądź samego w ramiona. Budowanie takiego kontaktu jest bardzo ważne. 

Kolejna kwestia to sposób, w jaki postrzegamy siebie i swoje ciała. Uświadomienie sobie, że jesteśmy wystarczające – wystarczająco dobre, wystarczająco piękne. Chodzi o to, żeby przestać porównywać się do innych osób. Może być to bowiem przeszkodą w celebrowaniu siebie. 

Co ważne, „celebrowanie siebie” dotyczy nie tylko wyglądu, ale również innych aspektów naszego życia, w tym naszych pasji oraz talentów. 

Jak twoim zdaniem można budować relację ze swoim ciałem? Jak to było w twoim przypadku?

Zobacz także:

Spoiler alert: niestety nie jest to szybkie i proste. Jak wspomniałam, wzrastamy w poczuciu, że jesteśmy niewystarczające, że nie jesteśmy w stanie dopasować się do ideałów piękna. Moja mama bardzo często mówiła mi, że jestem super – piękna, mądra i tak dalej. Przekonywała, że jestem wystarczająca. Jednak trudno było mi w to uwierzyć, gdy mama spotykała się ze swoimi koleżankami i narzekały na swój wygląd. Pamiętam, jak zbierały się w kuchni i narzekały na wygląd, na wagę, opowiadały sobie, na jakiej są diecie... Potem ja robiłam dokładnie to samo z moimi koleżankami. Nie skupiałyśmy się na tym, że nasze ciała potrafią np. świetnie grać w siatkówkę czy zaliczyć sprawdzian z polskiego, ale na tym, że są z różnych względów złe, że nie mamy tak płaskich brzuchów jak Britney Spears albo Christina Aguilera na okładkach czasopism młodzieżowych. Stawałam przed lustrem i wytykałam sobie mniejsze czy większe wady. 

Jednak wierzę, że zbudowanie przyjaznej relacji z ciałem jest możliwe, choć w każdym przypadku będzie nieco inaczej. Przede wszystkim jeżeli chcemy to zrobić, moim zdaniem warto zacząć od teorii. Czyli od uświadomienia sobie, ile nasz organizm dla nas robi i jakie skomplikowane procesy zachodzą w nim w dosłownie każdej sekundzie. Miesiączka, pot, rozszerzone pory na skórze – to wszystko, co często odrzuca nas od naszego ciała, jest naturalne i potrzebne w kontekście tych procesów. Warto więc zmienić perspektywę. Następnie warto przynajmniej w pewnym stopniu oderwać się od wyglądu, nie skupiać tak bardzo na nim, nie oceniać przez jego pryzmat. Pomyśleć sobie, co nam daje to, że jesteśmy sprawni, że możemy funkcjonować bez przeszkód. Kolejny krok: dobrze jest znaleźć aktywności, które dobrze na nas działają – pod względem fizycznym, jak również psychicznym. I nie musi wcale chodzić o intensywne treningi na siłowni, ale np. o tańczenie czy śpiewanie w domowym zaciszu – w swojej bezpiecznej przestrzeni. To, jak wyglądamy, ale też jak się postrzegamy,  jak podchodzimy do samych siebie, ma bowiem duży związek z tym, jak się czujemy – czy jesteśmy wyspane, dobrze odżywione, zrelaksowane. Róbmy to, co dobrze na nas działa, a nie to, co pozwoli nam wyglądać w ściśle określony – modny sposób. 

Myślę, że pomocne może być również to, że powstaje coraz więcej kampanii wspierających różnorodność – jak „Celebrate Yourself” od MODIVO. Zgadzasz się z tym?

Totalnie tak. Bardzo długo w kampaniach oraz mediach widziałyśmy podobne do siebie, ściśle określone wizerunki kobiecego ciała, ale i męskiego. To potrafi wpędzić w kompleksy, sprawiać, że z naszym wyglądem czujemy się nie reprezentowane. W momencie, w którym w przestrzeni publicznej zaczyna królować różnorodność, zaczynamy rozumieć, że nie musimy wyglądać w ten sam sposób, aby czuć się pięknie czy wyjątkowo. Odstające uszy, diastema, różne rozmiary i odcienie skóry – to jest okej. 

Wbrew pozorom ogromne znaczenie mają też hasła empowermentowe. Na początku może nam być z nimi trudno, możemy czuć jakąś presję. Bo jak mam nagle pokochać siebie? Ale właśnie w tym momencie zaczyna się proces wspomnianego już nawiązywania relacji z sobą, samoakceptacji. To dobry czas na poszukanie odpowiedzi na takie pytania jak choćby:co sprawia mi przyjemność? Co lubię? Kiedy czuję się dobrze? Warto skupić się na sobie. Postawić na czułość i drobne przyjemności. 

Przy okazji warto na chwilę odłożyć telefon, odciąć się od Instagrama, na którym nie brakuje krzywdzących treści. Coraz częściej mówi się o tym, by przyjrzeć się obserwowanym przez nas profilom. Dać unfollow tym, które z różnych względów negatywnie na nas wpływają. Niestety często porównujemy się z innymi. A różnorodność pomaga nam się otworzyć. Dzięki niej przestajemy się skupiać na tym, jak ktoś wygląda albo co ma na sobie w danym momencie. Doceniamy natomiast wewnętrzną energię tej osoby. 

Czy twoim zdaniem dotrwamy do momentu, w którym przestaniemy oceniać innych oraz siebie ze względu na wygląd? Czy to w ogóle możliwe?

To na pewno będzie bardzo trudne. Jednak wydaje mi się, że już robimy pierwsze istotne kroki w tym kierunku. Mówimy o tym. Adresujemy problem – ocenianie siebie i innych utrudnia nam życie, często nas powstrzymuje przed zrobieniem czegoś, na co mamy ochotę, ubraniem tego, co naprawdę nam się podoba i tak dalej. Jeśli marki oraz media będą nadal podejmować ten temat, to ten przekaz na pewno dotrze do kolejnych osób, będzie rósł w siłę. To kwestia lat. Ale myślę, że każda i każdy z nas może mieć w tym swój udział – może mieć wpływ na zmiany na lepsze. 

A co z kanonami piękna? Czy w 2022 roku mają sens i powinny jeszcze istnieć?

Mam poczucie, że w ciągu kilku ostatnich lat m.in. dzięki rosnącej sile ruchu body positive, który różnie można definiować, a także siostrzeństwu coś się zmieniło. Drgnęło. Kiedy byłam nastolatką, czyli na początku lat 2000., to obowiązywały dość restrykcyjne i jednolite kanony piękna. Dziś jest więcej różnorodności. Wciąż nie tyle, ile byśmy chciały, ile potrzebujemy. 

Kanony piękna istniały od zawsze. Wiązały się z opresyjnością i klasowością. Jeśli ktoś był bogaty, to mógł wyglądać w określony sposób. Nie można też zapominać o patriarchacie. Kobiety stanowiły kiedyś tylko ozdobę dla mężczyzn. Liczył się wyłącznie ich wygląd. A wpisywanie się w kanony piękna mogło zapewnić lepszą przyszłość. Uroda była pewnego rodzaju kartą przetargową. 

Teraz mamy prawo do pracy, do posiadania własnych pieniędzy, walczymy o równość. Czasy się zmieniły, ale to dziedzictwo nadal się za nami ciągnie. Bez wątpienia jednak kanony piękna powinny odejść do lamusa!

Na koniec chciałabym ci zadać pytanie, które zawsze pojawia się w tym cyklu. A mianowicie: jak okazujesz sobie czułość na co dzień?

Staram się słuchać swojego ciała i głowy, podchodzić do siebie holistycznie. Nie złościć się, że czegoś nie mogę zrobić, bo jestem dajmy na to pospinana, ale czule zaopiekować się tym, rozluźnić, zastanowić się, co moje ciało mi sygnalizuje, co powinnam zmienić w swojej codziennej rutynie, by nie doprowadzać do takich sytuacji. W miarę możliwości idę spać, kiedy czuję się senna, a nie zarywam nocy. Ta czułość to wiele takich drobnych chwil, gestów. A to wszystko wiąże się ze zmianą nastawienia – dziś nie tylko wymagam od siebie, ale też doceniam siebie, swoje ciało, praktykuję wdzięczność. Uczę się również tego, że mam prawo do przyjemności i nie musi być ona nagrodą, do której mam prawo dopiero, jak się na przykład napracuję, zajadę. Bo kiedy jestem zmęczona, to wcale nie mam sił, by się przyjemnością – szeroko pojętą – cieszyć. A przyjemnością może być wypicie filiżanki kawy w spokoju, skupienie się tylko i wyłącznie na tym, pozwolenie głowie, by odpłynęła, ciału, by chłonęło smak i zapach. Niby nic, ale to potrafi sprawić, że czuję, że robię coś dla siebie. Coś, co jest zgodne z moimi preferencjami. I uważam, że czułości wobec samych siebie powinno się nas uczyć w szkołach!

Materiał powstał we współpracy z MODIVO.