Kiedyś Facebook, a dziś to Instagram święci sukcesy i staje się jedną z najpopularniejszych platform social mediowych. Wiąże się to oczywiście z pieniędzmi i tzw. influence marketingiem, czyli najnowszym trendem w internetowej komunikacji marketingowej. Coraz więcej marek promując swoje produkty korzystając z influencerów mających tysiące, a nawet miliony obserwujących na Instagramie. Jak się okazuje, problem z fikcyjnymi kontami staje się bardzo poważny.

Agencja internetowa Mediakix postanowiła przeprowadzić eksperyment sprawdzający, w jakim tempie można zostać gwiazdą Instagrama. W tym celu stworzono dwa fikcyjne konta: pierwsze z nich to @Calibeachgirl310, Alexa Rae z Los Angeles, której zdjęcia skupiają się głównie na modzie i zostały stworzone podczas jednodniowej sesji zdjęciowej, a drugie @Wanderingggirl, kochająca podróże Amanda Smith - jej fotografie pochodzą z darmowego serwisu stockowego.

Następnie do każdego z kont zakupiono obserwujących - 50 tysięcy dla pierwszego i 30 tysięcy dla drugiego - po tysiąc obserwujących dziennie, a koszt takiej operacji wahał się w granicach od 3 do 8 dolarów. Kolejnym etapem sprawiającym, aby fikcyjne konta wyglądały jak prawdziwe był zakup komentarzy i polubień. W tym celu agencja kupowała od 500 do 2,5 tysiąca serduszek pod każdym zdjęciem (1000 polubień to koszt od 4 do 9 dolarów) i od 10 do 15 komentarzy pod danym postem (jeden komentarz to wydatek około 12 centów).

Tym samym fikcyjne osoby były gotowe, aby stać się gwiazdami Instagrama, którym firmy będą płacić za pokazywanie swoich produktów. Kolejnym krokiem było znalezienie potencjalnych reklamodawców i jak się okazało, nie było to wcale trudne zadanie. W końcu w dzisiejszym świecie liczą się liczby. Oba konta podpisały umowy z markami w celu promocji ich produktów na swoich fikcyjnych kontach.

Co pokazuje ten eksperyment? Po pierwsze, na Instagramie tworzy się coraz więcej fikcyjnych kont. Po drugie, w dzisiejszych czasach bardzo łatwo można oszukać regulamin i w krótkim czasie wypromować swój profil w płatny sposób. A co najważniejsze firmy nie sprawdzają, czy inwestują w prawdziwe czy fikcyjne konta.