Oczy całego świata zwrócone są dzisiaj na Amazonię. Internauci komentują największe w historii amazońskich lasów pożary z równie dużym zaangażowaniem, co wydarzenia z kwietnia 2019 roku, kiedy również pod wpływem ognia runęła iglica paryskiej katedry Notre Dame. Z tą jednak różnicą, że kościół ciągle stoi, a chętnych do sfinansowania remontu nie buduje, a w przypadku Amazonii mamy do czynienia nie tylko z katastrofą ekologiczną, ale przede wszystkim ogromną ignorancją ze strony władz. Populistyczny prezydent Brazylii, Jair Bolsonaro, gdyż to właśnie we wschodniej części kraju sytuacja wygląda najgorzej, tłumaczy się brakiem funduszy na ratowanie obszaru większego od Europy. A kiedy głowa Francji, Emmanuel Macron oferuje pomoc i chce, by uczestniczy rozpoczynającego się w weekend w Biarritz szczytu G7 pochylili się nad tragedią, Bolsonario każe mu pilnować własnych interesów.

Płoną „zielone płuca Ziemi”. Co to dla nas oznacza?

Amazonia to region w Ameryce Południowej, położony na terytorium Boliwii, Brazylii, Ekwadoru, Gujany Francuskiej, Peru, Kolumbii, Surinamu i Wenezueli. Zajmuje 7 milionów kilometrów kwadratowych, z czego ok. 5,5 miliona to amazoński las deszczowy. Można w nim znaleźć 3 miliony gatunków roślin i zwierząt, a w ujęciu globalnym ważny jest przede wszystkim dlatego, że odpowiedzialny jest za wytarzanie 20 procent tlenu w ziemskiej atmosferze. Stąd popularne określenie „zielone płuca Ziemi”, które w ostatnim czasie wyjątkowo daje do myślenia. Według szacunków INPE, brazylijskiej agencji badań kosmicznych, w ciągu jednej minuty pożarny pochłaniają w tej chwili ponad 10 tysięcy metrów kwadratowych. Żeby łatwiej to sobie zobrazować, wystarczy wyobrazić sobie, że pali się obszar większy niż Wyspy Brytyjskie.

Ale pożary w Amazonii to nie problem sprzed kilku dni. Od początku 2019 roku ich liczba wzrosła o 84 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Co to dla nas oznacza? Zdaniem WWF, jeżeli pożary nie zostana opanowane, Amazonia będzie miała znikome szanse, by wrócić do stanu pierwotnego. Szacuje się, że odbudowa drzewostanu na spalonych połaciach ziemi zajmie od 400 do 500 lat, w związku z czym zamiast lasów tropikalnych w Amazonii będziemy mieli tropikalną sawannę, która nie będzie w stanie wyprodukować tyle tlenu, ile do tej pory.

Zobacz także: Sklepy przygotowują się do zmian. Od 1 września zapłacimy za każdą foliową torebkę

Amazonia - dla jednych źródło tlenu, dla innych dochodu

Ale Amazonia to nie tylko las tropikalny, a także obszar, gdzie według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) hoduje się między 150 a 200 milionów sztuk bydła, na pastwiska przerobiono do tej pory 80 procent terenów. A dla brazylijskiej gospodarki hodowla bydła to główna siła napędowa tamtejszej gospodarki - Brazylia jest największym na świecie eksporterem wołowiny. Mięso trafia przede wszystkim do Azji, a dochody wzrastają z roku na rok. Oprócz tego na terenie Amazonii regularnie uprawiana jest również wycinka drzew, w tym bardzo rzadkich roślin. W zawrotnym tempie wzrosła ona wraz z objęciem urzędu przez nastawionego na zysk z defrostacji prezydenta Bolsonaro. Taki ekologiczny ignorant jak on za nic ma fakt, że owa defrostacja jest jednym z czynników wpływających na zmiany klimatyczne, w tym 23-procentowy wzrost emisji dwutlenku węgla. Dlatego trudno się dziwić, że nie podejmuje on żadnych kroków, by zapobiec rozprzestrzenianiu się ognia na terenie Amazonii.

Zobacz także: Przemysł odzieżowy chce być bardziej ekologiczny! Coraz więcej marek decyduje się na zmiany, by walczyć z ociepleniem klimatu

Można #PrayForAmazonia, ale warto zrobić więcej

Wraz z nasileniem się informacji o zatrważającym stanie amazońskiej dżungli, w sieci nie brakuje przejętych ekologiczną katastrofą z jaką bez wątpienia mamy do czynienia. Powstał specjalny hashtag #PrayForAmazonia, który można zamieścić wraz z poruszającymi zdjęciami płonącej Amazonii lub grafikami, przygotowanymi specjalnie pod udostępnienia na Instagramie i Faccebooku. Robią to prawdopodobnie nasi bliscy lub dalsi znajomi czy obserwowani celebryci. Ale my możemy zrobić więcej. Działacze na rzecz ochrony środowiska stają na rzęsach, by uświadomić nas, że owszem, dzielenie się na bieżąco w mediach społecznościowych informacjami jest ok, ale walka o przyszłość naszej planety to bardziej złożony i długotrwały proces. To, co możemy zrobić teraz, to choćby przekazanie datku na organizacje pozarządowe walczące o Amazonię, np. Rainforest Alliance czy Amazon Watch, podpisanie petycji „Brazylio: nie pozwól Amazonii umrzeć” (link TUTAJ) adresowanej do posłów i posłanek Kongresu Brazylii, prezydenta Bolsonaro i innych światowych przywódców, a także branie czynnego udziału w protestach organizowanych w naszych miastach. W sobotę mieszkańcy Warszawy planują spotkanie pod zlokalizowaną na Saskiej Kępie ambasadą Brazylii, by zapalić symbolicznego znicza i pokazać swój sprzeciw wobec antyekologicznej polityki brazylijskiego rządu.

To wszystko niezwykle ważne, ale jednak symboliczne gesty. O wiele więcej na rzecz środowiska zdziałamy, jeśli bardziej skupimy się na budowaniu świadomości własnej i ludzi wokół nas. Przestańmy wspierać koncerny produkujące żywność kosztem naszej planety, czyli wszelkiego rodzaju produktów przetworzonych czy kolorowych napojów gazowanych, nie jadajmy fast-foodów, do przygotowania których masowo wykorzystywane jest mięso (pochodzi ono w dużej mierze właśnie od bydła hodowanego w Amazonii), ograniczajmy wodę czy sięgajmy po artykuły papiernicze z certyfikatem Rainforest Alliance. Najlepiej od zaraz, bo już wkrótce może być już naprawdę za późno.

Zobacz także: 5 kroków do bycia bardziej eko w nowym roku szkolnym

AKTUALIZACJA 24.08 

W wyniku presji ze strony międzynarodowej opinii prezydent Brazylii Jair Bolsonaro zezwolił na użycie wojska w walce z pożarami amazońskich lasów. Armia współpracować będzie z organami bezpieczeństwa publicznego oraz z agencjami ochrony środowiska.