„Powrót do liceum” z Rebel Wilson: po prostu dobra zabawa

Na początku ustalmy fakty. To nie jest film ambitny. Ani skomplikowany. Ani nie ma głębokiego przekazu. To prosta komedia, niewysilająca się na nic więcej niż znane i lubiane schematy. Z dość ograną fabułą. Zatem wszyscy ci, którzy przyjemność odczuwają tylko na filmach „ambitnych”, „wystudiowanych”, „idących w poprzek”, nie mają tu czego szukać. Krytycy filmowi – też zmykajcie. Bo w czasie oglądania możecie się nagle roześmiać i będzie trochę wstyd, że bawią was takie proste rzeczy... A że w czasie seansu się roześmiejecie (i to nie raz) – macie jak w banku. Bo „Powrót do liceum” jest po prostu zabawny. TOTALNIE.

Film w reżyserii Alexa Hardcastle'a („Biuro”, „Jess i chłopaki”, „Parks and Recreation”), który powstał na podstawie scenariusza Andrew Knauera, Brandona Scott Jonesa i Arthura Pielli, czerpie i podśmiewa się z wielu źródeł. Przy czym najmocniej wybrzmiewają tu motywy znane z filmów o amerykańskiej szkole średniej (high school movies). Rewelacyjna Rebel Wilson wciela się bowiem w 37-letnią Stephanie, która po dwóch dekadach budzi się ze śpiączki (zapadła w nią po nieudanym numerze swojego zespołu cheerleaderek). I jako dorosła kobieta z umysłem 17-latki chce wrócić do liceum i spełnić swoje największe marzenie: zostać królową balu maturalnego.

Przyznajcie – pomysł tak głupi i ograny, jak tylko można sobie to wyobrazić... A mimo to bawi. W czym tkwi jego siłą?

„Powrót do liceum”: „najlepszy najgorszy film Netfliksa”

 „Powrót do liceum” (oryg. „Senior Year”) wykorzystuje niemal cały arsenał motywów z typowej reprezentacji filmów hajskulowych, w których świat podzielony jest na szkolne gwiazdy i luzerów (nawiązania do „Wrednych dziewczyn” czy „Tego pierwszego razu” nie mogły być bardziej oczywiste ). Ale nie to jest w nim najfajniejsze. Komedia Alexa Hardcastle'a bezbłędnie udowadnia bowiem, jak niesamowite zmiany zaszły w ciągu ostatnich 20 lat w naszej mentalności. Dążenie do tolerancji, wspieranie różnorodności, próby uwrażliwiania języka, promowanie współdziałania w miejsce konkurowania... To wszystko, czego 17-letnia Steph (w tej roli absolutnie fantastyczna Angourie Rice) nie zna, a związku z czym blisko 40-letnia Stephanie musi się w przyspieszonym tempie nauczyć.  Myślenie gen Z okazuje się tak dalekie od tego, co mają w głowach millenialsi, że ci ostatni powinni się trochę wstydzić.

 

Ale „Powrót do liceum” pokazuje też drugą stronę medalu. Gdzie próba wyeliminowania toksycznych przekazów została doprowadzona do skrajności - do tego stopnia, że zabija spontaniczność i autoekspresję.  Komedia z Rebel Wilson zwraca uwagę na to, że pokazanie komuś środkowego palca nie jest wcale próbą obrazy. Że autocenzura jest słaba. I że poprawność polityczna potrzebuje nierzadko poczucia humoru. Tego ostatniego twórcy  „Senior Year” się nie boją.

Mówiąc krótko:  „Powrót do szkoły” to głupotka, film niewiele znaczący. Nie zapisze się w historii i nie zmieni losów kina, ale daje rozkosz oglądania. Świętą rację ma Jennifer Bisset,  która w swojej recenzji komedii napisała, że to najlepszy najgorszy film w Netfliksa. Nie mogłabym się bardziej zgodzić.

Zobacz także:

„Powrót do liceum”: zobacz zwiastun

--

W Glamour.pl na co dzień informujemy was o trendach, stylu życia, rozrywce. Jednak w tym trudnym czasie część redakcji pracuje nad treściami skupionymi wokół sytuacji w Ukrainie. TUTAJ dowiecie się, jak pomagać, sprawdzicie, gdzie trwają zbiórki i przeczytacie, co zrobić, żeby zachować równowagę psychiczną w tych trudnych okolicznościach.