„W sklepie papierniczym przeglądam półki z papeteriami. Jest tyle różnych rodzajów papieru: powlekany, niepowlekany, prążkowany, dokumentowy, z dodatkiem bawełny. Błyszczący, satynowany, matowy, wzorzysty lub w linie. Gładki albo teksturowany. Pastele albo intensywne barwy podstawowe. Jaki rozmiar wybrać? Mam mętlik w głowie. To przecież tylko papier. Czy to ważne? Oczywiście, że to ważne. Nawet bardzo. Bert ma sześć listów dla Rity. Jedno opakowanie eleganckiej papeterii zawiera cztery arkusze. Dlaczego cztery? Czemu nie pięć? A więc będę potrzebować dwóch opakowań. Tylko czy dwa dodatkowe arkusze wystarczą, by uwzględnić błędy? Może powinnam kupić trzy opakowania? Koperty są pakowane po siedem. Dlaczego siedem? I czy na tym papierze da się drukować?

Trzęsą mi się ręce, gdy przeglądam półki, próbując dobrać pasujące koperty. Samoprzylepne albo składane – jak dwie wersje mnie. To jest jak wyzwanie. Definiuje cię to, co wybierzesz. Co będzie lepsze? Z powrotem się posklejać czy ugiąć się i przyznać do porażki?

Gerry na pewno to robił. Poszedł kupić karteczki, na których zapisywał notatki i listy, wiedząc, że to ja będę je czytać po jego śmierci. Wybrał pierwszy lepszy papier czy zastanawiał się nad tym, który będzie odpowiedni? Czy miał do tego pragmatyczne podejście, czy może emocjonalne? Czy prosił o pomoc? A może był pewien? Był zorganizowany? Podekscytowany albo smutny? Nagle w moim umyśle rodzi się mnóstwo pytań. Czy złapał pierwszą lepszą paczkę papeterii, jaka mu się nawinęła? Czy najpierw pisał listy na brudno? Czy robił błędy i potem ze złością darł papier na kawałki? Czy miał też inne pomysły, które nigdy nie trafiły do ostatecznej dziesiątki? Czy sporządził sobie listę? Jak długo to planował? Czy zrobił to wszystko w jeden dzień? Czy podjął decyzję pod wpływem impulsu? A może zastanawiał się nad tym dłużej? W listach od niego nie było żadnych błędów, więc albo się nie śpieszył, albo zrobił kilka podejść. Brudnopisów nigdy nie znalazłam. Pisał niebieskim długopisem, ale czy eksperymentował też z innymi kolorami? Czy ten niebieski kolor coś dla niego oznaczał? Czy powinien był oznaczać coś dla mnie? Czy w ogóle się przejmował kolorem tuszu, papierem, jakiego używał? Czy wiedział, że będę analizować każdy najdrobniejszy szczegół jego podarunku?

Czy stał tutaj, płacząc, oparty na lasce, tak jak ja opieram się teraz na kulach? Czy kręciło mu się w głowie, gdy przeszukiwał półki z papierem, zwykłym pieprzonym papierem, i próbował znaleźć jakiś sposób komunikacji, by sprawić, że będzie pamiętany? Czy martwił się, że go zapomnę? Czy chwytał się każdej szansy, by przedłużyć sobie życie, gdy skończyły się możliwości terapii, przerażony tym, że zostanie zapomniany? Może myślał, że całe życie doprowadziło go do tej chwili, gdy miał wybrać papier, na którym napisze ostatnie słowa do osoby, której już nigdy nie zobaczy.

– Wszystko w porządku? – pyta ekspedientka.

– Tak – odpowiadam ze złością, gniewnie przecierając oczy. – Superglue. Potrzebuję jeszcze superglue.”

Powyższy fragment pochodzi z powieści Cecelii Ahern PS Kocham Cię na zawsze.