Darren Wong pracował nad formułą swojego niezwykłego deseru przez wiele miesięcy. Chciał uzyskać konsystencję, przejrzystość i lekkość charakterystyczną dla kropli wody. Inspirację do tego dania czerpał z Japonii. Ciasto nazywane mizu shingen mochi powstaje tam z połączenia wody źródlanej z Alp Japońskich, mąki ryżowej, cukru, agaru oraz sproszkowanych ziaren soi. Wong uzyskał swoją formułę łącząc mniejszą ilość składników, ale jego deser ma przez to niewiele smaku.

Twórca amerykańskiej wersji Raindrop Cake twierdzi, że doświadczenie jedzenia jego ciasta skupia się na teksturze, a nie smaku. Za smak odpowiada w tym przypadku nie główny bohater - przezroczysta galaretka, ale dodatki. Darren Wong podaje swój deser z chrupiącym kinako, mąki z prażonej soi o orzechowym posmaku. Używa się jej do obtaczania warabimochi - to japońskie żelki przypominające Raindrop Cake. Poza tym Wong polewa ciasto słodkim syropem. I to właśnie te dodatki sprawiają, że deser zyskuje jakiekolwiek kalorie. Sam w sobie właściwie w ogóle ich nie zawiera. 

To właśnie dlatego Raindrop Cake stał się tak popularny w Japonii po premierze w 2014 roku. Spodobał się miłośnikom minimalistycznego stylu życia, weganizmu i kuchni molekularnej. Dodatkową zachętą była możliwość jedzenia "modnego" deseru bez konieczności rezygnowania z diety. 

Pchli targ Smorgasburg odbywa się na Brooklynie w soboty. To wyjątkowe miejsce, w którym można spróbować nietypowych dań. Niektóre z nich stają się światowymi hitami i robią karierę w social media. Tak było m.in. z ramen burgerem (jego bułka to gniazdo z makaronu instant), zaprezentowanym na Smorgasburg przez JapończykaKeizo Shimamoto. Nowojorczyki pokochali ten rodzaj burgera, a kopie dania pojawiły się w restauracjach na całym świecie - także w Polsce, m.in. w poznańskiej restauracji Yetztu.