Są różne, ale okazuje się, że łączy je naprawdę wiele. Pasja, wytrwałość, zaangażowanie, otwartość na nowe pomysły i ludzi oraz… nowy model sneakersów PUMA Cali. Kolejnymi bohaterkami wyjątkowego projektu PUMA #inmycaliMarta Kachniarz, czyli zakochana w ceramice twórczyni marki Trzask Ceramics, Ola Sieńko i Weronika Muszkieta, które z kolei z miłości do roślin postanowiły tym uczuciem dzielić się z innymi w ramach Projektu Rośliny, a także Monika Walecka, właścicielka jednej z najpopularniejszych stołecznych piekarni Cała W Mące, gdzie po pieczywo ustawiają się kolejki, a stoją w nich nie tylko ludzie z Warszawy. Wspólnie ze sportową marką PUMA, zapytaliśmy dziewczyny o to, jak znalazły się w miejscu, w którym są teraz oraz co je motywuje i jest kluczem do sukcesu. A także o to, dlaczego nasz strój, a przede wszystkim buty, muszą być kompatybilne z naszymi codziennymi obowiązkami.

Chcielibyście dołączyć do dziewczyn z ekipy #inmycali? Weźcie udział w konkursie! Wspólnie ze sportową marką PUMA poszukujemy kobiet z wyjątkowymi zainteresowaniami. Podzielcie się nimi, a my zorganizujemy dla was sesje zdjęciową oraz opiszemy to, czym się zajmujecie na glamour.pl. Konkurs znajdziecie na Instagramie @glamourpoland, gdzie pod dedykowanym postem (znajdziecie go również poniżej) należy oznaczyć dziewczyny, które mają ciekawe pasje i powinien dowiedzieć się o tym całym świat. To może to być wasza siostra, przyjaciółka, sąsiadka albo wy same! Spośród wszystkich zgłoszonych osób, wyłonimy trzy, które będą miały okazję przedstawić swoją historię na Glamour.pl, a także wziąć udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej i wygrać sneakersy PUMA Cali. Konkurs trwa od 3 do 12 sierpnia. Ogłoszenia wyników spodziewajcie się 15 sierpnia. Pamiętajcie, by zapoznać się ze szczegółowym regulaminem konkursu.
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

UWAGA, KONKURS! Do wygrania udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej i sneakersy PUMA Cali – topowy model marki @pumasportstyle Znasz dziewczyny, których życie kręci się wokół pasji? Siostrę, przyjaciółkę, sąsiadkę lub inną dziewczynę, która cię inspiruje? Oznacz ją pod postem i daj jej szansę na wygraną. A może sama chcesz się pochwalić swoją zajawką? Niech zgłoszą Cię koleżanki albo… zgłoś się sama! W końcu do odważnych świat należy! Spośród wszystkich nominowanych osób, wyłonimy trzy, które będą miały okazję przedstawić swoją historię na Glamour.pl, a także wziąć udział w profesjonalnej sesji zdjęciowej i... wygrać buty PUMA Cali. Konkurs trwa od 3 do 12 sierpnia. A wyniki ogłosimy 15 sierpnia. Czas start!​

Post udostępniony przez GLAMOUR POLAND (@glamourpoland) Sie 3, 2020 o 1:05 PDT


Poznajcie ambasadorki PUMA #inmycali! 
 

MARTA KACHNIARZ, ZAŁOŻYCIELKA TRZASK CERAMICS I AMBASADORKA PUMA #INMYCALI, OPOWIADA O SWOJEJ PASJI – WYWIAD:
 

Marta Kachniarz, założycielka Trzask Ceramics, w sneakersach PUMA Cali (fot. Karolina Golis)


Kinga Nowicka: Skąd wzięła się Twoja pasja do ceramiki? I jak doszło do tego, że przerodziła się w styl życia?

Marta Kachniarz: Po studiach na ASP chciałam robić rzeczy związane ze sztuką, ale po dłuższym czasie zajmowania się cyfrowym medium, potrzebowałam powrotu do materii i odnalazłam to w rzemiośle i pracy z gliną. W przejściu do sprzedaży ceramiki na początku pomogli mi znajomi i rodzina, którzy bardzo mnie wspierali i kupowali moje pierwsze prace. A potem pojawiła się nazwa, pierwsze targi, sklep internetowy, pracownia i wszystko zaczęło się rozpędzać. 

Za co kochasz to, co robisz?

Za to, jak z masy gliny powstają ładne rzeczy. I że jestem w stanie szybko zamienić moje najróżniejsze pomysły w konkretne przedmioty, z których potem korzystają ludzie. No i za to, że każdy kolejny wypał potrafi mnie zaskoczyć. 

Masz swój ukochany projekt? Może któryś darzysz szczególnym sentymentem?

Zdecydowanie duże wazony! Zaczynałam od toczenia na kole i zrobienie jak najwyższego wazonu było testem moich możliwości. Do dzisiaj mnie to bawi. Poza tym wytoczenie takiego giganta z kilku kilogramów gliny jest też niezłym ćwiczeniem fizycznym!

Gdzie najczęściej szukasz inspiracji?

Nie mam specjalnej metody szukania nowych pomysłów, ale zawsze dobrze mieć szeroko otwarte oczy. Najczęściej rysuję nowe kształty, a potem próbuje te szkice przenieść na glinę i konkretne przedmioty. 

Co jest najfajniejszą rzeczą w prowadzeniu własnej marki?

To, że kiedy nie chce mi się iść do pracy, to nie muszę (śmiech). Tak naprawdę, mam duże szczęście, ze ludziom podobają się rzeczy, które robię, więc mam pełną swobodę działania i nie muszę ograniczać mojej wyobraźni. I jeszcze pracownia! To, że mam swoją przestrzeń, w której dobrze się czuję. Zbudowałam ją od początku sama dla siebie i bez tej pracowni Trzask tak szybko by się nie rozwinął.

Największe marzenie, jakie chciałabyś zrealizować w ramach Trzask Ceramics to...

Moim marzeniem, tak jak pewnie większości osób zajmujących się ceramiką, jest większa pracownia, bo zawsze brakuje mi miejsca. No i nie obraziłabym się, gdyby zmieścił się obok niej sklepik z witrynką, którą mogłabym wiecznie urządzać!
 

Marta Kachniarz, założycielka Trzask Ceramics, w sneakersach PUMA Cali (fot. Karolina Golis)


A co uważasz za swój największy sukces?

Cały czas to, że ludzie kupują moje rzeczy. Zdarza nam się wstawić do sklepu online dostawę, która znika jeszcze tego samego dnia – te „puste półki” w sklepie są dla mnie powodem do wielkiej satysfakcji i motywują mnie do dalszej pracy. Bardzo lubię też oglądać rzeczy, które zrobiłam w nowych domach, kiedy klientki przesyłają mi zdjęcia, albo chwalą się swoimi łupami na Instagramie – to jest zawsze super miłe!

Co poradziłabyś osobom, które marzą o tym, by robić to, co Ty?

Robić rzeczy! Nie ukrywać ich po szafkach, tylko chwalić się znajomym. Robić dużo zdjęć, jeździć na targi i nie poddawać się. A potem robić więcej rzeczy. 

Największa kobieca inspiracja, jaką spotkałaś na swojej zawodowej drodze to...?

Nie mam jednej konkretnej kobiety, która miała na mnie największy wpływ. Na co dzień słucham wielu biznesowych podcastów, ale największą inspiracją są dla mnie rozmowy ze znajomymi dziewczynami, które prowadzą swoje firmy. Mimo, ze zajmujemy się czymś innym, to mamy podobne doświadczenia, którymi możemy się wymieniać, konsultujemy swoje pomysły i nawzajem wspieramy. Zamiast jednej silnej kobiety jest więc dziewczyńska sieć. 

Strój, w którym czujesz się najbardziej sobą to...?

Sukienka i sportowe buty albo szerokie lniane spodnie i biały t-shirt. Do pracy jeszcze fartuch, koniecznie!

Potrzebujesz wygodnych butów, bo...

Wszystkie potrzebujemy wygodnych butów! Poza tym duża część pracy wykonuję na stojąco, sporo chodzę i nie wyobrażam sobie, żeby mnie coś miało cały czas uwierać

In my Cali...

Jestem gotowa na nowy dzień w pracowni, pełen nowych pomysłów i projektów, a do tego jeszcze super wyglądam. 

 

OLA SIEŃKO I WERONIKA MUSZKIETA, ZAŁOŻYCIELKI PROJEKTU ROŚLINY I AMBASADORKI PUMA #INMYCALI, OPOWIADAJĄ O SWOJEJ PASJI – WYWIAD:
 

Ola Sieńko i Weronika Muszkieta z Projektu Rośliny (fot. Karolina Golis)


Kinga Nowicka: Dlaczego właśnie rośliny? Jak doszło do tego, że stały się Waszą pasją, a następnie przerodziły w sposób na życie? 

Ola Sieńko i Weronika Muszkieta: Padło na rośliny, bo akurat one były nam najbliższe w tamtym okresie. Między nami było kilka przypadkowych rozmów na temat tego, że chciałybyśmy coś wspólnie zrobić – co niekoniecznie oznaczało od razu zakładanie własnej firmy i pisanie biznesplanu. Po prostu miałyśmy w sobie chęć stworzenia czegoś, czym możemy się podzielić z innymi. A że poznałyśmy się na zajęciach tanecznych, to wyrażanie siebie w artystyczny sposób płynie nam we krwi. Jeśli chodzi o roślinną pasję to myślę, że biegło to dwutorowo. Cały czas uczyłyśmy się, jak pielęgnować konkretne gatunki, nasze domy zamieniły się w zielone zagajniki, a każda wolna chwila wypełniona była roślinnymi planami. Pasja od razu stała się naszym stylem życia. 

Czy jest jakaś roślina szczególnie Wam bliska? Taka, która najbardziej Was zachwyca, uspokaja?

Bardzo bliska nam jest ceropegia woodii, nazywana string of hearts, czyli płożący pół-sukulent o uroczych listkach w kształcie serca. To niewątpliwie nasz roślinny znak rozpoznawczy. Uwielbiamy ją za delikatną formę, łatwość w pielęgnacji i kolory. Jest bardzo fotogeniczna i przepięknie prezentuje się na półkach i regałach. Jest też z nami od początku i to chyba właśnie ta roślina, która przywołuje najwięcej miłych myśli i wspomnień.

Dlaczego powinniśmy otaczać się roślinami. Co wnoszą do naszego życia i codzienności?

Naszym zdaniem życie z roślinami można podzielić na dwa aspekty. Pierwszy, ten bardziej oczywisty, czyli to jak nasze otoczenie się zmienia. Przestrzeń bez roślin, a przestrzeń z roślinami to dwa różne światy. Rośliny dodają wnętrzu estetyki, ciepła, koloru. Wprowadzają harmonię i efekt domowego zacisza. Biuro wypełnione zielenią zdecydowanie bardziej zachęca do pracy i sprawia, że łatwiej się przychodzi do niej w poniedziałkowy poranek... Drugi aspekt to ten ludzki. Rośliny żyją, więc to my jesteśmy odpowiedzialni za ich opiekę. Możemy ich doglądać, zapewniać odpowiednią ilość wody, nawozić, przecierać liście, czyli jednym słowem dbać o nie. 

Biznes prowadzicie wspólnie – co cenicie w sobie najbardziej?

Ola: Ja w Weronice zdecydowanie najbardziej cenię jej podejście do życia. Nie boi się, a jak ma wizję to ją realizuje. Działa szybko, a jednocześnie myśli o każdym możliwym aspekcie. Ma bardzo praktyczne podejście, które sprawdza się w naszej pracy na co dzień. To moja wspólniczka, ale przede wszystkim przyjaciółka. Bardzo mądra kobieta, od której prawie codziennie uczę się czegoś nowego. Aha, no i to poczucie humoru...

Weronika: Ola to prawdziwy wulkan energii! Jest bardzo otwarta i wiecznie uśmiechnięta, a swoim pozytywnym nastawieniem do świata zaraża wszystkich wokół. Bardzo cenię w niej jej ogromne pokłady empatii, które są niezwykle ważne nie tylko przy wspólnej pracy, ale przede wszystkim w przyjaźni.

Projekt Rośliny to kobiecy projekt Co dla Was oznacza kobieca solidarność?

W naszych szeregach mamy same kobiety – na ten moment jest nas sześć i niebawem planujemy kolejne rekrutacje. Wszystkie jesteśmy różne, a każda dźwiga inny bagaż doświadczeń. W naszym zespole najbardziej cenimy to, że jest przestrzeń na dzielenie się – myślami, obawami, tym co nas bawi i tym co smuci. Staramy się być dla siebie wsparciem, a przede wszystkim umożliwiać wspólny rozwój. No i z naszych doświadczeń, babki świetnie sprawdzają się w pracy. Jak trzeba to z krzepą będą nosić ciężary, a za chwilę zmienią się w delikatną kobietkę, która z czułością zadba o roślinny asortyment.

A za co najbardziej kochacie to, co robicie?

Za dowolność. Za to, że same decydujemy co będziemy robić. Czasami wpadnie nam plan do głowy i rzucamy wszystko, przechodząc do jego realizacji. Będziemy działać dzień i noc tylko po to, żeby osiągnąć cel. Innym razem czujemy, że musimy na chwilę odetchnąć i zmienić otoczenie. Wsiadamy do auta i jedziemy przed siebie rezerwując nocleg w pobliskich górach. Spacerując, rozmawiając o naszych działaniach. Możemy nabrać dystansu i wrócić z nową energią do pracy. Cudowne jest też to, że otaczają nas naprawdę niesamowici ludzie – nasi przyjaciele, którzy w dużej mierze też są naszymi klientami, nasi kontrahenci i właściciele innych projektów, z którymi współpracujemy i są dla nas ogromną inspiracją. Uwielbiamy naszych odbiorców, którzy codziennie swoją obecnością i miłymi wiadomościami dają nam motywacyjnego kopa. Mamy naprawdę wspaniałą społeczność wokół siebie.

Co najbardziej motywuje Was do działania?

Efekty naszej pracy. Jeśli nasi odbiorcy są zadowoleni, to my tym bardziej. Dostając przemiłe wiadomości o roślinach, które trafiły do nowych domów i mają się dobrze, rośniemy w siłę i wiemy, że to co robimy nie idzie na marne. Kochamy spełniać roślinne marzenia i zobaczyć ten błysk w oku, kiedy komuś uda się dostać to, czego pragnie. Może zabrzmi to banalnie, ale inspiruje nas wszystko to, co dookoła. Lubimy podglądać pracę rękodzielników i innych twórców. Nie boimy się pytać i często rozmawiamy ze znajomymi po fachu – z koleżanką, która ma knajpę i jest świetna w zarządzaniu ludźmi, czy ze znajomymi, którzy wspaniale radzą sobie w prowadzeniu sklepu online. Co więcej, bacznie przyglądamy się ciekawym rozwiązaniom w branży wnętrzarskiej, która nasycona jest mnóstwem pomysłów. To bardzo ważne, aby nie bać się pytać, obserwować i wyciągać wnioski, bo ludzie są naprawdę inspirujący.

Co jest najfajniejszą rzeczą w prowadzeniu własnego biznesu?

W naszym przypadku zdecydowanie najfajniejsze jest to, że prowadzimy go razem! Dużym plusem jest to, że mamy siebie i nie działamy w pojedynkę. Ufamy sobie i wiemy, że jeśli jedna ma słabszy czas, druga będzie ją ciągnąć w górę. Jest to bardzo uspokajające. Kolejnym plusem jest wolność, jaką daje posiadanie własnej działalności. Same decydujemy, ile pracujemy, na jakie projekty się zgadzamy, a którym odmawiamy, co leży w naszej estetyce i jaki inny projekt chciałybyśmy wesprzeć wchodząc z nim we współpracę. To my decydujemy jaki wizerunek ma mieć nasza marka i jak realnie możemy na niego wpłynąć naszymi działaniami.

Największe marzenie, jakie chciałybyście zrealizować w ramach Projektu Rośliny to…

Klient, który powie, że możemy zazielenić jego przestrzeń (która oczywiście będzie spełniać nasze estetyczne upodobania), nie mając ograniczenia w budżecie. Oj, ale byśmy zaszalały!

A co uważacie za swój największy dotychczasowy sukces?

To, że po czterech latach działania, prowadzenia swojego biznesu, wciąż jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami i wspieramy się w naszym codziennym życiu.

Jak opisałybyście swój styl?

Ola: Nie ukrywam, że lubię poszerzać swoją garderobę – szperać po second handach i outletach, obserwować ciekawie ubrane dziewczyny na Instagramie. W ubraniach cenię sobie poczucie komfortu i wygodę, bo w naszej pracy często trzeba się ruszać, przemieszczać, dźwigać. Krępujące ubrania totalnie się do niej nie nadają. Często stawiam na moms jeans, zwykły t-shirt i trampki, ale ostatnio zakochałam się w zwiewnych, kolorowych sukienkach, które sprawdzają się w te upalne dni.

Weronika: Zdecydowanie zgadzam się z upodobaniami Oli. Nie znoszę obcisłych i krępujących ruchu ciuchów. Jestem fanką luźnych spodni typu culotte, większych koszulek i za dużych swetrów. W mojej szafie królują trzy kolory: szary, biały i czarny, chociaż nie ukrywam, że ostatnio staram się dodać nieco więcej barw. Moja słabość to fajne buty, które są idealnym dopełnieniem codziennych stylizacji.

Na co zwracacie uwagę, wybierając ubrania i buty do realizowania swojej pasji i codziennych obowiązków?

Wygoda i jeszcze raz wygoda. Nasza praca to nie tylko działania dotyczące sklepów online i stacjonarnego, ale także roślinne realizacje, wymagające nas wysiłku fizycznego. Często żartujemy, że po takim dźwiganiu nie musimy już chodzić na żadne siłownie. Poza tym przyjemne dla skóry materiały oraz kroje, które nie przylegają ciasno do ciała, to na pewno podstawa przy naszych codziennych ubraniowych wyborach.
 

Ola i Weronika są ambasadorkami modelu sneakersów PUMA Cali (fot. Karolina Golis)


In my Cali...

Dzięki tej akcji udało nam się poznać wspaniałe kobiety, które prężnie realizują swoje marzenia. Miałyśmy okazję porozmawiać z Moniką, właścicielką kultowej piekarni Cała W Mące, a już na drugi dzień stać w kolejce po jej bajeczne jagodzianki. Z kolei Martę z Trzask Ceramics znamy już od pewnego czasu. Dziewczyny to silne osobowości, które uparcie dążą do celu. Mamy nadzieję, że jeszcze nie raz się spotkamy!

Co do butów PUMA Cali, obie postawiłyśmy na śnieżnobiały model, dlatego szkoda byłoby nam je założyć do pracy w terenie podczas realizacji, gdzie mamy dużą styczność z ziemią. Jednak w dni biurowe lub na spotkania sprawdzą się świetnie. Czyste i schludne, pasujące i do jasnych jeansów i dłuższej spódnicy. Gruba podeszwa sprawia, że można się w nich poczuć stabilnie, a sam model jest na tyle uniwersalny, że każda stylizacja będzie do nich pasować!


MONIKA WALECKA, WŁAŚCICIELKA PIEKARNI CAŁA W MĄCE I AMBASADORKA PUMA #INMYCALI, OPOWIADA O SWOJEJ PASJI – WYWIAD:
 

Monika Walecka, właścicielka piekarni Cała W Mące i ambasadorka sneakersów PUMA Cali (fot. Karolina Golis)


Skąd w ogóle wziął się pomysł na to, by zostać piekarką?

Wszystko zaczęło się od pasji do gotowania. Chleb był jednym z elementów kulinarnych eksperymentów w ramach prowadzenia bloga. Z czasem zaczęłam piec coraz więcej, ale wciąż nie na tyle, aby myśleć o tym na poważnie. Dopiero kiedy los rzucił mnie do San Francisco  miasta słynącego z najlepszych piekarni na świecie, pomyślałam sobie, że jestem w miejscu, w którym mogę zdobyć nowy zawód i uczyć się od najlepszych. A że pieczenie chleba było wtedy moją obsesją, postanowiłam podjąć decyzję, że zostanę profesjonalnym piekarzem.

Pamiętasz swoje pierwsze wypieki? Jak w ogóle wyglądały początki Twojej przygody z wyrobem pieczywa?

Moje pierwsze wypieki były dość nieskomplikowane. Szklana tego, szklanka tamtego, szklanka zakwasu, zamieszaj i upiecz. Coś tam z nich wychodziło i sprawiało mi to dużo radości, choć z dzisiejszej perspektywy były to naprawdę gnioty. Próbowałam piec według przepisów. Z czasem, jak zaczęłam rozumieć o co w tym chodzi, brałam się za coraz bardziej skomplikowane przepisy, wymagające opanowania konkretnych technik. Wiele razy chleb mi nie wyszedł, albo bardzo odbiegał od oryginału. Ale nie zniechęcało mnie to, wręcz przeciwnie. Każda katastrofa motywowała mnie do tego, żeby błąd naprawić i tak chyba mam do dziś ;)

Zdecydowałaś się założyć piekarnię. Pamiętasz moment, kiedy byłaś pewna, że chcesz mieć swoje chlebowe miejsce na ziemi?

Przez długi czas twierdziłam, że nigdy nie będę miała piekarni, że będę hipisowskim piekarzem wystawiającym się tylko na targu albo na specjalnych eventach. Kiedyś jednak wracałam ze swojej ulubionej kawiarni i zobaczyłam lokal do wynajęcia. Pomyślałam sobie, jak fajnie by było, gdyby na jednej ulicy można by się było napić świetnej kawy oraz kupić bochen porządnego chleba. I tak jak nigdy nie chciałam mieć piekarni, nagle ją zobaczyłam i bardzo jej zapragnęłam. A że moja malutka pracownia po mału zaczęła stawać się za ciasna dla ilości mąki, które przerabiałam, a nieprzespane noce przed targiem zaczęły mi trochę ciążyć, stwierdziłam, że to ten czas, kiedy należy coś z tym zrobić. 

Świetna jest też nazwa! Jak na nią wpadłaś?

Nazwa Cała W Mące powstała na długo zanim wróciłam do Polski. Akurat przyjeżdżałam do Polski z wizytą i postanowiłam zrobić Pop-Up w restauracji Rozbrat 20 upiec chleb w stylu San Francisco, aby ludzie mogli spróbować tego stylu chleba. Zaistniała potrzeba nadania temu jakiejś fajnej nazwy, a że zawsze noszę czarne ciuchy, ta przyszła dość naturalnie. Przynajmniej nikt się nie dziwi i jestem usprawiedliwiona ;) 

Za co kochasz to, co robisz? Co sprawia Ci największą frajdę?

Kocham swoją pracę za to, że dostarczam ludziom coś podstawowego, ale jednocześnie wyrafinowanego w swej prostocie. Aby zrobić dobrze chleb, trzeba wziąć pod uwagę wiele różnych czynników. To bardzo długi proces, podczas którego wiele rzeczy może pójść nie tak. Ale to jest kolejny powód, dla którego uwielbiam to zajęcie – rezultaty mamy następnego dnia. I tego samego dnia zaczynamy od nowa, możemy naprawić i skorygować nasz proces. Kocham też wymyślać i łączyć różne smaki, a także przekręcać klasyczne przepisy, łączyć w nich swoje doświadczenia i fascynacje. Uwielbiam to, że rzeczy które realizuję wraz z moim cudownym babskim zespołem sprawiają, że ludzie na sekundkę się zatrzymują i zanurzają w przyjemności zjedzenia czegoś super, co wyzwala w nich wiele emocji. Fizyczna strona tej pracy jest ciężka, ale efekty wynagradzają cały wysiłek.
 

Wypieki Moniki, właścicielki piekarni Cała W Mące (fot. Karolina Golis)


Co jest najfajniejszą rzeczą w prowadzeniu własnego biznesu?

Najbardziej doceniam wolność. Że mogę robić to co tylko chcę, być zupełnie taka jak jestem. Bardzo lubię patrzeć, jak zarówno piekarnia, jak i ja – jako piekarz i manager, idziemy do przodu. Zmieniamy się i ewoluujemy. Nie ukrywam, że ogromną dumę mam z tego, że piekarnia jest moim osobistym projektem – nie mam żadnych wspólników, inwestorów, co znowu prowadzi do punktu pierwszego. Wszystko co mam, udało mi się osiągnąć dzięki swojej pracy. I uważam, że to jest cholernie fajne.

A co najbardziej motywuje Cię do działania?

Motywują mnie sukcesy, ale jeszcze bardziej porażki. Lubię się czuć, że się rozwijać. I wszystko inne, to po prostu efekt uboczny tych starań. 

Co uważasz za swój największy dotychczasowy sukces?

Fajne wydaje mi się to, że moja działalność została zauważona w międzynarodowym środowisku piekarskim. Mam ewidentnie swój styl pieczenia, który doceniają piekarze z całego świata. Moją pracownię odwiedziło wielu chlebowych pielgrzymów z całego świata, bo chcieli się przyjrzeć bliżej temu, co robię. Z tych wizyt powstało wiele wspaniałych przyjaźni oraz siatka kontaktów. Praktycznie gdzie się nie ruszę, tam mam jakichś zaznajomionych przez media społecznościowe piekarzy. Sukcesem jest także to, że moim Klienci są ze mną już tak długo. Byli ze mną, kiedy sprzedawałam chleb ze stolika cateringowego i wciąż przyjeżdżają do mojej szalonej piekarni. Widzę jak zmienia się ich świat, rosną ich dzieci. To wspaniałe uczucie: być obecną w czyimś życiu poprzez chleb. Oraz ogromne zobowiązanie  by starać się zawsze, jak najlepiej potrafię.

Gdybyś mogła poradzić coś osobom, które marzą o tym, by robić to co Ty, co by to było? 

Więcej działajcie, mniej myślcie ;)

Największa kobieca inspiracja, jaką spotkałaś na swojej zawodowej drodze to...?

Było ich naprawdę wiele. Bardzo imponują mi kobiety, którym udaje się łączyć intensywny zawód piekarza z życiem rodzinnym. Kobiety noszące worki z mąką nawet w zaawansowanej ciąży. Kobiety, które sobie nie odpuszczają, pełne siły, pasji i blasku.

Strój, w którym czuję się najbardziej sobą to...?

Czarna koszulka i luźne czarne spodnie. I ślad mąki. Albo dwa ;)

Potrzebuję wygodnych butów, bo...

Cały dzień jestem na nogach.

In my Cali...

Mogłabym plądrować San Francisco całymi dniami. 
 

Nasze bohaterki w sneakersach PUMA Cali (fot. Karolina Golis)

Materiał powstał we współpracy z marką PUMA