Pamiętacie, jak bardzo chcieliście być "dorosłym” i w końcu skończyć te 18 lat? Jeśli tak, to pewnie pamiętacie też, że wyobrażenie na temat tego, jak wspaniale jest być pełnoletnim skończyło się niedługo po tym, jak odebraliście swój dowód osobisty. Tuż po tym uświadomiliście sobie też, że dorosłość nie zaczyna się w momencie stania się w świetle prawa osobą odpowiadającą za swoje czyny, a przychodzi wraz z przeróżnymi, często niełatwymi sytuacjami, jakie nas spotykają, decyzjami, jakie musimy podjąć - często niechętnie, a także zmienianiem siebie oraz swojego podejścia do wielu spraw (dlatego nie dziękujcie, jak ktoś życzy Wam na urodziny, żebyście się „nie zmieniali” - to najgorsze życzenia, jakie można usłyszeć!). Przychodzi jednak taki moment w życiu każdego z nas - choć nadal ciężko powiedzieć, czy można go nazwać dorosłością - gdy najwyższy czas wykazać się dojrzałością. My stwierdziliśmy, że dzieje się on po 25. roku życia, ze względu na wiele różnych czynników. I kiedy to warto zrobić pewnego rodzaju rachunek sumienia i ocenić swoją aktualną sytuację. Jeżeli jest to jeden z poniższych punktów, to z przykrością musimy przyznać, że nie wypada Wam już tego robić.

Zobacz także: 6 rzeczy, które zrozumiecie kiedy wyprowadzicie się od rodziców

Czego nie wypada robić po 25. roku życia?

Być tylko i wyłącznie na utrzymaniu rodziców

Nie, nie chodzi o to, by w wieku 25 lat brać kredyt na mieszkanie, które będziecie spłacać (a raczej Wasi rodzicie będą) przez kolejne 25 lat. Ale chyba jesteście już w stanie odciążyć swoich dotychczasowych żywicieli z płacenia za Was czynszu, abonamentu za telefon, siłownię albo kartę do Cinema City? Jasne, nie można generalizować, bo przecież nigdzie nie jest zapisane (a w sumie mogłoby być), że każdy w wieku 25 lat ma pracę w pełni satysfakcjonującą finansowo. Ale chyba każdy powinien starać się znaleźć jakąkolwiek i próbować w miarę możliwości utrzymać się samemu. I przestańcie wysyłać rodzicom żenujące wiadomości, że na koncie wieje pustkami, bo za dużo wydaliście w tym miesiącu na jedzenie, a tak naprawę za często zamawialiście Ubera doskonale wiedząc, że Was na to nie stać. To jest słabe, serio. 

Przyjaźnić się z kimś "na siłę”

25 lat to również dobry moment, by zweryfikować swoje znajomości. Nie, nie tylko te na Fejsie. Okres studiów rządzi się swoimi prawami. Imprezujemy z różnymi ludźmi i nikt nie każe nam się z nimi przyjaźnić. Ale kiedy te niezobowiązujące imprezy się kończą, a nam określają się inne życiowe priorytety, chyba przyjemnie jest wyjść po godzinach z kimś, z kim naprawdę dobrze się rozumiemy, prawda? Dlatego nie zaszkodzi ograniczyć kontakt z tymi, z którymi nie do końca dogadujemy się bez kilku lampek wina. A już na pewno z tymi, którym próbowaliście, nie wiedzieć czemu, przypodobać się i zabiegaliście o ich atencję. Założymy się, że macie wokół siebie na tyle wartościowych ludzi, by docenić ich obecność oraz by oni docenili Waszą. Tylko nic na siłę!

Liczyć na "znajomości”

Niech pierwsi rzucą kamień ci, którzy nigdy nie zdali egzaminu na studiach dzięki czyjejś „uprzejmości”. Albo nie zaliczyli przedmiotu dzięki temu, że ktoś zrobił za nich projekt, z góry zaplanowany jako praca grupowa. Takie rzeczy się zdarzają i nie ma w tym nic złego. Zaczyna się jednak robić nieprzyjemnie, gdy ktoś stosuje takie taktyki z dawno nieaktualną już legitymacją studencką i zarabiając nawet tą najniższą średnią krajową. Równie łatwo, jak przychodzi Wam liczenie, ile dostajecie na rękę, powinno Wam przychodzić również liczenie na siebie. Oraz z konsekwencjami Waszych czynów.

Nie dbać o swoje zdrowie

Kiedy ostatnio byliście u lekarza? A kiedy ostatnio robiliście badanie krwi? Jakie macie ciśnienie i poziom cholesterolu? Jeżeli na wszystkie te pytania odpowiedzieliście „nie pamiętam” lub „nie wiem”, nie jest dobrze. W wieku 25 lat dobrze jest mieć świadomość, że jeśli sami o siebie nie zadbacie, nikt nie zrobi tego za Was. A na pewno nie Wasi rodzice, którzy są prawdopodobnie już w takim wieku, że ich zdrowie także dla Was powinno być istotną kwestią. Kilka rutynowych badań raz do roku nie zaszkodzi, a może tylko pomóc. Bo czy nie żyje się o wiele przyjemniej i bardziej beztrosko z myślą, że nic Wam nie dolega? No właśnie.

Zobacz także: 10 rzeczy, które powinnaś doceniać, będąc singielką (bo inni Ci tego zazdroszczą!)