Sandro Alvarez, socjolog i muzyk z Zurychu wspólnie ze swoją dziewczyną Gabriellą Hummel, dziennikarką i pisarką z Vaduz, postanowił spełnić marzenie o podróży dookoła świata i wyruszyć z projektem Vanabundos. Mieli już dosyć ciągłego przywiązania do pracy i postanowili spróbować czegoś zupełnie nowego. Zamarzyli o tym, aby przedłużyć swoje wakacje i być w ciągłej podróży. Jak pomyśleli, tak zrobili. 

Para kupiła kampera marki Volkswagen T3 Syncro z 1988 roku, spakowała najpotrzebniejsze rzeczy do plecaka, oboje rzucili pracę i wyruszyli w świat. W ten sposób zminimalizowali potrzeby w swoim życiu do minimum, a zapragnęli nowych doświadczeń i więcej radości w swoim życiu.  

"Zawsze chcieliśmy podróżować razem. Dwa lata temu podczas pobytu na Bali wynajęliśmy tan vana i objechaliśmy dookoła wyspę. Kochamy niezależność, więc zdecydowaliśmy się kupić własny kamper i za jego pomocą odkryć kontynent amerykański" - wspomina Gabriella i Sandro.

Swoją podróż kamperem rozpoczęli w Stanach Zjednoczonych, po wcześniejszym przetransportowaniu samochodu promem z Belgii do Seattle. W ciągu ostatnich 8 miesięcy para pokonała ponad 16 tysięcy kilometrów i dotarła do Meksyku. Podczas tej podróży w ich życiu wydarzyło się wiele niespodziewanych sytuacji. Wzięli udział w festiwalu "Burning Man", Gabriela ukończyła zaawansowany kurs nauczycielki jogi i poznali mnóstwo inspirujących ludzi na swojej drodze.

Jednak to poczucie wolności w decydowaniu o swoim życiu jest według nich najwspanialszym elementem takiej podróży. Mamy czas dosłownie na wszystko to, na co mamy ochotę. 

"To tak jakby mieć swój dom cały czas ze sobą. Van jest dla nas idealnym rozwiązaniem. Jest bardzo praktyczny - system do filtrowania wody i panele słoneczne czynią, że podczas takiej podróży jesteśmy niezależni"

Aktualnie para podróżująca kamperem opuściła Meksyk i udaje się na południe w stronę Ameryki Południowej.

BURNING MAN - FESTIWAL, NA KTÓRYM PO PROSTU TRZEBA BYĆ >>>