Jesień nie jest moją ulubioną porą roku. A niechęć spowodowana jest także tym, że skóra na mojej twarzy bardzo wtedy cierpi. Sezon grzewczy to dla niej istne tortury, więc w obecnej sytuacji, kiedy większość czasu spędzam w domu, jest szczególnie narażona na przesuszenie. Do tego dochodzą jeszcze warunki atmosferyczne, czyli niskie temperatury i wiatr oraz twarda woda, co akurat dokucza mi niezależnie od pory roku. Skąd takie problemy? Mam skórę mieszaną, czyli z tendencją do nadmiernej produkcji sebum w strefie T oraz z bardzo suchymi policzkami. Pielęgnacja jej nie należy do najłatwiejszych – nie tylko trzeba sięgąć po różne kosmetyki, ale również odpowiednio je aplikować. Nie jest łatwo znaleźć produkt, który zaspokoi wszystkie potrzeby mieszanej cery, która będzie jednocześnie nawilżona i zmatowiona.


Ten krem Bielenda kosztuje 19,99 zł i ma lepszy skład niż podobny produkt luksusowej marki za 719 zł. Musicie go wypróbować! >>>
 

Ta maseczka do twarzy marki Bielenda to hit! Idealnie nawilżyła i ukoiła moją przesuszoną cerę 

Dlatego jestem wielką fanką maseczek. Są bardzo istotnym elementem mojej codziennej pielęgnacji i pomagają mi zwiększyć nawilżenie i ukoić moją suchą, a często wręcz podrażnioną skórę. Ostatnio natrafiłam na świetny produkt polskiej marki Mokosh – to maseczka z owsa i bambusa, która wspaniale odżywia i nawilża skórę. Ale któregoś dnia zorientowałam się, że słoiczek jest pusty, a ja – a raczej skóra na mojej twarzy – potrzebuje czegoś na już. Zajrzałam więc do najbliższej drogerii Rossmann w poszukiwaniu alternatywy. I zdecydowałam się na maseczkę innej rodzimej marki, Bielenda. A dokładnie z wegańskiej linii z konopi siewnych – CBD Cannabidol. I co ciekawe, nie kupiłam maseczki do cery mieszanej i tłustej, bo taka też jest dostępna, a nawilżająco-kojąca do suchy suchej i wrażliwej (czyli w sumie też dla mnie).

Maseczka, za którą zapłaciłam niewiele ponad 3 zł, okazała się strzałem w dziesiątkę! I istnym opatrunkiem dla moich zaczerwienionych i suchych policzków. Maseczka Bielenda CBD Cannabidol ma przyjemną, kremową konsystencję i nakłada się ja na 15-20 minut. Już po zmyciu jej letnią(!) wodą, skóra jest wyraźnie nawilżona, odżywiona i ukojona. Wszystko za sprawą składników regenerujących, czyli olejku z nasion konopi – który nie jest komedogenny, więc nie muszę się martwić, że na mojej twarzy mogą pojawić się jacyś nieproszeni goście, olejku cacay (tutaj podobnie) oraz witaminy E.

Jak się domyślacie, następnego dnia pobiegłam po kolejną saszetkę, bo niestety maseczka jest dostępna tylko w takiej formie. Zainwestowałam od razu w kilka sztuk, na zapas – na pewno się przydadzą! Okazuje się, że z tej serii Bielenda CBD Cannabidol są też inne produkty, który wydają się bardzo interesujące, m.in. krem na noc oraz olejek nawilżająco-kojący. To kolejne must have na mojej liście!


10 drogeryjnych maseczek, które kosztują grosze, a działają cuda >>>