Rynek kosmetyczny jest wart miliony – to jedne z najszybciej bogacących się segmentów. Istnieje mnóstwo produktów do pielęgnacji i makijażu, których zakres cenowy jest bardzo duży – od kilku złotych po nawet kilka tysięcy za krem czy inny kosmetyk. Wartość produktu powinna być uzależniona od składu i działania, niestety nie zawsze tak jest. Za brandami stoją giganty kosmetyczne, a my często płacimy za rozpoznawalną markę, ładne opakowanie – czyli rzeczy, które nie zawsze idą w parze ze skutecznością i jakościowym składem.

Niedawno pisałyśmy o kremie luksusowej marki Guerlain, który wzięły pod lupę internautki grupy na Facebooku „Składy kosmetyków przestaną być niewiadomą”. Jeżeli jeszcze nie znacie tego miejsca w sieci, bardzo rekomendujemy dołączyć do grupy. Jest tam wiele dziewczyn, które znają się na składach kosmetyków i rozszyfrowują składniki poszczególnych kremach, dokładnie opisując, jak na skórę działa konkretny element, wskazują, które składniki są szkodliwe dla skóry lub/i środowiska, a także polecają godne uwagi kosmetyki – warte swojej ceny. Wracając jednak do kremu Guerlain Abeille Royale Night Cream za 719 zł, założycielka grupy Po prostu fuksja przeanalizowała jego skład i porównała go z bardzo podobnym produktem rodzimej marki Bielenda Manuka Honey Nutri Elixir, którego koszt wynosi 19,99 zł. Wnioski? Krem luksusowej marki zawiera dobre składniki, takie jak skwalan czy mleczko pszczele, ale ich działanie jest neutralizowane przez silikony oraz konserwant BHT, który nie jest do końca bezpieczny dla cery. Z kolei krem Bielendy, tańszy o prawie 700 zł, bazuje na podobnych składnikach, ale nie zawiera szkodliwych konserwantów i silikonów, dodatkowo ma w składzie witaminę C czy masło babassu. To nie jedyny przykład z rynku kosmetycznego, w którym cena nie jest współmierna do jakości.

Kosmetyki wegańskie – co to znaczy? 5 rzeczy, które musisz wiedzieć o wegańskiej pielęgnacji i makijażu >>>

Ten krem kosztuje prawie 3 tysiące złotych. Internautki wyśmiały skład, porównując go do produktu za 20 zł

Na tej samej grupie jedna z internautek zapytała użytkowniczki o skład kremu nawilżającego marki 111 Skin, który jest dostępny w perfumeriach Sephora. Warto zaznaczyć, ze jego cena wynosi prawie 3 tys zł – dokładnie za słoiczek o pojemności 50 ml trzeba zapłacić 2 795 zł. Internautka – podobnie jak komentujące post dziewczyny – chciała dowiedzieć się, skąd wzięła się kosmiczna cena produktu Celestial Black Diamond Cream. Ekspertki od razu wzięły się za analizę składu, który jest całkiem poprawny, jednak zawiera kilka składników, które powodują wątpliwości. Na przykład Isopropyl Myristate, który może być komedogenny (czyli „zapychający” skórę –  powoduje powstawanie zaskórników i nadprodukcję sebum), a także Ceteareth, który – jak wyjaśnia jedna z użytkowniczek – może być zanieczyszczony tlenkiem etylenu i to on sprawia, że składnik jest szkodliwy. Poza tym krem 111 Skin ma w składzie PEG-7, który może podrażniać. Dodatkowo, wysoko jest olej palmowy, więc produkt nie jest wegański ani ekologiczny. Jedna z internautek zwróciła uwagę na to, że skład produktu za prawie 3 tys zł mógłby równie dobrze być składem kremu za 20 zł. Podsumowując, nie ma w nim nic, co przekłada się na pieniądze, które trzeba za niego zapłacić. 

Skąd więc cena kremu 111 Skin Celestial Black Diamond Cream? Produkt jest promowany przede wszystkim z naciskiem na to, że zawiera cząsteczki czarnego diamentu, który w składzie znajduje się na ostatnim miejscu, jest go więc bardzo niewiele. Producent zapewnia, że stosowanie produktu „odżywia skórę, niweluje plamy pigmentacyjne oraz drobne zmarszczki – przywraca skórze młodzieńczy wygląd”, czytamy na stronie. Poza tym tworzy emolientową barierę ochronną, głęboko nawilża odwodnioną skórę i pobudza ją do produkcji kolagenu, a także uelastycznia ją. Ciężko więc nazwać to innowacyjnym działaniem – podobne efekty można uzyskać, stosując kremy z niższej półki cenowej. Internautki zwróciły uwagę, że za cenę 2 795 zł można pójść na serię zabiegów do salonu kosmetycznego lub sprawić sobie urządzenie do domowej pielęgnacji, zapewniające faktycznie widoczne efekty. 

Skąd wzięła się marka 111 Skin? Jej założycielami są dr. Yannis Alexandrides oraz jego żona Eva Alexandrides. Luksusową markę uwielbiają modelki – produkty pielęgnacyjne, m.in. płatki pod oczy ,są stosowane za kulisami pokazów mody, aby przygotować modelki na wybieg. Kosmetyków używają Bella Hadid, Alessandra Ambrosio, Lily Aldrigde czy Ashley Graham. 111 Skin to nie tylko produkty do pielęgnacji – sera, kremy, maseczki w płachcie na twarz, kremy pod oczy, balsamy do ust etc. – ale również sieć gabinetów SPA w najbardziej luksusowych miejscach na świecie, w których oprócz zabiegów pielęgnacyjnych, można poddać się zabiegom z zakresu medycyny estetycznej. 

Ciężko znaleźć więc odpowiedź na pytanie, co takiego jest w kremie 111 Skin Celestial Black Diamond Cream, który kosztuje prawie 3 tys zł. Skład prezentowany na opakowaniu nie zawiera cudotwórczych składników. Nasuwa się więc wniosek, że płacimy za prestiż luksusowego brandu. Tylko czy to wystarczy, żeby skusić się na krem do twarzy za 2 795 zł?