Hiszpanie umieją w seriale. A ostatnio te najpopularniejsze można znaleźć na platformie Netflix. Dom z papieru, choć część fanów odpuściła w połowie 4. sezonu, stał się międzynarodowym hitem. Może ci nieco rozczarowani La casa de papel widzowie skusili się na nowość od jego twórcy Álexa Pina, czyli White Lines, od niedawna także dostępną na platformie. Nie tylko wśród hiszpańskojęzycznych widzów świetnie radzi sobie też Szkoła dla elity, którą niektórzy porównywali do Plotkary, czy Uwięzione kojarzące się z innym hitem Netflixa, Orange is the new black. Kolejną świeżą serialową produkcją z hiszpańskim rodowodem jest Valeria, serial zupełnie inny niż wymienione wcześniej, choć nie brakuje wspólnych mianowników.

Valeria – o czym jest nowy hiszpański serial Netflixa?

Tytułową Valerię gra Diana Gómez. Ci, którzy jednak skusili się na ostatni sezon Domu z papieru w Valerii rozpoznają Tatianę, czyli ukochaną Berlina (o której dowiedzieliśmy się właśnie w 4. sezonie LCDP). Valerię poznajemy w momencie, kiedy zaczyna pisać swoją debiutancką powieść, na którą 28-latka niestety kompletnie nie ma pomysłu. Z kolei ona poznaje przystojnego architekta, Victora (Maxi Iglesias), trafiającego w sam środek kryzysu małżeńskiego Val. Problemy w jej relacji z Adriánem (Ibrahim Al Shami ) kumulują się, kiedy oboje zostają bez pracy. Szybko można wywnioskować, że w związku bohaterów coś się wypaliło, i że został on sformalizowany dość pochopnie. A także to, że Valeria nie wie, czego tak naprawdę chce od życia. Widzów oraz ją samą utwierdza w tym również rodzina, która do najbardziej wspierających niestety nie należy. Zupełnie inaczej jest na szczęście z przyjaciółkami Valerii.

Nowe seriale. Wybieramy najciekawsze premiery >>>

Valeria – girl power w centrum Madrytu

Lola (Silma López) ponad wszystko ceni sobie niezależność. I choć z ognistego seksu z żonatym mężczyzną lub każdym innym facetem poznanym dzięki randkowej apce czerpie ogromną przyjemność, kiedy chciałaby spędzić wieczór w męskim towarzystwie w klimacie „Netflix&chill” chętnych nagle brakuje. Carmen (Paula Malia) marzy się szczęśliwy związek z kolegą z pracy. Nie jest tak wyzwolona jak Lola, ale jednocześnie nie interesuje ją polityka małych kroków. Nie do końca radzi sobie też z własnymi ambicjami. Nerea (Teresa Riott) to jedyna nieheteronormatywna z madryckiej (bo akcja rozgrywa się właśnie w skąpanej w słońcu stolicy Hiszpanii) ekipy. O jej orientacji seksualnej nie mają pojęcia jej rodzice, z którymi prawniczka ciągle mieszka i pracuje. Ma też wrażenie, że w pewnych kwestiach nie rozumieją jej własne przyjaciółki, więc wskakuje wtedy do swojej lesbijskiej „sadzawki”. Każda z nich jest kompletnie różna, stąd nieuniknione różnice zdań i poglądów, ale silna więź jaką zdołały stworzyć jest w stanie złagodzić nawet największy spór. Są dowodem na to, że w przyjaźni sztuką nie jest to, żeby we wszystkim się ze sobą zgadzać, ale by umieć powiedzieć sobie, kiedy i dlaczego właśnie tak się dzieje. Valeria, Lola, Carmen i Nerea mają to opanowane do perfekcji.
 


Seriale o dziewczynach, które będziesz chciała polecić swoim koleżankom >>>

Valeria to serial o każdej z nas. Obejrzycie go na Netflix 

Bohaterki serialu Netflixa można polubić. Albo i nie. Ale gdyby to od nich zależało, miałyby gdzieś waszą sympatię. Natomiast ze wszystkimi dziewczynami w serialu nietrudno się pod jakimś względem utożsamić. Valeriato vademecum tego, czego pragną współczesne kobiety. Chcą być kochane, ale nie czuć się ograniczane przez swoich partnerów. Pragną piąć się po szczeblach kariery i nie obawiać się, że swoimi sukcesami przyćmią, aż w końcu zniechęcą do siebie swoich partnerów. Lubią eksperymentować, a brak faceta nie stoi na przeszkodzie zaspakajania seksualnych potrzeb. Otaczają się osobami o różnych orientacjach i tolerancji takich osób wymagają od innych. A poza tym lubią też dobrze wyglądać, porządnie rozerwać i od czasu do czasu mieć porządnego kaca. Jedni piszą, że Valeria do hiszpański Seks w wielkim mieście. Nam produkcji Netflixa blisko też do Girls. Jednak w przeciwieństwie do tych dwóch kultowych już produkcji, punktem wyjścia do zrealizowania netfliksowego obrazu stała się bestsellerowa powieść autorstwa Elisabet Benavent, W butach Valerii. Wydana już kilka lat temu książka znowu ma szansę rozejść się jak świeże bułeczki. Może i wy skusicie się na nią po obejrzeniu serialu Netflixa, który z pewnością umili wam majowy wieczór, rozbawi, ale i skłoni do przemyśleń. To wręcz idealna pozycja na te dziwne czasy, w jakich przyszło nam teraz egzystować. Niepewnych, skłaniających do refleksji oraz docenienia tego, że mamy do kogo zadzwonić lub wstukać wiadomość na WhatsApp.

Seriale na podstawie książek, które trzeba znać >>>