Dzisiaj w Warszawie, ale też w wielu innych miastach, odbywa się marsz kobiet, sprzeciwiających się ograniczeniu dostępności gwarantowanej dotychczas przez prawo aborcji. W miniony poniedziałek sejmowa Komisja Sprawiedliwości wydała pozytywną opinię w prawie projektu Zatrzymać aborcję , przygotowanego przez działaczy pro-life. W jego myśl, kobiety nie będą mogły poddać się zabiegowi aborcji w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu lub jego nieuleczalnej choroby. W momencie, gdy te przepisy wejdą w życie, usunięcie ciąży będzie możliwe jedynie w przypadku zagrożenia życia matki lub gwałtu, a uszczuplony tym samym kompromis aborcyjny przybliży nas do krajów takich jak Gwatemala, Chile, Malta, Watykan czy Dominikana, godząc nie tylko w prawa kobiet, a także pozbawiając je praw człowieka.  

Co ciekawe, zgodnie z raportami WHO i Guttmacher Institute, kraje w których jest ona legalna (czyli większość europejskich) odnotowują najniższy odsetek zabiegów usuwania ciąży - najmniej zabiegów wykonano m.in. w Szwajcarii i Wielkiej Brytanii. Dlaczego? Dlatego, że zazwyczaj dostępność aborcji idzie w parze z solidną edukacją seksualną i powszechną dostępnością antykoncepcji, także tej dzień po. Zgodnie z badaniami, w Europie Wschodniej właśnie dzięki jej dostępności, na przestrzeni dwóch dekad liczba aborcji spadła o połowę – z 88 zabiegów przypadających na 1000 kobiet do 42.

Z analogiczną prawidłowością mamy do czynienia w przypadku całkowitego jej zakazu aborcji. Kobiety, które są zdecydowane, by usunąć ciążę i tak poddadzą się zabiegowi, tyle tylko, że przebiegnie on w dużo mniej bezpiecznych warunkach i często domowym sposobem, narażając je na utratę zdrowia, a nawet życia.

Dziewczyny, cała nadzieja w Was! Z tymi, z którymi nie możemy się spotkać w Warszawie, łączymy się myślami. Ale walczymy WSZYSTKIE!

ZOBACZ TAKŻE: Tabletka „dzień po” - fakty i mity o antykoncepcji awaryjnej